Nowy numer 32/2018 Archiwum

By dobrze Ci było wśród nas

„Wigilia. Pamiętam od dzieciństwa pierwszy smak opłatka. To doznanie trwa do dzisiaj”...

To już 30 lat. Aż niewiarygodne, że tyle czasu minęło od śmierci ks. Tadeusza Króla, ojca duchownego płockiego WSD i pierwszego proboszcza parafii św. Jana Chrzciciela w Płocku. W środę 2 grudnia 1987 r. wraz z dwoma innymi księżmi odwiedziłem go w szpitalu w Warszawie. Rak kości. Powiedział wtedy do nas: „Do tej pory to była teoria cierpienia, teraz jest doświadczenie”.

Nie mógł już trzymać w dłoniach różańca. Patrzył tylko na swoje palce i tak się modlił. Zmarł trzy dni później, w sobotni poranek 5 grudnia, mając zaledwie 59 lat. A mnie wciąż się zdaje, że widzę go przemykającego, w berecie, w ortalionowej kurtce, z aktówką pod pachą, do kościoła św. Jana... Nie tylko mnie zresztą.

Nieraz proszą mnie ludzie: „Może ma ksiądz jeszcze jakiś egzemplarz »Okruchów serca«? Może być wybrakowany”. Niestety, nie mam. „Okruchy” zbierał skwapliwie i cierpliwie mieszkający u ojca na plebanii także już dziś nieżyjący ks. Saturnin Wierzbicki. Co to takiego?

Ano, jako mieszkańcy tego samego domu, widzieliśmy, jak całymi latami po kolacji ojciec zamykał się u siebie i bardzo nie lubił, gdy mu wtedy przeszkadzano. Dopiero po jego śmierci okazało się, że spisywał wtedy swoje wiersze, medytacje, wspomnienia, refleksje. Zostało tego kilkanaście notatników (jeden z takich zeszytów, niepublikowany, mam wśród swoich „skarbów”). Pomagałem ks. Saturninowi w tej benedyktyńskiej robocie i tak 15 lat temu powstała z tego całkiem spora książka. Właśnie „Okruchy serca”.

„Wszystko czynić bez żalu”

Przyszedł na świat w Środę Popielcową, 22 lutego 1928 r., w Mystkówcu-Szczucinie, w parafii Pniewo. Kilka lat później w tym samym dniu św. Faustyna otrzymała dar objawienia miłosiernego Pana.

Miał sześcioro rodzeństwa. „Kościół był dość daleko od mojego domu – wspominał. – Mimo to pozostanie w niedzielę w domu było zazwyczaj przeżywane jako kara. Staraliśmy się nie zasługiwać na nią”. Potem były szkoły w Mystkówcu-Szczucinie, Pniewie i Pułtusku, Niższe Seminarium Duchowne w Płocku, wreszcie studia seminaryjne. Święcenia kapłańskie otrzymał 11 października 1953 roku. I znowu rozmaite etapy życiowej wędrówki: lata pracy wikariuszowskiej w Chorzelach i Wyszkowie, studia teologiczne na KUL-u, kapelania u sióstr zmartwychwstanek w Mocarzewie i wreszcie ojcostwo duchowne w seminarium. Zjawił się w naszych gmachach niespodziewanie. Przed nim „ojcował” tu bp Jan Wosiński. Poprzeczka była więc ustawiona wysoko. Czekaliśmy, czy sprosta oczekiwaniom. Sprostał.

„Mrok już utulił ziemię. Cisza. Serce tylko czuwa, a Bóg jest tuż. Klerycy śpią snem sprawiedliwych. Na korytarzu miarowy takt zegara. Rozpoczęliśmy dzień skupienia. Czas przywoływania Boga, by sprawdził, czy to On naprawdę powiedział: Pójdź za Mną” – zapisywał w seminaryjnych wspomnieniach. Odszedł z ojcostwa po siedmiu latach. Nie z własnej woli.

« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma