Nowy numer 42/2019 Archiwum

Z widownią przy stole

– Na początku oglądający wiedzieli więcej ode mnie. Ja nawet nie rozróżniałem aktorów – wspominał na spotkaniu w Płocku Stanisław Janicki, dzięki któremu pokochaliśmy przedwojenne polskie filmy.

Przez lata Stanisław Janicki pojawiał się na szklanym ekranie w każdą niedzielę, w południe, by opowiadać milionom polskich widzów o kinie, którego gwiazdami byli m.in. Jadwiga Smosarska, Eugeniusz Bodo, Adolf Dymsza czy Mieczysława Ćwiklińska.

– Ja tych filmów nie oceniałem, bo uznałem, że nie jestem tam po to, by pouczać widzów. Mieli spędzić ten czas przyjemnie i pożytecznie. Moją dewizą było i nadal jest to, że prowadzący program jest zaproszony do domów i zasiada z widzami przy tym samym stole. Mówiąc do milionowej widowni, postanowiłem, że nie będę używał obcych słów – żadnej „alienacji” czy „frustracji” – wspominał podczas spotkania w Książnicy Płockiej, na które przyszło wielu uczestników pamiętających niezapomniany cykl „W starym kinie”, nadawany od 1967 do 1999 roku. Na początku tej ciekawej, wielowątkowej opowieści – w której znalazło się miejsce i na przedwojenne kino, i na kinematografię japońską, i na opowieść dokumentalną, i przygotowywaną książkę o Andrzeju Wajdzie – Stanisław Janicki przyznał, że do wspomnianego cyklu trafił przypadkiem. Koleżanka ze studiów, pracująca w telewizji, ubłagała go, by poprowadził w zastępstwie kilka odcinków programu o powojennych filmach. Pierwsze transmisje były koszmarem. Maleńkie studio, kamery w odległości 1,5 metra i gigantyczne lampy. – Miałem dość wszystkiego. Byłem zlany potem, mówiłem, mrużąc oczy. Byłem tam przez cztery programy i powiedziałem: nigdy więcej. Jednak po tygodniu znów zadzwoniła do mnie owa koleżanka i powiedziała, że to się bardzo podobało. Zaproponowano nam, byśmy zrobili program o starych filmach. I nagle mieliśmy do dyspozycji godzinny program, i to w niedzielę, w południe. I możemy robić, co nam się podoba, nikt nie będzie się wtrącał... Pierwszy program nazywał się „Nie tylko »Trędowata«”. Ja nie musiałem pokazywać „Trędowatej”, bo 90 proc. ówczesnych widzów widziało ją na dużym ekranie przed wojną. To ja się musiałem uczyć tych filmów, nie oni – wspominał Stanisław Janicki. Gość Książnicy Płockiej nie dał się namówić na łatwe oceny i nie chciał zdradzić, które z filmów uważa za najlepsze. Zdaniem krytyka filmowego, historyka filmu i twórcy swoistych dokumentów, takich jak „Konterfekty Króla Jegomości” o królu Janie III Sobieskim, można określić w ten sposób zwycięzcę jakichś zawodów sportowych, ale w przypadku filmu to trudniejsze. Nie da się porównać chociażby tych z lat 30. ub. wieku i współczesnych. – Zawsze fascynowało mnie natomiast, kim byli polscy aktorzy przedwojenni. A byli to ludzie teatru. To ważne, bo kiedy w latach 20. i 30. nastąpiła wielka rewolucja dźwiękowa w kinie, wielu aktorów na Zachodzie jej nie przetrwało, bo po prostu mieli straszny głos. W Polsce nie było takich przypadków, takich dramatów, właśnie dlatego, że byli to aktorzy teatralni. To była ich wielka wartość – opowiadał Stanisław Janicki.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL