Nowy numer 48/2020 Archiwum

Bóg daje krzyż, daje siłę

Wielkopostne rekolekcje w płockiej katedrze, którym patronuje śp. ks. Piotr Błoński, to ważny czas poszukiwania odpowiedzi na pytania o sens bólu i śmierci.

Rekolekcyjne nauki księży i świadectwa osób, które towarzyszą umierającym, pokazywały wyraźnie, że chrześcijańska recepta na ból, która płynie z krzyża Chrystusa, nie jest prosta i nie niweluje fizycznego cierpienia, ale daje nadzieję i prowadzi do zmartwychwstania.

Strach pokonany

–Mam przed oczami panią Bożenę, która chorowała na stwardnienie zanikowe boczne. Bardzo bała się bólu. Jej sposobem na wołanie do Pana Boga było pisanie wierszy. Mam przed oczami panią Zenonę, która wołała: „Tak się boję, potrzymaj mnie za rękę!”. Mam przed oczami bohatera lektury, Antka, o którym powstała książka „Na koniec świata”. Ten siedmioletni chłopiec miał swoją metodę na znoszenie bólu. Taką chrześcijańską metodę. Dostał kiedyś od księdza krzyżyk. I w tych wszystkich trudnych chwilach trzymał go w jednej dłoni, a drugą ręką swoją mamę Dorotę. I z tym krzyżykiem nie rozstawał się nigdy. Mam przed oczami naszą pacjentkę Karolinę. Miała 18 lat. Prosiła tylko o jedno, by mogła odejść w czasie snu. Bóg zabrał ją rankiem w Wielkanoc, gdy spała... – wspominała podczas rekolekcji Katarzyna Stangret, pielęgniarka hospicyjna, która mówiła o towarzyszeniu umierającym osobom. – Gdy myślę o tym, co to znaczy towarzyszyć, to jest właśnie to, że można mówić o Bogu albo w swoim sercu oddawać chorego Bogu, mając świadomość, że nie można zrobić nic więcej. Tak naprawdę każdy cierpi i odchodzi sam. Wtedy tak ważne jest, by być obok i nie tracić chrześcijańskiej ufności, że był Dzień Trzeci, była Niedziela, było Zmartwychwstanie – mówiła Katarzyna Stangret. Świadectwa poruszają. Tak stało się po wystąpieniu Marii Bartołd z Ciechanowa, której 40-letni syn zmarł dwa miesiące wcześniej. Podchodziły do niej osoby: jedne, aby dziękować, inne, aby podzielić się swoimi doświadczeniami. Był też ktoś, kto prosił pewną osobę o przebaczenie. – Ja choruję na raka. I teraz wiem, że muszę się spieszyć, aby wybaczać i prosić o przebaczenie – powiedział. – Byłam chyba jedną z najszczęśliwszych matek, bo modliłam się z umierającym synem, który zaufał Panu. Przeszłam twardą szkołę życia: bo w momencie śmierci bliskiej osoby jest przecież strach, gniew i smutek. Ale mój syn pokazał mi, że śmierci nie należy się bać – mówiła pani Maria. W swoim poruszającym świadectwie zwróciła uwagę na potrzebę przygotowania osób chorych do sakramentu pokuty i pojednania. – Mój syn Karol chorował na jeden z najbardziej złośliwych nowotworów, mięsaka. Choroba postępowała szybko i wkrótce okazało się, że medycyna rozkłada ręce. W całej tej beznadziejnej sytuacji największym cudem było pojednanie mojego syna z Bogiem: przyjechał ksiądz, była spowiedź, namaszczenie i Komunia Święta. Był to moment wielkiego wzruszenia i szczęścia, przebaczenia sobie nawzajem i największej szczerości. Gdy jechał do szpitala, wziął ze sobą różaniec, modlił się Koronką do Bożego Miłosierdzia i często powtarzał krótkie: „Jezu, ufam Tobie” – mówiła pani Maria. Siły czerpała z wiary: – Gdy poznałam ostateczną diagnozę, oddałam mojego syna pod opiekę Jezusowi i Maryi, prosząc o łaskę szczęśliwej śmierci. Błagałam też wszystkich znajomych o modlitwę i wiem, że ogrom modlitw szedł do Pana. W jego chorobie i ja dojrzewałam – przyznała Maria Bartołd. Ostatnie słowa Karola brzmiały: „Do zobaczenia w przyszłym życiu, ale lepszym. To są moje ostatnie dni. Z Panem Bogiem!”.

Włączeni do krzyża

Jaką wartość ma cierpienie? Co mówi na ten temat Biblia? Czy Pismo Święte i chrześcijaństwo gloryfikuje cierpienie? To wątki, które poruszył w kazaniu ks. prof. Ireneusz Mroczkowski w pierwszym dniu rekolekcji. – Jezus nie zlikwidował cierpienia w świecie, ale pociesza w cierpieniu. Nie znosi łez, ale osusza je. Ostatecznie sens naszego cierpienia wyjaśnia się w tym, co nazywamy męką naszego Pana Jezusa Chrystusa. Jezus w swojej męce zbawczej gromadzi wszystkie możliwe cierpienia ludzi. Włącz w to cierpienie naszego Pana swoje bóle, lęki, nieprzespane noce... – zachęcał uczestników rekolekcji ks. Mroczkowski. – Odchodzenie, śmierć bliskiej osoby wtrąca nas w smutek, ale cała nasza wiara kieruje się ku zmartwychwstaniu. Jako chrześcijanie koncentrujemy się na zmartwychwstaniu, to niedziela jest tym świętem, które gromadzi nas najczęściej – zwrócił uwagę w swojej nauce rekolekcyjnej ks. Stefan Cegłowski, proboszcz parafii katedralnej. – Pan Bóg powołuje nas i umacnia. Jeśli ktoś przyjmuje krzyż, niech wie, że Pan pośle swego anioła, aby go umocnił na tej drodze. Przypomnijcie sobie scenę z Ogrójca, gdy Jezus wypowiada słowa: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich. Jednak nie moja wola, ale Twoja niech się stanie” (Łk 22, 42). Wtedy ukazuje Mu się anioł z nieba i umacnia Go. Podobnie jest i w naszym życiu, ale do bólu, który przeżywamy, powinniśmy dodać inną wartość: naszą intencję, zawierzenie Bogu, przyjęcie Jego woli – mówił w nauce rekolekcyjnej ks. Włodzimierz Piętka, który przewodniczył Mszy św. na zakończenie rekolekcji.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama