GN 43/2020 Archiwum

Aby nie być "jeźdźcem znikąd"

Nikt nie ma gotowych recept na szczęście w rodzinie, ale trzeba wciąż odkrywać jej potencjał i wartość - wybrzmiało podczas kongresu zorganizowanego w tę niedzielę w płońskiej parafii św. Maksymiliana Kolbego.

- Mamy pomysł, by dziś spojrzeć w jedno okienko - na jeden temat z 4 stron: pedagogicznej, psychologicznej, teologicznej i socjologicznej - zwrócił uwagę bp Stanisław Stefanek, biskup senior diecezji łomżyńskiej, dawniej dyrektor Instytutu Studiów nad Rodziną ATK, który przewodniczył Mszy św. i uczestniczył w płońskiej konferencji. Kongres, organizowany przez parafię pw. św. Maksymiliana Kolbego oraz płońskie Centrum Zdrowia "Szansa", był próbą interdyscyplinarnego spojrzenie na temat "szczęśliwe małżeństwo - szczęśliwa rodzina". Jego gośćmi byli wykładowcy UKSW, prof. Anna Fidelus, pedagog, ks. prof. Henryk Skorowski SDB, socjolog religii, prof. Maria Ryś - psycholog rodzinny oraz ks. dr Jarosław Sobkowiak MIC, teolog moralista.

Szczęśliwe rodziny, zdaniem prof. Anny Fidelus, mogą być skutecznym buforem przeciwko zagrożeniom, w tzw. społeczeństwie ryzyka, czyli neoliberalnym. Czym się ono charakteryzuje? - W społeczeństwie ryzyka zaczynają dominować relacje powierzchowne, płytkie, chwilowe. Ludzie stawiają na takie relacje, które mogą przynieść im korzyści materialne, zawodowe. Badania pokazuję, że takie osoby często nie miały w środowiskach rodzinnych szansy na wzmocnienie relacji. Kolejna cecha takiego społeczeństwa to nastawienie na indywidualizm. Wspólnota nie jest tu wartością dominującą. W dawnym społeczeństwie normy były stabilne, teraz lansuje się wzorzec, że człowiek może być tym, kim chce - wyjaśniała prof. A. Fidelus.

Zauważyła, że dziś ważne jest podkreślanie potencjału rodziny, jej szczęścia, mówienie o niej od strony pozytywnej. - Dziś zbyt dużo jest konferencji, dyskusji o kryzysie rodziny. One są ważne, ale w społeczeństwie zaczyna dominować przekonanie, że więcej jest rodzin z problemami niż tych szczęśliwych - zwróciła uwagę pedagog.

Z punktu widzenia socjologa religii rodzina jest tą wspólnotą, która tworzy etos, pewną "substancję społeczno-religijną", jak mówił ks. prof. Henryk Skorowski SDB, były rektor UKSW. - To jest bogactwo, którego poza rodziną się nie odnajdzie - zauważył ks. prof. Skorowski. Mówił też, że w rodzinie człowiek uczy się, wychowuje i zakorzenia. Dzięki temu nie jest "jeźdźcem znikąd". W wykładzie zatytułowanym "Rodzina jako wartość" wyraził niepokój tendencjami w świecie, który dąży do odrzucenia tej wartości. Tymczasem rodzina, mówił, to jedyna wspólnota, która może przekazać społeczeństwu jednostkę wartościową. Chodzi tu o taką postawę, gdy człowiek odkrywa swoją wartość i wtedy jest też wartościowy dla życia społecznego.

Z kolei prof. Maria Ryś zwróciła uwagę, że szczęście rodzinne wcale nie oznacza brak kryzysów. One są potrzebne, by powywracać dotychczasowe życie i poukładać je na nowo. - Młodym ludziom wydaje się, że szczęśliwa rodzina to rodzina bez konfliktów. Ale to nieprawda. Jesteśmy tak różni, że chowanie pod dywan problemów, konfliktów prowadzi do budowania murów - mówiła prof. M. Ryś. Szczęścia rodzinnego nie da się osiągnąć bez miłości. Psycholog zachęcała do poznania koncepcji "języków miłości", sformułowanej przez psychologa Gary'ego Chapmana. To język „5 kanałów”: gestów, słów, poświęconego czasu, prezentów i pomocy.

Debata nad rodziną nie ustaje też w teologii. - Kiedyś był "kryzys - Kościół i świat", dzisiaj zauważa się kryzys wewnątrz doktryny. Kiedyś spierali się księża ze świeckimi, a dzisiaj coraz bardziej spierają się księża między sobą - zwrócił uwagę ks. dr Jarosław Sobkowiak, który odniósł się m.in. do adhortacji Franciszka "Amoris laetitia". - Nie ma skutku bez przyczyny. Jeśli mówimy o małżeństwie chrześcijańskim, to tego skutku nie ma bez przyczyny, jaką jest małżeństwo sakramentalne. Kościół walczy o to, by małżeństwo było sakramentalne, bo ono daje podwaliny rodzinie. Nie można pójść na skróty i budować rodziny chrześcijańskie z małżeństw, które nie są sakramentalne. To jest błąd metodologiczny, nie pastoralny, duszpasterski. Jeśli nie było Boga w punkcie wyjścia, tam nie może się pojawić skutek, który byłby konsekwencją spotkania Boga - mówił ks. J. Sobkowiak.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama