Nowy numer 49/2020 Archiwum

Dotknięci przez Miłość

Diecezja płocka ma sześciu neoprezbiterów. Co myślą i czują u początku drogi kapłańskiej, którą wybrali mimo tak wielu innych ofert, jakie dzisiaj niesie świat?

Mają świadomość, że dopiero teraz zaczyna się ich prawdziwa duchowa przygoda, „wyjście z łodzi i chodzenie po wodzie” wzorem św. Piotra, jak mówi ks. Łukasz. I chociaż mogły już minąć pierwsze „duchowe fajerwerki”, jak to określił ks. Adam, to czują, że Jezus jest zawsze blisko.

– Myślę, że powołanie nie rodzi się z dnia na dzień, potrzeba wiele przykładów życia codziennego. Ja przykład głębokiej wiary i miłości do Kościoła wyniosłem z domu rodzinnego. To rodzice uczyli mnie od najmłodszych lat, że najważniejsza w życiu chrześcijanina jest Msza św. i że bez niej życie nie miałoby sensu. Równie wielkim autorytetem w sprawach wiary byli i są moi dziadkowie – mówi ks. Damian Klimkowski. Na środowisko rodzinne, w którym rodzi się powołanie, wskazuje także ks. Łukasz Kiciński, który pamięta, że od najmłodszych lat wraz z rodzeństwem zabierany był przez rodziców do kościoła. – Dorastając w takiej rodzinie, mogłem Pana Boga spokojnie poznawać, fascynując się tym, co dzieje się w kościele, przy ołtarzu. Ministrantem nigdy nie byłem, ale liturgia zawsze mnie pociągała – przyznaje. – Przyszedłem do seminarium jako ktoś w głębi serca samotny i pogubiony. Wychodzę z niego jako człowiek dotknięty przez miłość Boga, która zaprasza mnie, abym imiona Jezus i Maryja nosił w sercu i głosił je całemu światu – wyznaje ks. Mateusz Wilczyński. Płoccy neoprezbiterzy mówią jednym głosem, że to właśnie przykład księdza wikariusza, proboszcza czy katechety przyciągnął ich na tę drogę. – Pamiętam, że pragnienie bycia księdzem zrodziło się we mnie pod koniec III klasy gimnazjum, po obejrzeniu filmu „Świadectwo”. Dlatego uważam, że swoje powołanie zawdzięczam m.in. św. Janowi Pawłowi II. Jednak wtedy było to raczej dopuszczenie takiej możliwości niż wybór drogi życiowej. To drugie nastąpiło dopiero w liceum. Wtedy przykład kilku księży, którym do dziś wiele zawdzięczam, utwierdził mnie w wyborze tej drogi – mówi ks. Sławomir Ambroziak. – Pan Bóg postawił na mojej drodze wspaniałego kapłana, wychowawcę i nauczyciela matematyki w Szkołach Katolickich ks. Piotra Marca, któremu wiele zawdzięczam z czasu rozeznawania mojej życiowej drogi i powołania – wspomina ks. Adam Kowalski. Ksiądz Damian mówi wprost: – Do seminarium przyprowadził mnie przykład księży pracujących w parafii. Podobne doświadczenie ma najstarszy w tym gronie nowo wyświęconych – ks. Krzysztof Stawicki, który wstąpił do płockiego seminarium po skończeniu studiów prawniczych na UMK w Toruniu. – W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać, czy Pan Bóg nie powołuje mnie do czegoś innego. W tym czasie do mojej parafii przyszło dwóch księży: proboszcz ks. kan. Marek Zawadzki i wikariusz ks. Łukasz Chruściel. Przyglądając się ich posłudze, coraz bardziej doświadczałem, że chcę zostać księdzem – mówi. Jaką lekcję wynieśli z czasów seminaryjnej nauki i formacji? – Myślę, że doświadczenie pokory. Świadomość tego, że tak naprawdę nie mogę niczego uczynić bez pomocy Pana Boga – przyznaje ks. Sławomir Ambroziak. Dla neoprezbitera księdza Damiana wielką lekcją było poznanie za murami na Nowowiejskiego starszego kolegi, śp. ks. Piotra Błońskiego, który – jak mówi – nauczył go wytrwałości i zaufania Bogu. Ważną lekcją z tego czasu dla ks. Adama Kowalskiego było inne, niezwykłe spotkanie. – Kiedy byłem na czwartym roku w seminarium, podszedł do mnie bezdomny na Starym Rynku w Płocku. Powiedział krótko: „Kiedy zostaniesz już księdzem, nie zapominaj o takich jak ja...”. W przyszłości wygłoszą tysiące kazań, ale co chcieliby powiedzieć swoim parafianom już teraz, gdy stoją u progu kapłaństwa? – Chciałbym powiedzieć wszystkim, a zwłaszcza ludziom samotnym, smutnym i pogubionym, że Jezus ich mocno kocha i żeby nie dali sobie wmówić nikomu i nigdy, że miłość nie istnieje. Ja doświadczyłem tego, że istnieje. Przypominam to sobie, ilekroć patrzę na krzyż oraz na Chrystusa, który na nim wisi. To On daje mi wiarę, że jest na tym świecie prawdziwa miłość, która nie zna granic i która potrafi rozjaśnić nawet najgłębsze mroki – mówi ks. Mateusz Wilczyński.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama