Nowy numer 33/2018 Archiwum

Ratując Działdowo

Są osoby, które nie mogą się pogodzić, że o niemieckim obozie zagłady tak mało się mówi i tak niewiele się czyni, aby miejsca męczeństwa zostały godnie upamiętnione.

Na plebanii katedralnej w Płocku z historykami Instytutu Pamięci Narodowej z Gdańska spotkało się sześcioro świadków KL Soldau, którzy jako dzieci przeżyli obóz. Najstarszą uczestniczką spotkania była Wiktoria Cendrowska z Płocka. Miała 18 lat, gdy wywieziono ją do KL Soldau. – Pamiętałam naszych biskupów męczenników. Bp Leon Wetmański mnie bierzmował. Moja rodzina znalazła się na liście do wywózki. Zgromadzili ludzi na placach szkolnych i wywozili ciężarówkami do Działdowa. Był wtedy straszny mróz i niewyobrażalny ścisk na platformie samochodu, który nas wiózł. Pamiętam, jak Niemcy, dosłownie, wrzucili dwoje małych dzieci na nasze głowy i wyruszyliśmy w kilkugodzinną drogę. Było to 17 lutego 1941 roku.

Podróż była koszmarna, w strasznych warunkach, nie wiedzieliśmy, dlaczego i gdzie jedziemy. Przez całą drogę trzymaliśmy się za ręce: ja z mamą, tatą i stryjem. W obozie chyba widziałam ks. kan. Dmochowskiego z katedry. Ponieważ miał trudności z chodzeniem, opiekowało się nim dwóch salezjanów. Zaprowadzono go do tego dużego czerwonego budynku i tam zabito – opowiadała pani Wiktoria.

Henryka Taube jest również przedwojenną płocczanką. Wraz z dwiema siostrami została wywieziona do Działdowa jako obozu przejściowego, w drodze do Generalnej Guberni. Miała wtedy pięć lat. – Przyjechali do naszej kamienicy na Kazimierza Wielkiego z listą i odczytali, kto natychmiast ma opuścić dom. Akurat dogotowywał się obiad, ale nie zdążyliśmy go już zjeść. Rodzice opowiadali, że gdy nas wywozili, płocczanie rzucali do nas bułki i pętka kiełbasy. Byłam małą dziewczynką i powiedziałam mamie, że widzę pana w długiej czarnej sukni, który ma korale. Mama powiedziała mi, że to ksiądz z różańcem. Z obozu zapamiętałam niewiele, ale to były przykre sprawy: mój ojciec niósł moją młodszą siostrę na rękach, a obok szła kobieta z dzieckiem też na rękach. Widziałam, jak była bita przez Niemca, a dziecko zostało wręcz roztrzaskane. Ja pytałam się wtedy: „A nas kiedy zabiją?” – to tylko niektóre ze wspomnień pani Henryki.

Piotrowi Szubarczykowi z Biura Edukacji Narodowej w Gdańsku, który przysłuchiwał się wspomnieniom płockich świadków KL Soldau, bardzo zależy, aby ta historia przetrwała i dotarła do młodych pokoleń, budując polską tożsamość. To on wynotował z zeznań i upowszechniał ostatnie słowa Inki Siedzikówny: „Powiedzcie mojej babci, że zachowałam się, jak trzeba”. Teraz chciałby, aby do świadomości ludzi młodych dotarły kolejne jej słowa, które powiedziała do swej babci, gdy szła pierwszego dnia do szkoły, do salezjańskiego gimnazjum: „To najpiękniejszy dzień w moim życiu”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma