Nowy numer 42/2019 Archiwum

Czuję, jakbym zawsze tu mieszkała

W Domu Polonii w Pułtusku przebywa kolejna grupa repatriantów, która po raz pierwszy spędzi święta w ojczyźnie.

Dla kolejnej grupy Polaków ze Wschodu pierwszym domem na ojczystej ziemi stał się Pułtusk. Dzięki rządowemu wsparciu oraz „Wspólnocie Polskiej” są dla nich przygotowywane dokumenty wymagane do pobytu stałego w Polsce, a także podjęcia nauki czy pracy, ubezpieczenia i innych świadczeń.

Zorganizowano dla nich naukę języka i historii naszego kraju. Towarzyszą im księża – od kilku lat tę posługę pełnią ks. Mirosław Danielski z Zatorów i ks. Jarosław Bukowski ze Smogorzewa. Obecna grupa liczy prawie 140 osób i różni się od poprzednich. – Są w niej osoby z Kazachstanu, a także z Syberii, Rosji, Ukrainy i Gruzji. Około 95 osób to dorośli, ok. 50 to dzieci w różnym przedziale wiekowym. Ta grupa była o wiele lepiej przygotowana do podjęcia życiowej decyzji, aby na stałe przeprowadzić się do kraju przodków. Mają większą świadomość i większe doświadczenia niż poprzednie grupy, które u nas gościły. Pomagamy im w uzyskaniu obywatelstwa polskiego i w przygotowaniu niezbędnych dokumentów. Teraz łatwiej jest nam pokonywać trudności, z którymi spotkaliśmy się przy pierwszych repatriantach, bo nabieramy coraz większej praktyki – mówi Michał Kisiel, dyrektor Domu Polonii. – Mamy przed sobą ludzi, którzy zdecydowali się być Polakami i dokonali niełatwego wyboru, aby do nas na stałe przyjechać. Może niewiele cech ich osobowości świadczy o ich polskich korzeniach, bo przecież wychowali się w czwartym lub piątym pokoleniu poza ojczyzną, ale ich wybór również dla nas wiele znaczy –mówi M. Kisiel. Wśród repatriantów spotykamy Stanisława Kolosińskiego, który przyjechał z Rosji. Z wykształcenia jest prawnikiem, do Polski przybył sam. – Zawsze chciałem wrócić do ojczyzny. Czułem się Polakiem i wiedziałem, że tutaj jest moja ojczyzna, bo tego uczyła mnie moja mama. Dzisiaj czuję radość, bo pragnienie mojej matki o powrocie spełniło się. Trochę trudno się oswoić z nowym miejscem, ale dostrzegam na każdym kroku serdeczność ludzi, co pozwala mi czuć się lepiej – mówi Stanisław. Jak przyznaje, podjęcie decyzji o wyjeździe nie było łatwe. – W Rosji zostawiłem cały dorobek, który miałem. Tu przybyłem w nowe i nieznane. Mam jednak nadzieję, że wszystko będzie dobrze – dodaje. – Urodziłam się w Kazachstanie i tam przeżyłam 33 lata. Po ślubie wyjechałam na Ukrainę, gdzie urodziłam trzech synów. Bardzo czekaliśmy na ten program repatriancki. Bardzo chcieliśmy wrócić do Polski, choć nigdy w niej nie byłam. Wiele o niej słyszałam. Moja babcia i rodzice pochodzili z Polski. To oni ukradkiem opowiadali mi o tym kraju, babcia zaś w tajemnicy uczyła modlitwy. Dzięki niej nauczyłam się ośmiu z nich, między innymi: „Ojcze Nasz”, „Zdrowaś, Maryjo”, Różańca, Litanii do Najświętszej Maryi Panny i do Serca Pana Jezusa – opowiada Maria Górajska, która przez wiele lat była nauczycielką. Na Ukrainie zostawiła rodzinny dom, syna i wnuczki. – Cieszę się, że jestem na ojczystej ziemi, ale wciąż jest obawa, bo idziemy w nieznane. Mimo tego czuję, że wróciłam do siebie. Mam tutaj kościół i księdza, a dla mnie to bardzo ważne. Czuję, że to mój dom, o którym moja babcia tak wiele mi opowiadała – dodaje. Tatiana Ostrowska na powrót do ojczystego kraju czekała 18 lat. Jak mówi, to była „droga krzyżowa”. – Od chwili złożenia dokumentów nie przestawałam się modlić o wyjazd, a gdy się opóźniał, chwilami traciłam nadzieję – przyznaje. – Najtrudniej było mi zostawić nasz kościół, który budowaliśmy przez wiele lat. To był widoczny znak, że zachowaliśmy wiarę, którą przekazali nam nasi dziadkowie. To oni potajemnie uczyli nas polskich modlitw – opowiada. – W Polsce czuję się jak u siebie, jakbym od zawsze tu mieszkała – dodaje ze wzruszeniem Tatiana. – Mojego dziadka deportowano z Warszawy. W 1937 r. został rozstrzelany i nie wiemy, gdzie są jego szczątki. Babcia opowiadała nam, że zostali zesłani na Syberię. Z obawy o własne życie nie rozmawiali po polsku i zniszczyli wszystkie dokumenty świadczące o ich polskim pochodzeniu i szlacheckim stanie – wspomina Tamara Stefankowa, która na wyjazd czekała ok. 5 lat. Uważa, że Polska to jest jej kraj, mimo że nigdy w nim nie była. – Dużo czytałam i oglądałam wiele filmów o Polsce. W komórce mam zdjęcie rodzinnego herbu i wierzę, że dzięki niemu odnajdę więcej informacji o mojej rodzinie – opowiada.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL