Nowy numer 42/2018 Archiwum

Macierzyństwo za kratkami PRL-u

Esbecy wmawiali im, że są złymi matkami. Dziś wiele z nich żyje bardzo skromnie, bez zaszczytów. Nie czują się bohaterkami. Chciały po prostu zachować się przyzwoicie.

tekst i zdjęcia Agnieszka Małecka agnieszka.malecka@gosc.pl Eliza Jadczak pokazuje zdjęcia wnuczki. – Podobna do babci? Nie, ładniejsza – mówi z przekornym uśmiechem. Na fotografii z córką Moniką Liesenfeld widać podobieństwo jeszcze wyraźniej. Te same duże oczy, uśmiech. Matka i córka siedzą na obrzeżu bijącej z tyłu fontanny w Płocku. Lekko przytulone do siebie patrzą w obiektyw. Jest rok 2017. 35 lat wcześniej pani Eliza została aresztowana po raz pierwszy. Stan wojenny w całej pełni. Kończyła się majowa noc, gdy esbecy załomotali do drzwi. Zrobili rewizję; znaleźli nieużywaną maszynę do pisania, przysłaną od przyjaciół Solidarności z Francji. Trzy i pół miesiąca aresztu. Nastoletnia Monika, którą wychowywała sama, na krótko trafiła do domu dziecka, potem do jej przyjaciół. Kolejne aresztowanie w 1984 r.

– Pamiętam, że kiedy mnie drugi raz aresztowano, mama kolegi mojej córki zapytała ją, kiedy spoważnieję i dam sobie z tym spokój… – wspomina Eliza Jadczak, w tamtym czasie członek Solidarności w przedsiębiorstwie Izokor i współredaktor „Solidarności Ziemi Płockiej”, naczelna pisma „Wolny strzelec”, a od 1986 r. członek Komisji Interwencji i Praworządności Zofii i Zbigniewa Romaszewskich. Tak naprawdę najbardziej bała się, że córka jej nie wybaczy. Powtarzane przez esbeków „jesteś złą matką” wrzynało się w pamięć jak cierń. To była jedna z najgorszych tortur psychicznych, jakie zadawano wielu matkom – aresztantkom, więźniarkom antykomunistycznej opozycji.

Listy bez pretensji

Najgorszy był brak informacji zarówno dla osadzonej, jak i jej rodziny. – Córka pisała listy, ale ja ich nie dostawałam. Ciągle się denerwowałam i zastanawiałam, co się dzieje – wspomina pani Eliza. Pierwszy miesiąc aresztu w 1982 r. spędziła na „dołku” w Płocku. Nikt z bliskich o tym nie wiedział. – Gdy brat mnie poszukiwał, powiedziano mu w Płocku, że jestem w Łodzi. Z kolei w Łodzi nikt o mnie nie słyszał. No to może na Rakowieckiej? Nie, tam też mnie nie ma… Po miesiącu w areszcie w Płocku faktycznie trafiła do Warszawy. Z więzienia na Rakowieckiej pamięta niejakiego mjr. Pikałę i to, jak splatał swoje grube palce, poubierane w złote sygnety. – Podkreślał, jaką to ja jestem złą matką, i że z powodu mojej fanaberii córka zeszła na złą drogę. Gdy to mówił, puszczałam te słowa mimo uszu, ale jak wracałam do celi, to one cały czas siedziały mi w głowie. Pani Eliza nie podzielała przekonania części opozycjonistów, że z bezpieką trzeba rozmawiać, bo może jakieś ziarno zostanie zasiane… – To była taka naiwność – mówi. Ona nie wierzyła w to. Milczała. Tego oporu nauczyła się od Solidarności gdańskiej, od małżeństwa Gwiazdów, od śp. Stanisława Kowalskiego, którego do dziś ze wzruszeniem wspomina. Po trzech i pół miesiącach została uniewinniona przed Sądem Wojskowym w Łodzi. Trafiła na uczciwego sędziego. Dopiero wtedy dostała wszystkie listy od córki. – Zgodnie z przepisami aresztant nocował w areszcie jeszcze jedną noc. Miałam więc dużo czasu, by je poczytać. Najbardziej obawiałam się wyrzutów. A tymczasem z listów wynikało, że nie powinnam się martwić, bo wszystko jest pod kontrolą – wspomina pani Eliza.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy