Nowy numer 44/2020 Archiwum

Moja XV stacja

Siostra Aneta Krawczyk o przeżywaniu Wielkanocy w żałobie, nadziei i o balsamie miłosierdzia Bożego.

Agnieszka Otłowska: W krótkim czasie Siostra przeżyła pogrzeb obojga rodziców. I choć jako pielęgniarka w szpitalu Siostra często towarzyszy umierającym, to jednak tym razem było inaczej, było trudno...

s. Aneta Krawczyk: Towarzyszyłam wielu osobom w ostatnich chwilach ich życia. Wielokrotnie przekonywałam się, że umierający jakby na mnie czekali, aby pomodlić się przy nich i być z nimi. Chodzi o towarzyszenie takiej osobie, która odchodzi, i tym, którzy zostają. Chodzi wtedy o modlitwę, spokój i wyciszenie, wręcz o stworzenie pewnej atmosfery sacrum wokół umierającego, by mógł spokojnie odejść.

Balsamem w takich chwilach jest modlitwa różańcowa albo Koronka do Bożego Miłosierdzia. Tu bowiem chodzi o ukazanie świętości i godności życia, które przechodzi w wieczność. To jest trudna łaska, ale szczególna, zwłaszcza, gdy dotyczy osób najbliższych. Dziękuję moim przełożonym, że mogłam opiekować się moim chorym tatą i być przy jego śmierci. Potem przyszła dość nagle śmierć mojej mamy. W ciągu miesiąca pożegnałam oboje rodziców. Były to trudne chwile, ale patrząc z perspektywy wiary, łatwiej mi pokonać ten ból i rozłąkę. Są to bolesne chwile dla każdego, bo tu, na ziemi, potrzebujemy domu i osób bliskich, a jednocześnie wciąż przygotowujemy się do wieczności. Wszyscy przecież podążamy na spotkanie z Ojcem.

Jako pasjonistka Siostra codziennie modli się Drogą Krzyżową. Jak daleko jest od stacji bolesnych do ostatniej, chwalebnej stacji zmartwychwstania? W jaki sposób teraz Siostra modli się tym nabożeństwem? I jak to wygląda w życiu?

Te stacje nie są od siebie takie dalekie, bo przecież i w życiu radość sąsiaduje z bólem, a codzienność z wiecznością. Na tej modlitwie wciąż uczę się towarzyszyć Jezusowi idącemu na Kalwarię. Myślę o różnych sytuacjach, które jest trudno pokonać, jeśli nie wiara, jeśli nie Chrystus, jeśli nie krzyż i poranek zmartwychwstania, który daje człowiekowi tyle siły, energii, zapala światło nadziei. Teraz, kiedy odprawiam Drogę Krzyżową, myślę o moich rodzicach. Gdy oni umierali, wiedziałam, że i ja współumieram: oni fizycznie, a ja duchowo. Teraz włączam ich w ostatnią, XV stację zmartwychwstania. To mój sposób przeżywania żałoby, jako siostry zakonnej. Tak się modlę, bo wierzę, że na końcu tej drogi jest Jezus Zmartwychwstały, który spotyka moich rodziców. Poszczególne stacje Drogi Krzyżowej są wplecione w moje życie. Te stacje są dla mnie podporą, umocnieniem mojej wiary. Wtedy modlę się też za innych, aby ta Droga Krzyżowa była dla nich nie tylko ciężarem i bólem, ale by kończyła się radosnym porankiem wielkanocnym.

W jakiej formie okazać miłosierdzie ludziom umierającym, jak je okazać osobom opłakującym śmierć swych bliskich? Te sytuacje są trudne i po ludzku jesteśmy w nich bezradni...

Chodzi o obecność i modlitwę. Osoby chore potrzebują obecności najbliższych, nawet bez słów. Liczy się bliskość, której nie zastąpią aparatury medyczne. Liczą się obecność i modlitwa: za nich, przy nich i z nimi. Przy chorym i umierającym miłosierdzie okaże się w drobnych uczynkach i gestach, w towarzyszeniu i obecności w rozmowie i milczeniu, w nocnym czuwaniu przy jego łóżku. Tego miłosierdzia potrzebują nie tylko osoby, które odchodzą, ale też ci, którzy pozostają w żałobie. Im również potrzeba dobrego słowa, pocieszenia płynącego z wiary i modlitwy, a nawet wspólnego z nim zapłakania nad śmiercią bliskich.

Siostra powiedziała, że często modli się Koronką do Bożego Miłosierdzia przy osobach umierających? Czym ta modlitwa jest dla Siostry?

Jest balsamem dla duszy, a zwłaszcza dla tych, którzy odchodzą. Jest lekarstwem i opatrunkiem, który leczy zbolałe rany. Ta modlitwa mnie uspokaja, wycisza i daje ukojenie, ona naprawdę uśmierza ból. Ona daje mi dużo siły, umacnia mnie w wierze, nadziei i miłości. Dzięki niej staję się silniejsza. Myślę, że w tej modlitwie, w ranach Jezusa oczyszczają się rany tych, którzy cierpią i umierają. Dodam, że w moim zgromadzeniu odmawiamy także Koronkę do ran Pana Jezusa. Jest ona pogłębieniem tej duchowości i przylgnięciem do Jezusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. • agnieszka.otlowska@gosc.pl

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama