Nowy numer 42/2019 Archiwum

Złowieni dźwiękami

– Mnie uratowały muzyka i zespół kościelny – i mam nadzieję, że nasz Solo Dios Basta może dać tym młodym ludziom szansę być bliżej Boga – mówi założyciel i prowadzący grupę, która działa u Świętego Krzyża w Płocku.

Beżowa, „ekologiczna” okładka w nowoczesnej formie i 14 utworów chrześcijańskich w oryginalnej aranżacji zaśpiewanych 12 dziewczęcymi głosami i zagranych przez zróżnicowaną sekcję instrumentalną – to pierwszy krążek zespołu „Solo Dios basta”. Płyta, wydana w nakładzie 500 egzemplarzy, jest cegiełką; dochód ze sprzedaży będzie przeznaczony w całości na wsparcie trwającej od lat budowy kościoła na płockich Podolszycach Północnych. Część z utworów zespół zagra i zaśpiewa w swojej świętokrzyskiej parafii na koncercie w przededniu Dnia Papieskiego, 13 października, po wieczornej Mszy Świętej. W tym roku, jak wyjaśnia założyciel i prowadzący grupę Jakub Jabłoński, splata się kilka rocznic: obchody 100. rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę, 40. rocznica wyboru Jana Pawła II i 5-lecie działalności zespołu, który swoją grą chce przyciągać młodych ludzi, będących często na odległych biegunach Kościoła.

Na kryzysy wiary

Płytę otwiera piosenka „Bóg sam wystarczy” (to także polskie tłumaczenie hiszpańskiej nazwy zespołu, która pochodzi od zawołania św. Teresy z Ávila). To utwór, do którego każdy dołożył swoją cegiełkę, chociaż jej pierwotny kształt zrodził się w głowie jednego z gitarzystów, Adriana Komudy. – Moim marzeniem jest ewangelizacja przez muzykę, więc można powiedzieć, że była to Boża inicjatywa – przyznaje Adrian, którego do Kościoła przyciągnęła właśnie muzyka chrześcijańska ze Stanów Zjednoczonych. Uważa, że dzięki niej powoli zaczął inaczej patrzeć na sprawy wiary i odkrywać Boga. Kuba Jabłoński, organista w parafii Świętego Krzyża w Płocku, założyciel i kierownik zespołu, mówi wprost, że uratowała go muzyka i zespół kościelny. – Pamiętam, że gdy miałem różne kryzysy wiary, to przychodziłem w niedzielę na „dwudziestkę” przynajmniej posłuchać muzyki. To mnie trzymało. Wspomina on czasy, gdy „u Krzyża w Płocku”, zarazem rodzinnej parafii, działał zespół „W drodze”, prowadzony przez ks. Jacka Gołębiowskiego. – Miałem marzenie, by w nim grać, ale wtedy nie było wakatu na klawiszowca – śmieje się. Na szczęście nie zakopał talentu muzycznego i grał w innych zespołach. W parafii MB Fatimskiej założył grupę muzyczną, która była zalążkiem „Solo Dios basta”. Gdy po jakimś czasie wrócił do rodzinnej parafii i rozpoczął pracę organisty, trzeba było wszystko tam odbudować. – Chór był w rozsypce, zespołu i scholi nie było. W porozumieniu z proboszczem ks. Grzegorzem Dobrzenieckim postawiłem sobie za cel, by to przywrócić, bo ta parafia kiedyś żyła muzycznie – mówi. Powstał zespół, którego szeregi zasiliły osoby i z Podolszyc, i z Międzytorza. Dziś liczy 20 członków, w tym sporą grupę wokalną i bogatą sekcję instrumentalną. Gra on na Mszach młodzieżowych, tzw. dwudziestkach, przygotowuje comiesięczne czuwania, a obecnie promuje swoją płytę, grając w innych płockich parafiach.

To nie „Must be the music”

Od początku „Solo Dios basta” pracował nad ciekawymi aranżacjami tradycyjnych pieśni i tworzył autorskie utwory. Trzeba przyznać, że czasem „dają czadu”. Nie wszystkim podoba się takie podejście do muzyki kościelnej. Jak wytłumaczyć obecność saksofonu czy gitary na Mszy św.? – Przecież napisano w Piśmie Świętym: „Dmijcie w róg” i „grajcie na harfie o siedmiu strunach”… A tak poważnie – to jako organista zagłębiałem się w Instrukcję ds. Muzyki Kościelnej i wiem, że to, co robimy, jest w teorii w dużej mierze zakazane. Ale patrząc tak restrykcyjnie, musielibyśmy rozwiązać wszystkie schole, zespoły młodzieżowe kościelne i ewentualnie pozostawić chóry, ale znacznie zredukować ich repertuar. Myślę, że dzisiaj Kościoła nie stać na odtrącanie młodych ludzi. Jeśli są chętni, jeśli robią to w dobrej wierze, to jest to dobre – uważa kierownik „Solo Dios basta”. – Wydaje mi się, że to może być taki punkt zaczepienia dla młodych, którzy nie chcą uczęszczać na Mszę św., bo wydaje im się nudna, nieciekawa – dodaje Basia Cendrowska, która była jedną z pierwszych osób w zespole. Owszem, czasem ponoszą ich emocje, siła instrumentów i ludzkich głosów, ale wiedzą, że jest cienka granica pomiędzy graniem na chwałę Boga i na swoją chwałę. To nie może być kościelne „Must be the music”… – Kuba nam zawsze przypomina: „Nie ekscytujcie się tak, zachowajcie pokorę”. Wszyscy razem się kontrolujemy, żeby nasza gra i śpiew nie stały się celem, abyśmy nie byli „ponad Mszą św.” – mówią Basia i Adrian. Dla Jakuba potwierdzeniem, że to ma sens, były comiesięczne czuwania w parafii, przygotowywane od strony muzycznej przez zespół z myślą o innych młodych ludziach. Okazało się, że te czuwania stały się ważne również dla nich samych. – Na początku, mówiąc delikatnie, nie było tłumów, ale my sami motywowaliśmy się, żeby być w komplecie. Pamiętam szczególnie to nasze ostatnie przedwakacyjne czuwanie. Wtedy siedem osób z zespołu poszło do spowiedzi…

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL