Nowy numer 43/2020 Archiwum

Spełniony Adwent

Ceniony przasnyski regionalista Mariusz Bondarczuk prawie rok temu przysłał do naszej redakcji wspomnienia o przygotowaniach do Bożego Narodzenia i o przeżywaniu świąt, gdy jeszcze nie były zawłaszczone przez machinę komercyjną. Nie doczekał się ich publikacji; zmarł w czerwcu tego roku. A oto jak z pasją opowiadał o żywych i zapomnianych tradycjach.

Przygotowania do świąt Bożego Narodzenia rozpoczynają się teraz o wiele wcześniej, niżby wskazywał na to kalendarz liturgiczny. Boże Narodzenie to obecnie także gigantyczna operacja handlowa, która co najmniej o 2 miesiące wyprzedza okres, na który przypadają tradycją uświęcone Gody, bo tak w staropolszczyźnie nazywano czas od dzisiejszego Bożego Narodzenia do święta Trzech Króli.

Ale wcześniej w kalendarzu kościelnym jest Adwent, czyli oczekiwanie na przyjście Mesjasza. Był to kiedyś czas bez zabaw, wesel i tańców. Więcej uwagi poświęcano modlitwom oraz przestrzegano postu. Przasnyską specjalnością w okresie Adwentu, i to od kilku już wieków, jest lokalne święto obchodzone przez osiem dni, poczynając od 8 grudnia. Zwane jest ono obecnie Uroczystą Oktawą Matki Bożej Niepokalanej. W kościele ojców pasjonistów, którzy to święto przejęli po bernardynach, wraz z ich świątynią i klasztorem, odprawiano w czasie trwania tej uroczystości 7 nabożeństw w ciągu dnia. Największą popularnością cieszą się także do dziś nieszpory o godzinie 17. W latach 20. XX w. tak wielu było chętnych do spowiedzi, że jeden z pasjonistów, Włoch, raportował do Rzymu: „Umieramy w konfesjonałach”. W okresie PRL-u adwentowe nabożeństwo do Matki Boskiej doczekało się nawet ze strony bezpieki operacyjnego rozpracowania pod kryptonimem „Oktawa”. Nie znaczy to, iż oprawa materialna okresu kończącego rok kalendarzowy była niegdyś zepchnięta na ostatnią chwilę.

Kwicząca tradycja

Przygotowania do zimy, a co się z tym łączy, do świąt Bożego Narodzenia i Nowego Roku, zaczynały się kiedyś już na wiosnę. Wtedy to kupowano prosiaki, tuczono je do jesieni, a moda była wówczas na wielkie, do 200 kg dochodzące sztuki. Niegdyś prawie na każdym przasnyskim podwórku można było zobaczyć kwiczące czworonogi. Kiedy taką świnię zabijano, było z niej mnóstwo słoniny, którą topiono, a smalec zlewano do garnków. Mięso na zimę solono i przechowywano w piwnicach, kręcono kiełbasy, gotowano kiszki, marynowano szynki. Tradycja w tym zakresie w jakimś stopniu przetrwała, bo wcale nierzadko jeszcze się zdarza, że niektórzy przasnyszanie kupują połówki świniaków, rozbierają je na części, marynują na balkonach i na święta szczycą się własnymi wyrobami. Wychodzi pewnie połowę taniej niż w sklepie, a niektórzy twierdzą, że tak jest też dużo zdrowiej. Mam w tym względzie poważne wątpliwości, bo jednak niepostne, tradycyjne polskie menu świąteczne to dieta w sam raz przyjazna nowotworom i rozwojowi miażdżycy. Ale siła tej potencjalnie zabójczej bądź co bądź na dłuższą metę kulinarnej tradycji jest póki co na tyle duża, że skutecznie opiera się wszelkim medycznym ostrzeżeniom.

Świeczki choinkowe i chanukowe

Pokolenie przasnyskich średniolatków i starsze osoby wspominają często przy świątecznych stołach niezapomniany sklepik Marii Zakrzewskiej (zamordowanej kilkanaście lat temu w pociągu na Wybrzeżu), który znajdował się w rynku, gdzie można było kupić ozdoby choinkowe niezwykłej urody. Każdy chyba przechowuje jakieś wspomnienia związane z choinką. Miał je też zmarły 2 lata temu w wieku 94 lat Sewek Ruda, mieszkaniec Tel Awiwu, a przed wojną Przasnysza. Sewek był do tradycji bożonarodzeniowych bardzo przywiązany ze względu na ich choinkową oprawę. Z tego powodu cenił ten obyczaj bardziej aniżeli dużo skromniejsze jego zdaniem święta Chanuka, które w tym samym mniej więcej czasie obchodzą Żydzi na pamiątkę cudownego wydarzenia z czasów Machabeuszy (było to jakieś 150 lat p.n.e.). Wtedy to niewielka ilość czystej rytualnie oliwy po otwarciu świątyni jerozolimskiej paliła się przez osiem dni. Dla upamiętnienia tego niezwykłego zdarzenia Żydzi zapalają przez tyleż wieczorów po jednej świecy dziennie w specjalnym chanukowym świeczniku zwanym chanukija. – Byłem zapraszany od dziecka na wigilię przez moich polskich sąsiadów Burchackich – wspominał Sewek. – Stała u nich wówczas zawsze śliczna choinka, którą się zachwycałem i której im zazdrościłem. Znam polskie kolędy, bo śpiewałem je wraz domownikami.

Liczenie do dwunastu i sześćdziesięciu

W domu rodzinnym Marianny Grabowskiej, stojącym niegdyś przy ulicy Warszawskiej, przestrzegano tradycyjnej liczby dwunastu wigilijnych potraw. – Ojciec mój, Ludwik Krajewski, zajmował się ich liczeniem – wspominała pani Marianna. Robił to tak sprytnie, że zawsze wyszła mu dwunastka. Mama gotowała na wigilię także kluski z makiem polewane miodem, więc ojciec liczył osobno mak, osobno makaron i osobno miód, miał już tym sposobem trzy potrawy. Tradycyjnie do wigilijnego stołu siadano wówczas, kiedy ukazywała się pierwsza gwiazda na niebie. Wypatrywały jej najczęściej dzieci. Najpierw odczytywano stosowny fragment Ewangelii związany z narodzeniem Pana Jezusa, a potem dzielono się opłatkiem i składano sobie życzenia. Wszyscy byli bardzo głodni, bo na ogół przez cały dzień nic nie jedli. Po wieczerzy oglądano prezenty i śpiewano kolędy. Na choince zapalano zimne ognie i świeczki. Domownicy siadali często do bardzo popularnej wówczas gry zwanej loteryjką. Rodzice i starsi opowiadali sobie natomiast w tym czasie stare historie, na ogół związane z wojskiem i powstaniami. Krążyło wówczas bardzo dużo opowieści o Tadeuszu Kościuszce, którego portret wisiał niemal w każdym domu. Uroczystości tego dnia dopełniała Pasterka odprawiana o północy. Podczas nabożeństwa rzucano w tłum wiernych ziarna grochu, owsa i łubinu. Miało to zapewnić ludziom pomyślność na cały rok. Ale z tego zwyczaju najmniej zadowoleni byli łysi, bo trafienie ziarnem w głowę bywało dla nich niekiedy bardzo bolesne…

Dwa bale i choinka

W pierwszy dzień świąt spało się dość długo. A po śniadaniu przasnyszanie udawali się do kościołów oglądać żłóbki i brali udział w nabożeństwach. Dzieci zauważyły także, że część ludzi rzucała na ofiarę do tacek przy żłóbkach guziki zamiast monet. Na święta gotowało się dużo rosołu z makaronem i kapustę. W drugi dzień świąt ludzie się odwiedzali. Wielką popularnością cieszyło się lodowisko na rzece Węgierce przy kępie. W Przasnyszu w okresie międzywojennym odbywały się dwie publiczne zabawy sylwestrowe: jedna w kinie, a druga w auli gimnazjum. Nowy Rok witała w podwojach szkoły średniej w 1938 roku wspomniana wcześniej Maria Grabowska, wówczas jeszcze Krajewska, która bawiła się tam ze swoją ówczesną sympatią Zenonem Kiembrowskim. Wracali później do domów przez rynek, gdzie stała duża choinka świątecznie wówczas przystrojona. Otoczyli ją ludzie powracający z obydwu balów. Krajewska i Kiembrowski (zginął niedaleko stąd 17.12.1942 roku w publicznej egzekucji wraz z czterema innymi członkami ZWZ AK) dołączyli do nich. Wszyscy chwycili się za ręce i utworzyli wielki krąg wokół drzewka. Okrążali je wspólnie trzymając się za ręce i śpiewali kolędy. Staropolskie Gody kończyły się na święcie Trzech Króli. Tego dnia po kościelnych nabożeństwach przynoszono do domów poświęcone kadzidło, którym była żywica z jałowca, a także święconą kredę. Na szufelkę brało się trochę rozżarzonego węgla lub żarzącego się drewna z pieca i rzucało na to żywicę. Z przejęciem okadzało się izby i obejścia, co miało znaczenie symbolicznego zabezpieczenia ich przed chorobami i nieszczęściami. Kredą wypisywano na drzwiach wejściowych K+M+B, czyli pierwsze litery od imion trzech króli: Kacpra, Melchiora i Baltazara, którzy według zachodniochrześcijańskiej tradycji oddali w Betlejem pokłon nowo narodzonemu Jezusowi. • Mariusz Bondarczuk, zasłużony przasnyski regionalista, dziennikarz i wydawca, zmarł 11 czerwca. O swojej pracy mówił: „Najważniejsze jest to, by pisać o ludziach i nie wchodzić w żadne podejrzane układy. Pisać prawdę, z którą często wiążą się uwagi krytyczne wobec opisywanych faktów. Mimo wszystko dziennikarz powinien pozostawać sobą, nawet jeśli wszyscy są przeciw niemu. Nie można pozwolić na jakąkolwiek manipulację. Jedynie pozostanie przy swoich ideałach przyniesie nagrodę, a z czasem zaufanie czytelników”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama