Nowy numer 42/2019 Archiwum

Mazowieckie Requiem

Na świeżych mogiłach tych, którzy odeszli w tym roku, zapłonie w tych dniach wyjątkowo dużo zniczy, ożyją też wspomnienia i popłynie modlitwa o wieczny dla nich odpoczynek.

Znaliśmy ich. Lubiliśmy i szanowaliśmy. Choć w ciągu ostatnich 12 miesięcy odeszli, nadal są obecni w naszych myślach i modlitwie.

Odchodzą świadkowie

Jego wyobraźnię od najmłodszych lat kształtowała wielka historia – mówił, że wychował się na obrazach Artura Grottgera... malowanych przez jego babkę. Związany z ziemią przasnyską prof. Jerzy Kłoczowski, wybitny historyk mediewista, zajmujący się także dziejami Kościoła w Polsce, zmarł 2 grudnia ubiegłego roku. Został pochowany obok żony Krystyny na cmentarzu w Krzynowłodze Wielkiej, w której się urodził. Dożył sędziwego wieku – miał 93 lata, a w swoim dorobku naukowym 30 książek i ponad 1000 artykułów naukowych. Przez całe życie związany był z Katolickim Uniwersytetem Lubelskim; wykładał także na uczelniach zagranicznych. Walczył w powstaniu warszawskim, podczas którego utracił prawą rękę. Na szczęście doczekał momentu, gdy jego rodzinny dom – dwór w Bogdanach k. Chorzel odebrany Kłoczowskim przez komunistów – stał się po latach ośrodkiem kultury, miejscem koncertów i spotkań. Tam m.in. obchodził swoje 90. urodziny. Z ziemią przasnyską związany był również o. Bogdan Kołakowski, który od 1972 r. do 1978 r. pełnił funkcję przełożonego polskiej prowincji ojców pasjonistów, a później przeora klasztoru i proboszcza w Przasnyszu i Rawie Mazowieckiej. W Przasnyszu też zakończyło się jego życie 3 lutego, w 59. roku jego kapłaństwa. Miał 86 lat. Wśród jego zasług można wymienić m.in. propagowanie kultu Maryi w wizerunku Niepokalanej Przewodniczki. To on doprowadził do jej koronacji. Ojciec Kołakowski był też jednym ze świadków poprzedniej peregrynacji ikony jasnogórskiej w naszej diecezji, w 1975 roku. Uczestniczył wtedy w uroczystościach, którym przewodniczył kard. Stefan Wyszyński. Wspominając jeszcze przed kilkoma laty pracę w Przasnyszu, mówił, jak wielkie wrażenie robiły na nim tłumy wiernych przychodzące na nabożeństwa maryjne. W tym roku, 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, odeszli też świadkowie wielkiej historii naszego kraju. Wśród nich Jerzy Hieronim Olszewski z Ciechanowa, który zostanie zapamiętany m.in. jako wielki patriota, społecznik i członek ciechanowskiej delegacji na pogrzeb marszałka Józefa Piłsudskiego. J. H. Olszewski zmarł w Ciechanowie 12 lutego, jego grób znajduje się na cmentarzu parafialnym przy ul. Płońskiej. Śmierć Józefa Piłsudskiego wspominał podczas uroczystości 3 lata temu tak: „O śmierci marszałka dowiedzieliśmy się na pierwszej lekcji, na lekcji historii od pani prof. Reutt. Ta lekcja to był jeden wielki płacz tych 30 chłopaków. Jeden wielki ryk. Lekcji już nie było, były wspomnienia i dyskusje” – mówił. W czasie wojny zajmował się tajnym nauczaniem. Studiował farmację, pracował w ciechanowskich aptekach, uczył pielęgniarstwa, ale był też trenerem drużyny koszykówki. Działał w Towarzystwie Miłośników Ziemi Ciechanowskiej, w Solidarności i Związku Piłsudczyków. W tym roku w wieku 103 lat odszedł także świadek historii związany z ziemią mławską – mjr Józef Węgiel, uczestnik bitwy pod Mławą we wrześniu 1939 roku. Był żołnierzem 80. Pułku Piechoty Strzelców Nowogródzkich. Po bitwie brał także udział w obronie Warszawy. Choć mieszkał w innej części Polski, do Mławy wracał chętnie i z sympatią, biorąc udział w lokalnych obchodach rocznicy wybuchu II wojny światowej i oglądając rekonstrukcje bitwy.

Wypełniona wola Jego

Był mistrzem i nauczycielem wielu pokoleń księży. 16 lutego w 89. roku życia zmarł ks. inf. Tadeusz Rutowski. Był najstarszym kapłanem diecezji płockiej i żywą historią seminarium ostatnich 60 lat, kontynuatorem spuścizny ks. Wacława Jezuska i ks. Marcelego Molskiego, wykładowcą filozofii, wicerektorem, a w latach 1974–1984 – rektorem WSD. W ostatnich latach był człowiekiem cierpienia, o którym dał wymowne świadectwo. „W pewnym momencie przyszło mi na myśl, że mógłbym trochę pocierpieć, ażeby przez to Ojciec Święty poczuł się lepiej. Od razu jednak wyakcentowałem w myśli, że »trochę«, jak gdybym bał się poważnego cierpienia. I oto przyszło ono do mnie w 83. rocznicę urodzin Jana Pawła II i w 74. rocznicę moich urodzin, bo obaj urodziliśmy się 18 maja, tylko w różnych latach. Tego dnia zacząłem stopniowo tracić władzę w nogach” – te słowa ze „Wspomnień” rzucają światło na ostatnie 15 lat życia profesora, trudnych i owocnych. „Czy znajdzie się następny, który będzie wielkodusznie chciał cierpieć tak jak ks. Rutowski? Kto będzie chciał zmieniać diecezję przez cierpienie i modlitwę? Tak zwyczajnie, po cichu, bez rozgłosu i do końca?” – mówił w kazaniu pogrzebowym ks. Marek Jarosz, rektor WSD. Zwyczajnie i po cichu odeszła do Pana s. Genowefa Nowak, służka, wieloletnia katechetka w Makowie Mazowieckim. Przez wiele lat wytrwale modliła się o szczęśliwą śmierć, aby do końca mogła chwalić Boga. I jej modlitwy zostały wysłuchane. Jeszcze rano 10 lutego była jak zawsze na wspólnotowych modlitwach i Mszy św., na wspólnym posiłku. Przez ostatnie dni było widać, że słabnie, ale do końca wytrwała przy swoich obowiązkach. I tylko piękny, niepowtarzalny uśmiech pozostał na jej twarzy. Zmarła w Płocku. Przez całe aktywne życie spalała się jako katechetka w Makowie Mazowieckim. Zresztą myślami wciąż tam wracała: do kościoła, do dzieci, rodzin i tamtych skromnych, ale niezapomnianych katechetycznych salek. Spośród jej uczniów w makowskiej parafii wyszło 21 kapłanów, co zawsze z satysfakcją podkreślała. Miała wypisane na kartce ich imiona i nazwiska, i do końca życia za każdego z nich się modliła. Wiele osób wspominało s. Genowefę na wieść o jej śmierci. W ten sposób jakby spełniło się to, co ona sama często powtarzała, że Maków Mazowiecki zawsze jej się śni, i katecheza, i dzieci...

Życie woła o więcej

„To wszystko, co skrywa ludzka pamięć, trzeba po prostu wysłuchać i to utrwalić. Z ludzkich wspomnień wyłania się niezwykły świat, to jest jak powrót do przeszłości” – tak wyjaśniała źródła swojej pasji Katarzyna Olzacka, nauczycielka, społecznik i regionalistka z Makowa Mazowieckiego. Zmarła w symbolicznym momencie – dokładnie w Wielki Piątek, 30 marca, po długim zmaganiu się z chorobą nowotworową. Miała 62 lata. Była m.in. prezesem Towarzystwa Miłośników Ziemi Makowskiej, współautorką wielu publikacji, w tym tych poświęconych historii makowskich Żydów, miłośniczką fotografii (makowianie często widywali ją z aparatem podczas wielu wydarzeń kulturalnych i religijnych). Jako nauczyciel, społecznik angażowała się w rozmaite projekty edukacyjne związane z lokalną historią. A historię bardzo kochała i poświęcała jej wiele czasu. Takie zamiłowania wyniosła z domu rodzinnego, gdzie zawsze czytało się dużo książek, szczególnie okresu romantyzmu. „Tata, przedwojenny maturzysta, znał na pamięć prawie wszystkie ballady i duże fragmenty »Pana Tadeusza«. To były nasze bajki na dobranoc” – opowiadała. – Była człowiekiem wielkiego serca, ogromnej życzliwości i dobroci. Zawsze skromna, serdeczna, pomocna. Przyjaciele i znajomi zawsze mogli na nią liczyć – wspomina ją Jolanta Włoczkowska, koleżanka i nauczycielka.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL