GN 43/2020 Archiwum

Znów wybrałby kapłaństwo

Nazajutrz po Święcie Bożego Miłosierdzia zmarł jego gorliwy propagator i budowniczy kościoła na Wzgórzu Miłosierdzia w Płocku, ks. prał. Władysław Stradza.

Kochał Boga i autentycznie lubił ludzi. Jeszcze przed śmiercią prosił, aby za wszystko wszystkim podziękować – mówią księża Stefan Cegłowski i Andrzej Milewski, którzy wiele lat – najpierw jako wikariusze, a później serdeczni przyjaciele – zawsze byli blisko ks. Stradzy. On sam 9 lat temu, gdy obchodził złoty jubileusz kapłaństwa, powiedział na łamach „Gościa”: „Gdybym miał znowu wybierać, byłoby to kapłaństwo”. „Moje życie nie było usłane różami, ale po wielu doświadczeniach zrozumiałem, że tak naprawdę byłem nieszczęśliwy, gdy szukałem kompromisu ze światem. Pokój i szczęście były wtedy, gdy byłem wierny Jezusowi. Wtedy była głęboka radość w sercu” – opowiadał.

Pamiętał słowa, które powiedział do niego bp Tadeusz Paweł Zakrzewski, gdy wręczał mu nominację na pierwszy wikariat: „Tylko spisz się dobrze”. Teraz spełniają się tamte słowa biskupa z dnia święceń we wspomnieniach ludzi, którzy znali ks. Stradzę i dają o nim piękne świadectwo. „Był moim katechetą przez kilka lat w szkole podstawowej w Sońsku w latach 60. Choć od tamtego czasu minęło [wiele] lat, doskonale pamiętam te katechezy, gdzie w niezwykle sugestywny i przekonujący sposób ks. Stradza mówił nam o Bogu i życiu z Nim. To kapłan, który miał ogromny wpływ na moją wiarę” – napisała do nas Hanna Kowalczyk. Jako proboszcz był u początków parafii w Gąsocinie, w nią włożył wiele pracy i serca, później pracował w Wyszogrodzie, zaś w 1982 r. został proboszczem nowo powstałej parafii św. Józefa w Płocku. – Gdy przyszłam do tej parafii, był zaledwie zarys budynku kościoła. Pamiętam, jak ks. Stradza mówił dzieciom, że będzie to „rakieta do nieba”, nawiązując do jego kształtu. Zależało mu na tym, by zaczęto mówić o tym miejscu „Wzgórze Miłosierdzia”, a nie „cholerka”, jak się potocznie mawiało. Bardzo się troszczył o budowanie małych wspólnot w parafii. Sam założył koło Caritas, dbał o ludzi biednych, o misje, zachęcał do modlitwy różańcowej, za jego czasów były dwie róże dziecięce – wspomina katechetka Elżbieta Wielkopolska. Państwo Małgorzata i Adam od dawna mieszkają w parafii św. Józefa w Płocku i dobrze znali ks. prałata. – Pamiętam sytuacje, gdy przychodziłam do kościoła, a on siedział jeszcze w konfesjonale – wystarczyło jego spojrzenie i kiwnięcie w stronę pulpitu, takie bezgłośne: „Pani czyta”, i już wiedziałam, że prosi, aby przeczytać czytanie. On przez swoje życie nauczył mnie służby, opiekowania się chorym, dzielenia się z innymi – mówi pani Małgorzata. – Odwiedzaliśmy go z żoną w szpitalu, ale któregoś dnia, w styczniu, nie mogliśmy pójść. Zastąpiło nas inne małżeństwo z Domowego Kościoła. Okazało się, że ks. Stradza pamiętał ich bliskich, rodziców, dziadka. Mimo że sam bardzo cierpiał, pytał, jak oni się czują. Dawało do myślenia także to, że gdy był na emeryturze, przyjeżdżali do niego często jego dawni wikariusze. Zapisał się dobrze w pamięci bardzo wielu osób – mówi pan Adam. Ci, którzy go dobrze znali, przyznają, że żył skromnie, a prezentów, które otrzymywał, nie zachowywał dla siebie, ale przekazywał dalej. – On nie przywiązywał się do rzeczy, tylko do ludzi. Z ostatnich miesięcy życia ks. Stradzy zostanie mi w pamięci jego niesamowita pokora i akceptacja sytuacji, w której się znalazł. Potrafił poprosić o pomoc, o opiekę, ale nie chciał być ciężarem. A w ostatnich miesiącach praktycznie potrzebował wszystkiego i bardzo cierpiał – dodaje pan Adam. Ks. prał. Władysław Stradza pochodził z parafii Słubice (obecnie diecezja łowicka), gdzie urodził się 2 lutego 1935 roku. Ukończył Wyższe Seminarium Duchowne w Płocku w 1959 r. i przyjął święcenia kapłańskie. Biskup Tadeusz Paweł Zakrzewski skierował go najpierw na wikariat do Pomiechowa, następnie do Sulerzyża, Sońska. Będąc wikariuszem w Łopacinie, a następnie w Gąsocinie i ponownie w Sońsku, pełnił również funkcję adiutora i ekonoma tych parafii. W 1972 r. został mianowany proboszczem parafii Gąsocin, a w 1977 r. – proboszczem i dziekanem w Wyszogrodzie. Gdy w 1982 r. bp Bogdan Sikorski erygował parafię św. Józefa Robotnika w Płocku, ks. Stradza został mianowany jej pierwszym proboszczem. Zbudował kaplicę wraz z pomieszczeniami mieszkalnymi (na jej zrębach powstało później Młodzieżowe Centrum Edukacyjno-Wychowawcze „Studnia”), a następnie przystąpił do budowy kościoła parafialnego, który został poświęcony w 2000 roku. Ksiądz Stradza w połowie lat 80. pełnił m.in. funkcję diecezjalnego referenta do spraw duszpasterstwa ludzi pracy. Od 1993 do 2006 roku był dziekanem dekanatu płockiego wschodniego. W 1995 r. otrzymał godność kapelana Ojca Świętego, a rok później został kanonikiem gremialnym Kapituły Kolegiackiej Pułtuskiej. W 2006 r. przeszedł na emeryturę i zamieszkał w Domu Księży Emerytów w Płocku. Zmarł 9 kwietnia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama