Nowy numer 49/2019 Archiwum

Czy święci mogą jeszcze pracować...?

Co łączy mazowieckie Rostkowo z francuskim Lisieux i jak się zeszły drogi Stanisława Kostki z karmelitanką i doktorem Kościoła?

Kilka miesięcy temu nasza krajanka, s. Maria Lucyna od Krzyża, od dwóch lat na nowo w Karmelu w Lublinie-Dysie, zainteresowana bardzo Rokiem św. Stanisława Kostki, przysłała mi mejla z pytaniem: „Czy wiesz, że św. Teresa od Dzieciątka Jezus napisała sztukę teatralną o naszym Świętym z Rostkowa?”. Złapałem się za głowę. Jak to? Zamknięta w klasztorze karmelitanka pisała sztuki teatralne i do tego o świętym z dalekiej Polski? Polski, której w czasie całego życia świętej z Lisieux nie było jeszcze na mapie Europy? Na co z Lublina szybko przyszła kolejna informacja: „Ależ tak, więcej, ta sztuka jest odgrywana w Karmelach we Francji, w Czechach, w Libanie, w Polsce”. I dysponujecie jej oryginałem? – zapytałem w kolejnym liście. „Nie tylko oryginałem, ale i przekładem”.

Karmelitańskie rekreacje

Okazuje się, że mniszki w Karmelu mają tzw. rekreacje, które wymyśliła jeszcze św. Teresa z Ávili w XVI wieku, gdy odnawiała życie karmelitańskie. Reformatorce zależało, żeby siostry zachowywały równowagę między modlitwą, pracą, samotnością a chwilami wytchnienia i życia wspólnotowego. „Cięciwa łuku nie może być nieustannie napięta” – pisał o tym o. Gracjan, uczeń św. Teresy. Później znaczącą częścią karmelitańskich rekreacji, szczególnie związanych z Bożym Narodzeniem, a także ze świętem nowicjatu, imieninami przeoryszy czy jubileuszami ślubów zakonnych, stały się przedstawienia. Kto wie, czy tradycja ta nie została zaczerpnięta z kolegiów jezuickich, gdzie odgrywanie spektakli należało do ratio studiorum, czyli programu studiów. U jezuitów sięgano nawet do tekstów starożytnych tragedii, w Karmelach natomiast odgrywano proste scenki, układane na kanwie rozmaitych wydarzeń biblijnych i życiorysów świętych. Scenariusze albo pisały co zdolniejsze (i odważniejsze) siostry, albo korzystano z innych, stworzonych w tym lub innym klasztorze. „Aktorkami” były najczęściej nowicjuszki, zatem wybór scenariusza i reżyseria przedstawienia należały najczęściej do mistrzyni nowicjatu. Aktorki zwykle uczyły się swoich ról na pamięć, ale wolno im było również używać trzymanego w ręku tekstu. Przedstawienia w Karmelu w Lisieux grano najczęściej w sali rekreacyjnej, jedynym pomieszczeniu ogrzewanym w klasztorze, lub w kapitularzu, gdzie w okresie Bożego Narodzenia ustawiany był żłóbek. Rekwizyty znajdowano na klasztornym strychu, pełnym strojów i peruk, a gdy czegoś brakowało, proszono o pomoc rodziny i przyjaciół.

Siostra... Stanisław i „córeczka”

W 1897 r. w Karmelu w Lisieux 50. rocznicę ślubów zakonnych obchodziła siostra Stanisław od Najświętszych Serc. Nie, nie to nie literówka: nazywanie siostry karmelitanki imieniem męskim było wówczas przyjętym zwyczajem we Francji. Siostra Stanisław należała do grona pierwszych mniszek w karmelu w Lisieux, marzyła o wyjeździe na misje do Wietnamu, ówczesnej kolonii francuskiej, ale jej marzenie nigdy się nie spełniło. W klasztorze była najpierw zakrystianką, a potem infirmerką. Podczas pełnienia tej pierwszej funkcji zaprzyjaźniła się z s. Teresą, nazywając ją nawet swoją „małą córeczką”. Nieco później „córeczka” została mistrzynią nowicjatu i tam rozwinęła swoje zdolności artystyczne. Po ojcu, św. Ludwiku Martinie, odziedziczyła zdolności aktorskie, dlatego gdy wstąpiła do Karmelu, grywała w scenkach teatralnych, a także je pisała. Była więc i Matką Bożą, i Joanną d’Arc (w dwóch przedstawieniach), i św. Agnieszką. Napisała scenariusze sztuk: „Aniołowie przy żłóbku”, „Ucieczka do Egiptu”, „Jezus w Betanii”, „Mały żebrak bożonarodzeniowy”, „Triumf pokory”. W sumie spod jej pióra wyszło osiem takich przedstawień.

Ostatni spektakl

„Św. Stanisław Kostka” był ostatnim przedstawieniem stworzonym przez Teresę. Napisała je na prośbę matki Gonzagi, ówczesnej przeoryszy, właśnie na wspomniany złoty jubileusz siostry Stanisław od Najświętszych Serc. Nie wiadomo, czy pomysł wyboru tematu sztuki pochodził od samej św. Teresy, ale jej dawna towarzyszka z zakrystii, a teraz infirmerka, wstępując do zakonu, otrzymała z pewnością imię naszego Stanisława – Kostki. Pewne jest także to, że święty z Rostkowa nie był obcy samej siostrze Teresie: po wstąpieniu do Karmelu przydzielono jej celę nazwaną jego imieniem, w brewiarzu nosiła obrazek naszego ziomka z napisem: „Św. Stanisław Kostka Jezuita. Urodzony w rodzie senatorskim w Polsce, zmarł na Kwirynale, w domu nowicjackim, w Rzymie 15 sierpnia Roku Pańskiego 1568 w wieku lat 18 (namalował Nicolaus Pomerancius)”. Wiemy wreszcie, że przygotowując się do napisania scenariusza przedstawienia, Teresa przeczytała pod koniec 1896 roku „Życie św. Stanisława Kostki. Listy od brata do sióstr” autorstwa ojca Alberica de Blanche. Była już poważnie chora, dlatego osłabiona nie zagrała w swojej sztuce żadnej roli, a dwa miesiące później znalazła się w zakonnej infirmerii pod czułą opieką s. Stanisław. Czy ta doceniła przedstawienie, nie wiadomo, bo według kroniki klasztoru z Lisieux była już wówczas „trochę głucha”. Ale przecież nie zostało one przygotowane tylko dla niej.

Pokrewieństwo świętości

Wiele wskazuje na to, że Teresa stworzyła sztukę „Święty Stanisław Kostka” także dla... siebie. Albo lepiej: żeby wyrazić stan swojej duszy w ostatnich miesiącach życia. Gdy czyta się jej scenariusz, nie sposób uniknąć wrażenia, że widzi ona w chorym i umierającym w Rzymie Stanisławie współtowarzysza swoich cierpień. Dostrzega w nim nowicjusza delikatnego jak ona i niebywale pokornego świętego, który umiera młodo i który dokonuje tylu cudów już po swojej śmierci. Wkłada nawet w jego usta prośbę, skierowaną do Maryi: „Niczego nie żałuję, a jednak mam jedno pragnienie tak wielkie, że nie byłbym szczęśliwy w Niebie, gdyby się ono nie spełniło. O, moja ukochana Matko, racz mi powiedzieć, czy Błogosławieni w Niebie mogą jeszcze pracować nad zbawieniem dusz?... Jeślibym tam nie mógł nadal pracować dla chwały Jezusa, wolałbym raczej pozostać na wygnaniu i walczyć jeszcze dla Niego!...”. To samo pragnienie przenikało ostatnie ziemskie chwile św. Teresy. „Czuję – pisała – że moje posłannictwo się rozpocznie: pociągania dusz do kochania Boga tak jak ja Go kocham… wskazywania im mojej małej drogi. Jeżeli dobry Bóg spełni moje pragnienia, będę spędzać moje niebo na ziemi aż do końca świata. Tak chcę, aby moim niebem było czynienie dobra na ziemi”. Siostra Maria od Trójcy Świętej, nowicjuszka Teresy, podczas procesu beatyfikacyjnego przytoczyła słowa mistrzyni: „To, co podobało mi się, kiedy pisałam tę sztukę, było wyrazem pewności, że po śmierci można pracować dla zbawienia dusz. Św. Stanisław zmarły tak młodo, wspaniale mi posłużył do wyrażenia moich myśli i moich aspiracji w tym względzie”. Święta Teresa przedstawia w swojej sztuce tylko jeden tylko dzień z życia Stanisława. Jest to 28 października 1567 r., dzień spełnienia się tym samym jego największego marzenia – przyjęcia go do zakonu jezuitów w Rzymie. Wszystko dzieje się w jednym miejscu – w siedzibie generała zakonu.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama