Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie ma drogi na skróty

- Od dziecka Bóg był w moim życiu, ale wybór niewłaściwego kierunku sprawił, że zbłądziłem - przyznał aktor Michał Koterski w Ciechanowie.

Znany aktor telewizyjny był gościem spotkania w cyklu "Spójrz Mu w oczy", organizowanego w ciechanowskiej parafii pw. Błogosławionych Płockich Biskupów Męczenników. Michał "Misiek" Koterski opowiedział o swoim nawróceniu i drodze do trzeźwości. Przyznał, że kiedyś prowadził hulaszczy tryb życia i nie stronił od rozmaitych używek. Dziś jest to już jednak przeszłość.

M. Koterski opowiadał, że w dzieciństwie uchodził za grzecznego i poukładanego chłopca. Na studiach jednak wpadł w nieodpowiednie towarzystwo. Dzisiaj aktor nie ukrywa, że brał narkotyki i często sięgał po alkohol. Wierzył, że pomocą dla niego będzie walka z nałogami w zamkniętym ośrodku, ale po wyjściu z niego nie zauważył większych rezultatów. Dopiero dzięki wierze w Boga znalazł w sobie siłę, która pomogła mu pokonać uzależnienie.

- Przeżyłem przemianę duchową - mówił na spotkaniu w Ciechanowie. - Przez 20 lat tkwiłem w szponach nałogu, nie widziałem swojego problemu. Żyłem bez świadomości, że marnuję życie. Najtrudniejsze było to, że nie kochałem siebie i nie radziłem sobie z wyrażaniem emocji - tak samo negatywnych, jak i pozytywnych. Bałem się życia, nie radziłem sobie z przeżywaniem wstydu, oceny. Byłem nieśmiałym dzieckiem, miałem problemy z kontaktem z ludźmi. Bałem się chodzenia do szkoły, bo to wiązało się z ogromnym stresem. Często było tak, że wychodziłem z domu, chowałem się gdzieś na klatce i czekałem, aż mama pójdzie do pracy. Potem wracałem i uciekałem w różnego rodzaju filmy - wspominał "Misiek" Koterski.

Z nauką nie miał dużego problemu, jednak czuł lęk i wstyd przy odpowiedziach. - Strasznie bałem się oceny innych dzieci w klasie, tak, że nie mogłem wydukać z siebie ani słowa. Wtedy był taki czas, że poznałem świat alkoholu i narkotyków. Na początku one w jakiś sposób pomogły mi przełamać lęki i bariery. Wtedy wydawało mi się, że to cudowne lekarstwo na wszelkie przypadłości i problemy. I pewnie tak było przez pewien okres. Jednak z biegiem czasu używki zaczęły mi wystawiać ogromny rachunek, niosąc za sobą wielkie spustoszenie i konsekwencje. Dziś wiem, że to one przez wiele lat niszczyły mój system wartości - opowiadał M. Koterski.

Marzył o rodzinie. Chciałby być dobrym ojcem, choć z domu wyniósł inny obraz. - Na szczęście od 18 lat mój ojciec nie pije. Wychowując się gdzieś w tym piekle alkoholowej rodziny, obiecałem sobie, że nigdy nie będę taki, jak mój ojciec. A tak na prawdę byłem jeszcze gorszy, bo w każdej relacji bałem się odrzucenia, osamotnienia, zdrady. Nie kochałem siebie, nie wierzyłem w siebie. W związkach na siłę chciałem kogoś sprawdzać, kontrolować. I tak to trwało przez lata - mówił.

Zwrócił uwagę, że dziś w jego życiu jest światło, które zabłysnęło w odpowiednim momencie. - Nie znam recepty na to, jak dobrze i godnie żyć. Jak wyjść z nałogu, ale mogę powiedzieć, jak to było u mnie. Przez wiele lat próbowałem terapii, ośrodków i organizacji samopomocowych, jednak to nie zdawało egzaminu. Do momentu, kiedy 4 lata temu przyszła chęć zmiany siebie. Zmiany siebie bez żadnego targowania, negocjacji - opowiadał aktor.

Przyznał, że Bóg w jego życiu był zawsze, jednak mimo to zawsze czuł się samotny. - Mój ojciec był pogrążony w chorobie alkoholowej, a moja mama chciała mi to wszystko wynagrodzić. Dużo pracowała i była mi i ojcem, i matką. Miałem potrzebę zmiany, bo wierzyłem, że Bóg jest moim jedynym i prawdziwym przyjacielem. Byłem słaby w relacjach, więc te moje relacje z Bogiem też nie wyglądały najlepiej. Zazwyczaj zwracałem się do Niego, kiedy miałem jakieś problemy, mówiłem: "Panie Boże, pomóż mi rozwiązać te problemy, a ja na pewno się zmienię". I rzeczywiście On te problemy jakoś rozwiązywał. A kiedy stawało się lepiej, ja swojej obietnicy nie dotrzymywałem. W końcu przyszła chęć zmiany tego sposobu życia. Byłem nim bardzo zmęczony. Miałem poczucie, że nic mi w życiu nie wyszło. Że to, o czym marzyłem, gdzieś uleciało. A jednak pragnąłem mieć fajną rodzinę, być dobrym człowiekiem, kochać siebie i innych. Postanowiłem powierzyć się Bogu i Jemu zaufać - mówił M. Koterski.

To postanowienie otworzyło mu nową drogę. Jego uzależnienia, obsesje zniknęły. - Bóg mnie od tego uwolnił. To zniewolenie zniknęło. Z jednej strony się ucieszyłem, a z drugiej starałem się robić wszystko, aby czytać te wszystkie znaki Boże, jakie dostawałem. Bóg codziennie daje nam jakieś znaki, a ja wielu z nich nie chciałem widzieć. Bo iść razem, jedną drogą, z Bogiem, nie jest łatwo. Bóg ma jakieś wymagania wobec nas. We wszystkim, co jest wartościowe, jest trud i nie ma drogi na skróty. Uświadomiłem sobie, że tę moją pracę, aby cokolwiek niosła i trwała, trzeba cały czas rozwijać, wkładać w nią swoje siły, iść do przodu. To oczywiście wymaga poświęcenia, a jednocześnie rezygnacji z wielu rzeczy, ale inaczej się nie da. Tak samo jest w relacji z Bogiem. Aby życie było pełne i szczęśliwe, też wymaga jakiegoś poświęcenia i małych decyzji. To praca na całe życie - podkreślał M. Koterski.

Mówił też, jak wygląda teraz jego relacja z ojcem. - Zawsze go kochałem. Mimo że był alkoholikiem, nieustannie towarzyszyła mi myśl, że to jest mój ojciec, a ja mam obowiązek mu pomóc. Dziś ta relacja jest inna, bo ojciec nie pije od 18 lat. Jest trzeźwym człowiekiem i myślę, że podstawą tej relacji jest poczucie bezpieczeństwa. Nie muszę się już martwić i bać o to, czy wróci pijany albo czy coś mu się stanie - mówił.

Aktor przyznał, że gdy zaczął mówić więcej o Bogu w środowisku aktorskim, wielu z jego przyjaciół otworzyło się i znajdywali wspólne tematy. - To, co robię, ma wpływ na innych ludzi. Bóg przemawia przez innych. I sam tego często doświadczam w pracy z innymi aktorami. Wiem, że niekiedy Bóg się mną posługuje jako swoim narzędziem. Wielu z moich znajomych częściej się otwiera, mówi o Bogu - zaznaczył M. Koterski.

Aktor często spotyka się z młodzieżą. Opowiadał o swojej przemianie duchowej m.in. w trakcie Salwatoriańskich Spotkań Młodych czy na Campo Bosco w Czerwińsku, a także na wielu innych festiwalach.

Przyznał, że w jego życiu wszystko się zmieniło. - Zmieniło się moje spojrzenie na świat. Myślę, że dojrzałem. Jestem obecnie głęboko religijny - powiedział. Na koniec zachęcił wszystkich: - Kochajcie się, bo - jak powiedział św. Jan od Krzyża - "u schyłku życia będziemy rozliczeni z miłości".

Cykliczne spotkanie "Spójrz Mu w oczy" w ciechanowskiej parafii prowadziła Monika Szyperska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama