Nowy numer 48/2020 Archiwum

Nasza mała Padwa

Jeśli święty Antoni pomaga odnaleźć klucze czy inne rzeczy, to czy nie pomoże odnaleźć wiary i właściwej ścieżki życia?

Niewielkie Ratowo ma swoją perłę. Na tle bujnej przyrody, jakby wyjętej z płócien pejzażysty Johna Constable’a, odcinają się jasne mury kościoła św. Antoniego z unikatowym wystrojem w stylu „płonące rokoko” i pobernardyński kompleks klasztorny. Jeszcze kilka lat temu straszyły z zewnątrz liszajami oderwanego tynku. Dziś dzięki niemałym pieniądzom z unijnych projektów obiekt przechodzi powolną, ale gruntowną rewitalizację. To, co pozostaje niezmienne, to antoniański duch panujący w tych murach dzięki słynącemu łaskami obrazowi świętego z Padwy, który od czterech wieków przyciąga do Ratowa tłumy wiernych. Tu nawet w pełen gwaru odpust można znaleźć spokój.

Gdy szukasz cudu...

Jest 13 czerwca, środek tygodnia, ale w liturgiczne wspomnienie św. Antoniego przed sanktuarium w Ratowie przewijają się tłumy ubranych odświętnie pielgrzymów i mieszkańców. Między nimi jest grupa pątników (a wśród nich dzieci i młodzież szkolna), która przyszła pieszo z oddalonego o kilka kilometrów Radzanowa nad Wkrą. Widać tu także wielu mężczyzn. – Dzisiaj jest bardzo dużo ludzi – mówią dziewczęta, które przed sanktuarium zbierają wpisy do specjalnej księgi gości. W ciągu niespełna dwóch dni z prośbą o modlitwę i Mszę św. wpisało się do niej prawie 400 osób. Za murami sanktuarium panują nieodłączne jarmarczne klimaty; na kramach piętrzą się obwarzanki, a w powietrzu unoszą kolorowe balony. Ale w obrębie murów i w sanktuarium wypełnionym ludźmi i zapachem lilii od rana trwa modlitwa. – Jeżeli szukamy cudu, to trzeba przyjść do św. Antoniego – mówi ks. Bogdan Pawłowski, rektor ratowskiego sanktuarium. – Cuda się zdarzają, tak jak powiedział ksiądz, trzeba tylko wierzyć – mówi pani Joanna, która przyjechała na odpust z Mławy z teściową Marią i synkiem Jasiem. – Ja niedawno poznałam to sanktuarium dzięki teściom. I chociaż wydaje się takie niepozorne, jest to piękne miejsce, w którym można wymodlić łaski i pokontemplować – dodaje pątniczka, próbując upilnować ruchliwego synka. A chłopiec czuje się tu nad wyraz dobrze, pokonując stopnie wiodące do przyjemnie chłodnego kościoła. Przypomina trochę małego św. Antoniego, a właściwie wtedy jeszcze Ferdynanda, który w kościele pytał mamę, kogo przedstawia obraz Matki Bożej i co kryje się za drzwiczkami tabernakulum. Mały Jaś takich pytań jeszcze nie zadaje, ale jego mama pewnie przywiezie go tu w przyszłości. – Jest wiele takich miejsc kultu, ale tam często panuje gwar, zamieszanie, wdziera się komercja. Wszyscy robią zdjęcia. A tu można jeszcze znaleźć spokój. Kiedy bywaliśmy tu wcześniej, siedziałam na ławeczce św. Antoniego. Podoba mi się to, że powstają takie obiekty – mówi pani Maria. – Ja przez tydzień szukałam kluczyków od samochodu. Byłam już umówiona z serwisem w Warszawie. W tym czasie koleżanka zaproponowała mi przyjazd do Ratowa, ale ja odmówiłam. I zaraz po jej wyjściu znalazłam te klucze. To byłoby świństwo, gdybym tu nie przyjechała... – mówi pół żartem, pół serio inna pątniczka, która przyjechała z okolic Płocka. Ale nie tylko klucze ją tu przywiodły. – Święty Antoni to wyjątkowa postać. Bardzo imponuje mi ze względu na ubóstwo. Miał odwagę krytykować to, co było złe w Kościele, który był w nie najlepszej formie w XIII wieku. A samo Ratowo... jestem pełna uznania dla pracy księdza, który opiekuje się tym miejscem i je odnawia. Zaglądałam dziś, gdzie się dało. Chciałabym zostawić ofiarę na dalsze prace rewitalizacyjne – mówi pątniczka.

Co chce powiedzieć święty?

Pielgrzymi i mieszkańcy nie tylko w czasie opustu modlą się przed cudownym obrazem świętego umieszczonym w rokokowym ołtarzu słowami litanii. Wezwanie: „Św. Antoni odnajdujący rzeczy zagubione” jest tylko jednym wśród 31 określeń, jakim został obdarzony. – Nie banalizujmy i nie bagatelizujmy postaci świętego, który swoimi kazaniami, cudami przyciągał ludzi do Boga – ostrzega często rektor sanktuarium. Jeśli święty Antoni pomaga odnaleźć klucze czy inne rzeczy, to czy nie pomoże odnaleźć wiary i właściwej ścieżki życia? – Każdy przecież święty pozostawia nam jakieś przesłanie, chce nam coś powiedzieć, czegoś nas nauczyć, ukierunkować nas ku czemuś. Święty Antoni chce nam powiedzieć wiele, m.in. to, że uczeń Jezusa Chrystusa ma prowadzić dobre, uporządkowane życie – przypomniał ks. inf. Wojciech Góralski podczas Sumy odpustowej w ratowskim sanktuarium. A podstawowym źródłem uporządkowanego życia są Boże przykazania. – Odwieczne Boże prawo ma nas przed tym uchronić, prowadząc po właściwych szlakach. To właśnie ono wskazuje na nasze życiowe priorytety, wyznacza nam kierunki postępowania, ostrzega przed tym, co niebezpieczne i zgubne – zwrócił uwagę ks. prof. Góralski. Każdemu odpustowi w Ratowie towarzyszą dwa znaki: lilie i chlebki św. Antoniego, święcone podczas Mszy św. Ich znaczenie wyjaśnia ks. Pawłowski. – Lilie związane są z postacią św. Antoniego jako tego, który jest cudownym lekarzem. Święcimy je od kilku lat i coraz więcej osób przychodzi tutaj i modli się za wstawiennictwem świętego, wypraszając uzdrowienie. To nie jest żaden magiczny amulet. To atrybut św. Antoniego, który przypomina nam, że jeśli jemu z wiarą zawierzamy siebie i swoją rodzinę, to wyprosimy łaski u Pana Boga. Drugi znak to chlebki rozdawane za dobrowolną ofiarą, nawiązujące do wielowiekowej praktyki jałmużny rozdzielanej wśród ubogich w postaci chleba, właśnie ku czci świętego z Padwy. W tym roku rozeszły się wśród pielgrzymów bardzo szybko. – Co zrobię z tym chlebkiem? Zabiorę do domu i podzielę się z członkami rodziny – mówi jedna z pątniczek, które przyjechały z Płocka.

Przeszłość ożywa

– Ratowo to jeden z mniejszych ośrodków duszpasterskich naszej diecezji, ale wiele się tu dzieje – na poziomie duchowym, materialnym i społecznym – mówił w czasie odpustu ksiądz rektor. Żeby wszystkie te działania były możliwe, potrzebne są pieniądze. Ale te na szczęście spływają i to z wielu źródeł – z funduszy unijnych, z Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego czy Urzędu Marszałkowskiego. Dzieje się to między innymi dzięki działalności i wsparciu Stowarzyszenia „Ratujmy Ratowo”. Niedawno sanktuarium i dawny klasztor bernardyński otrzymały kolejne dofinansowanie, dzięki któremu zostanie przeprowadzona rewitalizacja ostatniego skrzydła obiektu. – Przy naszym sanktuarium powstanie pustelnia, w której będzie można znaleźć wytchnienie od pracy, od codzienności. Będzie też odtworzona kuźnia. W planach mamy warsztaty, które pokażą, co to znaczy „wykuwać swój charakter” – mówił o kolejnych przedsięwzięciach ks. Bogdan Pawłowski. Równolegle z pracami rewitalizacyjnymi obiektów trwa także porządkowanie i odtwarzanie ogrodu zakonnego, takiego, jak przed wiekami.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama