Nowy numer 42/2019 Archiwum

Liczby ofiar do dziś nie znamy

Według większości opracowań historycznych Fort III w Pomiechówku to największe miejsce kaźni na Mazowszu.

Twierdza Modlin posiada kilkanaście samodzielnych fortów, które tworzą tzw. zewnętrzny pierścień, czyli pierwszą linię obrony. Podczas kampanii wrześniowej niektóre z tych umocnień odegrały ważną rolę w bitwie, inne z kolei w ogóle nie były obsadzone. Umocnienia w Pomiechówku jednak wykorzystano, bo tędy Niemcy prowadzili natarcie na Twierdzę, a obsadzający umocnienia żołnierze 8. Dywizji Piechoty bronili je z niezwykłym poświęceniem 21 dni, aż do kapitulacji Twierdzy Modlin. Powodem wywieszenia białej flagi był brak amunicji, wody i opatrunków dla rannych. Po kapitulacji Niemcy chwilowo przetrzymywali w Forcie III jeńców wojennych, ale wkrótce przeniesiono ich do obozów w Działdowie, Iławie i Mławie. Przez kilka miesięcy pomiechowskie umocnienia zionęły pustką. Wiosna roku 1940 stała się jednak świadkiem początku koszmaru...

Nazajutrz palono szaty

W marcu 1940 r. do opuszczonego fortu w Pomiechówku zaczęto zwozić mieszkańców wysiedlonych z okolic Nasielska i Płońska. Później przeznaczono ich do przymusowych robót w Niemczech, gdzie wywożono ich od marca 1941 roku. Historycy szacują, że ogólna liczba wysiedlonych z domów to 25 tys. osób. Od kwietnia 1941 r. coraz częściej mordowano osadzonych tu więźniów. Wtedy Niemcy aresztowali członków klasztoru mariawickiego z Felicjanowa, kapłanów, siostry zakonne i kolejnych mieszkańców zakładów dla starców i kalek. Trafili tu również duchowni katoliccy. „Widziałem, jak pewnego dnia przywieziono grupę księży katolickich” – zeznawał po wojnie Feliks Skolasiński. „Wkrótce usłyszałem potworne jęki i ujadania sfory psów. Następnego dnia palono strzępy kapłańskich szat” – dodaje. Do tego więzienia trafiały różne osoby: zwykli pracownicy za spóźnienie do pracy, czarnorynkowi handlarze, rolnicy, którzy nie wywiązali się z kontyngentów. Od początku dużą grupę stanowili konspiratorzy organizacji podziemnych: PPR, Gwardii Ludowej (potem AL), a także żołnierze AK, choć ci masowo trafiali tu dopiero po upadku powstania warszawskiego. Wśród osadzonych byli też Rosjanie, Ukraińcy, Węgrzy i Żydzi. Choć sam Fort III w Pomiechówku nie jest rozległy, to jednak poraża skala dokonywanych tu morderstw na więźniach. Według większości opracowań historycznych jest to największe miejsce kaźni na Mazowszu.

W Pomiechówku było najgorzej

Fort posiadał 10 cel. Każda miała po 80 m kw. i mieściła ponad 100 osób. Warunki, w których więzieni byli ludzie, były niezwykle trudne, bo kazamaty obronne nijak nie były przystosowane do nieustannego przebywania tam człowieka. Według więźniów było to miejsce najgorsze spośród wszystkich obozów śmierci II wojny światowej. „W Pomiechówku było najgorzej” – to najczęstszy zwrot w ich wspomnieniach. „Przeżyłem Pomiechówek, Stutthof i roboty na terenie Niemiec. W Pomiechówku były najcięższe warunki” – zeznawał Kazimierz Baniak. „Obóz był położony z dala od ludzi, bez możliwości kontaktowania się z kimkolwiek, z podziemnymi celami i lochami, w których nie było ani jednej pryczy, ani okien. Spało się na betonie. W jednej celi znajdowało się nawet ponad 100 osób. Nie było miejsca na wyciągnięcie nóg”. „Pomimo że to była zima, cele nie były w ogóle opalane. Pryczy w celach nie było, a tylko na podłodze betonowej rzucone trochę słomy, w której aż roiło się od wszy” – to wspomnienie Kazimierza Czarneckiego. „Więźniowie leżeli na boku, bowiem gdyby leżeli na wznak, nie zmieściliby się w celi. W bunkrze – celi był straszny tłok. Więźniowie w obozie poza posiłkami przez cały czas przebywali w celach” – to słowa Józefa Kossakowskiego. „Po nocy kilka trupów zawsze wynoszono z cel” – zapamiętał Jan Bojarski. Więźniów zabijały głód, choroby zakaźne i sprawni oprawcy. „Na śniadanie kilogramowy bochenek chleba kroiłyśmy na 10 porcji. Przed kolacją inspektor wydawał nam w magazynie chleb na posiłek kolacyjny i na ten posiłek kilogramowy bochenek chleba dzieliłyśmy na 20 porcji” – opowiadała Jadwiga Dąbrowska. Prawie codziennie dokonywano egzekucji. Gdy liczba mordowanych nie była zbyt duża, używano szubienicy, na której wieszano do 25 osób jednocześnie, lub rozstrzeliwano. W masowych egzekucjach używano cekaemu ustawionego na wale ziemnym. Więźniowie ustawiali się po prostu nad wykopanymi dołami, do których byli strącani po rozstrzelaniu. Większość pomordowanych jest bezimiennych. Po niektórych jednak zachowały się napisy na ścianach. Do dziś w dawnych celach jest kilka tysięcy różnych napisów: nazwisk, miejscowości, dat, niekiedy wezwań Bożej pomocy. Prawie wszystkie zostały wyryte w ścianie przez więźniów. Prawie wszystkie są wołaniem o pamięć o ich tragedii i o sprawiedliwość.

Ślady zbrodni

„Na placu wewnątrz fortu nie było śniegu, tylko żółty piasek. Widoczne były kupki popiołu ze spalonych ciał ludzkich. Prawie na całym placu płytko zakopane były zwłoki ludzkie. W wielu miejscach wystawały z ziemi ręce, nogi, gdzie indziej plecy lub (...) części ubrania. W jednej z izb na środku sufitu był odbity krwawy ślad człowieka. Od tego kształtu były ślady ściekającej krwi” – tak teren obozu po wyzwoleniu opisuje Irena Fałkowska-Iglicka. Ciał z ostatnich egzekucji nie zdążono wydobyć z grobów i spalić. Bilansu ofiar do dziś nie udało się ustalić. Nie zachowały się żadne dokumenty, a ustalenia historyków wskazują, że najbardziej wiarygodna liczba ofiar to 60 tys. zamordowanych. Prawdziwej liczby nie da się ustalić już nigdy, bo Niemcy dla zatarcia śladów swoich zbrodni wydobywali i palili zwłoki pomordowanych więźniów. W kwietniu 1945 r. przeprowadzono ekshumację i wydobyto wówczas 70 zwłok (inne źródła mówią o kilkuset), z czego rodziny rozpoznały 30 (inne źródła mówią o 62) i zabrały na okoliczne cmentarze. W obawie przed epidemią dalszych prac ekshumacyjnych już nie prowadzono. Groby ze szczątkami pomordowanych są na terenie fortu do dzisiaj. Istnieją ponadto przesłanki, że część ofiar wcale nie była grzebana na jego terenie, lecz w okolicznych lasach. Gdzie jeszcze spoczywają ciała zamordowanych? Na to pytanie nikt już dziś nie potrafi odpowiedzieć. Dużo wniosłoby przesłuchanie oprawców, ale nikt z okupacyjnej załogi pomiechowskiego obozu śmierci nigdy nie stanął przed sądem za wspomniane zbrodnie. Teraz IPN zapowiada rozpoczęcie szerzej zakrojonych prac archeologicznych na terenie fortu. A rodziny, które straciły tu bliskich, wciąż przyjeżdżają na miejsce kaźni, składają kwiaty na leśnym cmentarzu, nie wiedząc jednak dokładnie, gdzie spoczywają ich bliscy. – Tu zginął mój dziadek. Niemcy go powiesili – mówi starszy mężczyzna z Nasielska. – Wydaje mi się, że Mszą św., która została odprawiona na tym miejscu, jakoś go uczciłam i pożegnałam się z nim – dodaje inna osoba. Niedawno powstała fundacja Fort III Pomiechówek. Jej celem jest ocalenie pamięci o tym miejscu martyrologii z czasów II wojny światowej oraz, co szczególnie ważne, o ile to możliwe, stworzenie listy więzionych i straconych tu osób. • Więcej informacji można znaleźć na stronie www.forttrzecipomiechowek.org.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL