Nowy numer 42/2019 Archiwum

Pątnik z Opatrzności

„Jestem pielgrzymem z Polski i idę do Fatimy” – powtarzał mieszkaniec Ciechanowa. A Czesi, Niemcy, Francuzi, Hiszpanie i Portugalczycy otwierali przed nim serca i gościnne progi swoich domów.

To były dla 40-letniego Marcina Miechowskiego niemal 3 tys. km i niemal 100 dni próby. Wyruszył 2 kwietnia z Jasnej Góry z kolegą, ale tamten ze względów zdrowotnych musiał się wkrótce wycofać ze szlaku. Poszedł więc sam, ale – jak zaznacza – niosły go modlitwa wspólnoty Odnowy w Duchu Świętym przy ciechanowskiej farze, do której należy, i wiara w Opatrzność. Wiedział, że codziennie ma rozeznawać wolę Bożą i odczytywać ją w znakach: w spotkanych ludziach i przyrodzie. I nie zawiódł się.

Niosła go codzienna krótka lektura słowa Bożego, zwłaszcza z proroctwa Jeremiasza: „[To mówi Pan]: Wołaj do Mnie, a ja odpowiem ci, oznajmię ci rzeczy wielkie i niezgłębione, jakich nie znasz” (Jr 33,3). Marcin Miechowski doświadczył mocy i prawdy tych słów, bo choć nie znał nikogo, spotkał wielu dobrych ludzi i choć mówił tylko trochę po włosku, udało mu się jakoś porozumieć ze wszystkimi, których spotkał. W komunikowaniu się i znalezieniu właściwej drogi pomagały mu symultaniczny słownik i GPS w smartfonie. Szedł przez Pragę, Norymbergę i Lourdes do Fatimy. Niósł 7,5-kilogramowy plecak, a w nim m.in. dwie pary butów, wygodne skarpety, niezbędną bieliznę, wodę i karimatę, różaniec i modlitewnik. To była przedziwna droga: przez dzikie lasy i góry, przez miasta i obrzeża autostrad. Aby uchronić się przed zbyt mocnym słońcem, wstawał wcześnie rano i wyruszał na szlak. Dziennie pokonywał nawet 44 km. – Najtrudniej było chyba w Hiszpanii, bo w drodze nie było nawet odrobiny cienia, nie było też trawy, aby usiąść i odpocząć, tylko kamienie – wspomina Marcin. Dzień rozpoczynał hymnem do Ducha Świętego i śpiewem godzinek. Modlił się na głos, odmawiał pięć Różańców i litanie do świętych dzieci z Fatimy. – Na pielgrzymce potrzeba otwarcia na radość, milczenie, na pokutę i zmęczenie. Szedłem, dziękując Bogu przez Maryję za to, co uczyniła w moim życiu. To była główna intencja pielgrzymowania: dziękczynna – dodaje. Szedł od parafii do parafii, sprawdzał na mapie, gdzie jest najbliższy kościół i Msza św., aby w miarę możliwości codziennie przyjąć Komunię św. Ale po drodze widział też kościoły zamknięte i zaniedbane. W Czechach spotkał księdza, który obsługiwał 30 kościołów. Nie zawsze znajdował parafię na nocleg. Były noce, które spędził w szalecie miejskim, w szklarni u ogrodnika czy w miejscu, gdzie sypiają kloszardzi. Po prostu szedł i liczył na Opatrzność. W tej drodze wspierał go ks. prał. Ireneusz Wrzesiński, emerytowany proboszcz ciechanowskiej fary. – Gdy dowiedziałem się, że Marcin chce iść do Fatimy, odradzałem mu. Mówiłem, że to pomysł przeciwko piątemu przykazaniu Dekalogu, ale gdy widziałem jego determinację i niezmienne postanowienie, prowadziłem go duchowo. Codziennie rano wysyłałem mu SMS-y zachęcające do drogi z zapewnieniem o modlitwie i błogosławieństwem – opowiada ks. prałat. – Doświadczyłem, jak w czasie drogi Pan Bóg zsyłał mi dobrych ludzi. W Niemczech przyjmowali mnie Chorwaci, Rosjanie, Gruzini, Rumuni. W Lourdes pewna Portugalka zapłaciła za moje noclegi. Ale byli też tacy, którzy mi niedowierzali. Pewna kobieta chciała sprawdzić, czy naprawdę jestem pielgrzymem; podjeżdżała więc samochodem i sprawdzała, czy naprawdę idę. Akurat padał deszcz, ja szedłem boso i mówiłem Różaniec. Minąłem ją, jak siedziała w samochodzie. Ufam, że Pan może dotknął jej serca przez mój przykład. Gdy prosiłem o pomoc, gdy szukałem parafii albo noclegu, mówiłem po prostu, że jestem pielgrzymem z Polski i idę do Fatimy. A wtedy Czesi, Niemcy, Francuzi, Hiszpanie i Portugalczycy patrzyli mi w oczy i pomagali. Ja starałem się powiedzieć też kilka słów o Bogu i Maryi – wyznaje Marcin Miechowski. Wszystko było opatrznościowe. – Któregoś dnia zaatakował mnie pies. Spodziewałem się najgorszego, bo dopadł mnie z wielką agresją, ale nie wiedzieć dlaczego, zatrzymał się przy mojej nodze i nic mi nie zrobił. Ludzie przyjmowali mnie, częstowali, czasami dawali jakąś ofiarę. Ja nie liczyłem tych pieniędzy, tylko wkładałem do koperty. I okazało się w Fatimie, gdzie dotarłem 6 lipca, że w kopercie było dokładnie tyle pieniędzy, ile potrzebowałem na bilet powrotny do Polski. Ni mniej, ni więcej – mówi Marcin. – Pielgrzymka naprawiła wiele relacji w moim życiu. Zacząłem się na niej modlić za moich nieprzyjaciół. Tak jak potrafiłem, mówiłem w drodze Panu Bogu o sobie i prosiłem o rozeznanie Jego woli. I co ciekawe, choć była to tak długa droga (2910 km w ponad 90 dni), nie czułem wielkiego zmęczenia – wspomina M. Miechowski. – Widzę w tym niewątpliwy znak Boży, bo mimo tylu przeciwności, Marcin doszedł do Fatimy. Modliłem się, aby to dzieło Boże dobiegło szczęśliwie do końca – mówi ks. prał. Wrzesiński.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama

Sponsorowane

Https://Www.AUTOdoc.PL