Nowy numer 49/2020 Archiwum

Bliżej Jasnej Góry łatwiej się jechało

Coraz popularniejsze stają się pielgrzymki rowerowe. Tylko w ostatnim czasie do Częstochowy wyruszyło z naszej diecezji pięć grup cyklistów.

Wyjechali z Płocka, z Dobrzynia n. Drwęcą, z Ludwikowa (parafia Brwilno k. Płocka) i Gąbina, z Przasnysza oraz z Popowa n. Bugiem. Być może podobnych pielgrzymek było z naszego regionu jeszcze więcej, lecz tylko w tych wyżej wymienionych grupach wyjechało na szlak ku Jasnej Górze ponad 200 rowerzystów.

Były grupy, które towarzyszyły pielgrzymom pieszym, bo jedni wyjeżdżali sprzed katedry płockiej, gdy pielgrzymka wyruszała (jak cykliści skupieni wokół Klubu Parafialno-Uczniowskiego „Viktoria” przy parafii św. Józefa w Płocku pod kierunkiem Leszka Brzeskiego), a drudzy dołączyli do pątników, którzy 14 sierpnia wchodzili na Jasną Górę (jak 50-osobowa III Pielgrzymka Rowerowa z Dobrzynia n. Drwęcą). Większości z grup towarzyszyli księża, którzy byli ich kierownikami duchowymi w drodze.

Z Przasnysza cykliści wyruszyli w taką podróż po raz pierwszy. Towarzyszyło im hasło: „Od Stasia Kostki do Maryi”. – W ten sposób włączyliśmy się w rozpoczynające się obchody 450. rocznicy śmierci św. Stanisława– powiedział ks. Andrzej Maciejewski, przewodnik duchowy przasnyskich pielgrzymów. 60 pątników na rowerach wyruszyło spod przasnyskiej fary, następnie wzięli udział w uroczystościach odpustowych ku czci Wniebowzięcia NMP. Jechali szlakiem św. Stanisława Kostki i maryjnych sanktuariów przez Krysk, Czerwińsk n. Wisłą, Niepokalanów, Szymanów, Rawę Mazowiecką, gdzie, tak jak w Przasnyszu, swój klasztor mają ojcowie pasjoniści. Święty z Rostkowa towarzyszył pielgrzymom także poprzez odmawianą codziennie do niego litanię. Na Jasnej Górze uczestniczyli oni w uroczystościach 300. rocznicy koronacji cudownego obrazu Matki Bożej.

Po raz siódmy wyruszyła pielgrzymka rowerowa z podpłockiego Brwilna i z Gąbina. Sześć lat temu rowerowy szlak przecierało 22 cyklistów, w tym roku było ich już 67. W tak długiej drodze pojawiły się też problemy techniczne: – Takiej liczby przebitych dętek dotąd nie mieliśmy. Na szczęście, wspólnymi siłami rowery były naprawiane jeden po drugim, bo przecież każdy uważał, że skoro wyruszyliśmy razem, to i razem musimy dojechać. Im było bliżej Jasnej Góry, tym łatwiej się jechało i wtedy każdy zrozumiał słowa przewodnika, dlaczego w ostatnim dniu jedzie się najlepiej i najszybciej – mówi Krzysztof Podraska.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama