Nowy numer 25/2018 Archiwum

Poraniona, ocalona Tora

„Jeśli człowiek ratuje jedno życie, to jest tak, jak gdyby uratował cały świat” – tak właśnie stało się w czasie ostatniej wojny pod Bieżuniem.

Na początku grudnia w Muzeum Małego Miasta w Bieżuniu gościła wystawa „Codzienny heroizm. O Polakach ratujących Żydów”, przygotowana przez Ośrodek Debaty Międzynarodowej w Warszawie i Stowarzyszenie „Wspólnota Polska”. Przypomniała ona o wspólnej historii dwóch narodów i jej tragicznym kresie oraz o Bieżuniu, który przez kilka wieków był wspólną małą ojczyzną Polaków i Żydów.

Wydarzenie było również okazją do spotkania się z potomkami Sprawiedliwych wśród Narodów Świata, którzy w czasie wojny ratowali Żydów. Wracamy tu do historii, która miała swoje tragiczne i cudowne wątki; zaczęła się w Bieżuniu, a zakończyła w Nowym Jorku. To opowieść o Żydówce Mindzi Kirszenbaum, pochodzącej z Bieżunia. Wraz z rodzicami i braćmi została wywieziona w 1940 r. do warszawskiego getta. Tam zmarli jej rodzice, młodszy brat zaginął, starszy zaś pozostał w getcie i napisał do niej kilka poruszających listów. Jej samej udało się uciec i powrócić do Bieżunia. „Droga siostro, przyślij, jeśli to możliwe, coś do jedzenia, gdyż jestem chory i brakuje mi jedzenia”; „Kochana siostro! Bardzo boli mnie serce, nie wytrzymuję już tego. Myślę o chwili, kiedy otrzymasz ten list, myślę o twoim bólu i trosce, o świadomości, że to pewno jest już ostatni list ode mnie” – tak pisał do niej brat z warszawskiego getta. Mindzia została więc sama. Zaczęła się tułać po okolicznych wioskach i prosić o pomoc, pracę i nocleg. Jedni traktowali ją gorzej, inni lepiej. Wielu z lękiem wymawiało się od udzielenia pomocy, bo przecież Polakom za pomoc Żydom groziła wtedy śmierć. Ukrywały ją jednak rodziny z Sadłowa, Bieżunia, Lutocina i Przeradza. Najdłużej przebywała w domu Jana Borka w Lutocinie i u Bolesława Topolewskiego w pobliskim Przeradzu. „Znów zaczęłam się tułać, przyszłam do wsi Przeradz” – opisała w swoich, opublikowanych w „Księdze pamięci Żydów bieżuńskich”, wspomnieniach Mindzia Kirszenbaum. „Zmęczona i przygnębiona weszłam do jednego z ostatnich domów we wsi i poprosiłam, by pozwolili mi przenocować. Kiedy gospodarz wyraził zgodę, przyznałam się, że jestem Żydówką i pochodzę z Bieżunia. Opowiedziałam o mojej rodzinie, którą oni od dawna znali. Wiele przeżyłam w tej chłopskiej rodzinie w ciągu 2 lat pobytu. Nieraz wpadałam w ręce żandarmów i tylko cudem wydostawałam się z opresji. Prawie cała wieś wiedziała, że jestem Żydówką, jednak wszyscy milczeli i nic złego mi nie zrobili. Przeżyłam tam trudne chwile. Polubili mnie i zaczęli namawiać, abym przyjęła chrzest i wtedy będę u nich jak własne dziecko. W chwili zwątpienia, kiedy czułam, że ziemia usuwa mi się spod nóg, a ja nie wiem, co mam zrobić, zwróciłam się z płaczem do starej chrześcijanki, babki mojego gospodarza. Ona mnie pocieszyła i dodała odwagi, chęci do życia: »Żydówką się urodziłaś i taką powinnaś pozostać do śmierci. Żydzi byli pierwszym narodem i Żydzi będą wiecznie. Żydowskiego narodu nie da się zgładzić. Żydzi pozostaną na całym świecie«. Dla bezpieczeństwa zawieszono mi krzyżyk na szyi. Nosiłam go przez cały czas. Kiedy dzieci zapomniały odmówić pacierza, przypominałam im o tym i razem z nimi powtarzałam jego słowa. Nie, nie, chciałam zostać Żydówką, szczególnie po rozmowie ze starą babcią! Byłam u nich do końca wojny i im zawdzięczam życie. Będę zawsze pamiętała o nich i wdzięczna jestem za ich bohaterstwo, gdyż wielokrotnie groziła im śmierć i zagłada za przechowywanie żydowskiego dziecka” – napisała przed laty Mindzia. A sam Bolesław Topolewski tak zaświadczył w rozmowie sprzed niemal 30 lat: – To była dobra dziewczyna. Nic mojej żonie nie pozwoliła zrobić. Wszystko usiłowała robić sama, choć była taka mała i chuda. Po wojnie wyjechała do Izraela, a następnie do Stanów Zjednoczonych. Tam po wielu latach udało się ją przypadkiem odnaleźć. – Córka sąsiadów państwa Topolewskich wyjechała do Nowego Jorku i zamieszkała w domu, gdzie – jak się okazało – jej sąsiadką była Mindzia Kirszenbaum. Nazywała się wtedy Miriam Wadowski. Te fakty ustalił wnuk Bolesława – Sławomir Topolewski. Nie wiemy, czy Mindzia jeszcze żyje. Dwa lata temu Bolesław i Helena Topolewscy, Antonina Hofman oraz Jan Borek z małżonką otrzymali pośmiertnie tytuł Sprawiedliwych wśród Narodów Świata – opowiada Jerzy Piotrowski, kierownik Muzeum Małego Miasta. Po bieżuńskich Żydach, którzy na początku XX w. stanowili ok. 50 proc. mieszkańców, pozostało niewiele: to dawna bożnica – dziś dom kultury, miejsce po byłym żydowskim cmentarzu, a w muzeum kilka roztrzaskanych macew i niewielki fragment Tory, ocalałej z bieżuńskiego domu modlitwy Żydów.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma