Nowy numer 49/2020 Archiwum

Wakacje jak bajka od Pana Boga

Po ubiegłorocznych Światowych Dniach Młodzieży między Przasnyszem i Gruzją wspomnienia oraz więzi są wciąż żywe.

Luiza z mężem Jarosławem, dziećmi Natalią i Jankiem oraz koleżanką Anetą Rudowską odwiedzili Ormian, których przed rokiem, podczas Światowych Dni Młodzieży, gościli w swoim domu. Martin Aroyan i Arkadi Symonian już wtedy tak bardzo zaprzyjaźnili się ze swoimi polskimi gospodarzami, że zaczęli traktować małżeństwo Dawidziuków jak swoich drugich rodziców.

- Nigdy nie wierzyłem, że moja polska rodzina będzie u nas w Gruzji, nawet wtedy kiedy byliśmy już razem, kiedy witaliśmy ich z kwiatami i polskimi flagami na lotnisku - mówi Arkadi.

Dla piątki przasnyszan wizyta w Gruzji była czymś więcej niż wakacyjną wycieczką.

- Dla mojej rodziny był to czas bardzo ważny, dużo się działo - mówi Luiza. - Gruzja nas zachwyciła, przez ludzi, przez przyrodę. Każdy z nas pojechał tam z innym nastawieniem i ma nieco inne odczucia, wszystkie dobre, ale jednak inne. Ja osobiście cieszę się, że mogłam poznać rodziny Martina i Arkadiego. To wspaniali ludzie. Zobaczyłam, jak wygląda tam życie. Wszyscy zobaczyliśmy.

- Zobaczyliśmy tam zupełnie inny świat- dodaje Aneta. - Jak ktoś ma zamiar narzekać, że jest mu źle i ciężko to powinien tam pojechać i zobaczyć. Tam naprawdę ciężko się żyje. Zobaczyliśmy jak mamy łatwo w niektórych sprawach jak np. komunikacja.

Przasnyszanie podziwiali przepiękne kaukaskie krajobrazy, odwiedzili Tbilisi i Erewań, zwiedzali zabytki, np. niezwykłe skalne miasto w Wardzi, które bardzo im się podobało. Jarek przyznaje, że bardzo dobrze odpoczął, oderwał się od polskich problemów. Chwali też kaukaską kuchnię. Polacy podkreślają jednak, że najlepiej czuli się na wsi u Martina i Arkadiego.

- Mówi się o polskiej gościnności, ale tam było niesamowicie - opowiada Aneta. - Każdy nasz przyjazd to było dla nich święto. Zbierała się cała, nawet dalsza rodzina z ciociami i kuzynami. Stali i czekali na nas z polską flagą. A kiedy przyjechaliśmy witali nas, jak byśmy się od dawana znali. Oni mieszkają w małych miejscowościach, które nam pokazali. I dokąd tam nie poszliśmy wszędzie nas zapraszano na kawę czy herbatę. Gdybyśmy mieli na każde takie zaproszenie odpowiedzieć wizytą to potrzebne byłyby jeszcze dwa tygodnie.

Luiza bardzo cieszy się także, że udało się spotkać z wieloma Ormianami, na czele z ks. Antonem Antonyanem, którzy rok temu, podczas Światowych Dni Młodzieży, gościli w mieście nad Węgierką. - Są nadal bardzo wdzięczni za serdeczne przyjęcie w Przasnyszu i bardzo ciepło wspominają nasze miasto – zaznacza. To były bardzo radosne spotkania przy muzyce, tańcu i śpiewie. Goście i gospodarze wspominają zwłaszcza jedno z nich, kiedy do wspólnej zabawy przed domem dołączyła się niemal cała wioska. Polacy i Ormianie tańczyli tańce kaukaskie, poloneza, walca, popularną belgijkę a nawet… disco polo. Mieszkańcy wioski byli zachwyceni bo, jak mówili, podobnej zabawy jeszcze u nich nie było.

- Każdy z tych dni był jak bajka, jak kolejny cud od Boga - mówi Arkadi.

- Najważniejsze jest to, że przez cały czas byliśmy razem i żyliśmy każdą wspólną sekundą - dodaje Martin.

Było też wiele duchowych przeżyć, do których należała niedzielna liturgia w kościele ormiańskim, sprawowana przez ks. Antona. Goście i gospodarze wspólnie odwiedzili związany z początkami chrześcijaństwa w Armenii klasztor Chor Wirap, skąd można zobaczyć leżącą obecnie w granicach Turcji górę Ararat, która jest symbolem Armenii. - Martin i Arkadi opowiedzieli nam wiele o tym miejscu - wspomina Aneta. Podkreślali, że Armenia jest pierwszym państwem, które przyjęło chrześcijaństwo. Dla Polaków zaskoczeniem było święto Wardawar, czyli Przemienienie Pańskie, kiedy, podobnie jak w polski lany poniedziałek, wszyscy wzajemnie polewają się wodą.

W pamięci Luizy i Martina trwale zapisała się jedna z wycieczek w góry, kiedy ormiański syn pomógł swojej polskiej mamie we wspinaczce w deszczu, biorąc ją za rękę i powoli poprowadził kamienistym szlakiem na szczyt – Po prostu pomogłem mamie uwierzyć w samą siebie - wyjaśnia Ormianin. - Martin bardzo zmotywował mnie wtedy do dalszej drogi - potwierdza Luiza.

Martin wspomina też o pełnej radości i zabawy wizycie w wiejskim przedszkolu. Wspólnie świętowano urodziny Jarka. Przed wyjazdem goście przygotowali polski obiad. Później było niełatwe, pełne łez pożegnanie na lotnisku. - Pewnie Bóg dał nam łzy żeby oczyścić serce i duszę - przypuszcza Arkadi.

- To było takie małe życie, które składało się z 15 dni – podsumowuje odwiedziny przasnyszan Martin. - Coś takiego nie zawsze i nie każdemu się zdarza. To były takie chwile, dla których trzeba zdążyć żyć. Teraz pozostały tylko dobre wspomnienia i oczywiście ludzie, którzy trafili do naszych serc i pozostaną tam na zawsze nie bacząc na kilometry.

- Bajka od Pana Boga skończyła się, ale mam nadzieję, że pewnego pięknego dnia na tym świecie ta bajka się powtórzy - wyznaje Arkadi. - Jezu, dziękuję ci za Polskę i moja polską rodzinę. Panie Boże, czekamy na kolejną bajkę od Ciebie.

- Tęsknię za tymi widokami, ale jeszcze bardziej za ludźmi, których tam spotkałam - wyznaje Luiza.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama