Nowy numer 48/2020 Archiwum

Ufni w moc Boską idziemy naprzód...

W wolnym świecie podpisywano traktat paryski, rozgrywano mecz NBA, wybierano Miss World, a oni ginęli w kazamatach i obławach za Rzeczpospolitą, której już nie było.

Ich było tylko dwóch – Mieczysław Dziemieszkiewicz ps. „Rój” i Bronisław Gniazdowski ps. „Mazur”. Otoczeni przez kilkuset żołnierzy Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, milicjantów i ubeków, wspieranych przez oświetlający flarami teren samolot, nie mieli szans na przebicie się przez pierścień obławy. Zginęli 13 kwietnia 1951 r. w Szyszkach, gmina Gzy, w powiecie pułtuskim.

Dwa miesiące wcześniej w więzieniu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego przy ul. Rakowieckiej w Warszawie zamordowano mjr. Zygmunta Szendzielarza, legendarnego „Łupaszkę”, dowódcę 5. Brygady Wileńskiej Armii Krajowej. 1 marca 1951 r. w tej samej katowni stracono 7 członków IV (ostatniego, bo kolejne były tworzone przez agentów Urzędu Bezpieczeństwa) Zarządu Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość z Łukaszem Cieplińskim ps. „Pług” na czele. To właśnie data 1 marca – z inicjatywy prezydenta Lecha Kaczyńskiego – stała się przed kilkoma laty oficjalnie Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych, takich jak „Łupaszka”, „Pług” czy „Rój” – jeden z najsłynniejszych dowódców antykomunistycznego niepodległościowego podziemia na Północnym Mazowszu po 1945 roku.

Brawurowe akcje

Mieczysław Dziemieszkiewicz urodził się 25 stycznia 1925 r. w Zagrobach, w powiecie łomżyńskim. W czasie niemieckiej okupacji razem z braćmi działał w Narodowych Siłach Zbrojnych. W 1945 r. został wcielony do Ludowego Wojska Polskiego. Do konspiracji wrócił po śmierci starszego brata Romana, ps. „Adam”, „Pogoda”, zastrzelonego przez sowieckich żołnierzy. Roman Dziemieszkiewicz, którego grób znajduje się na ciechanowskim cmentarzu parafialnym przy ul. Płońskiej, był jednym z najdzielniejszych dowódców NSZ na Północnym Mazowszu. Wsławił się zwłaszcza brawurowym rajdem na Krasnosielc, gdzie w nocy z 1 na 2 maja 1945 r. dowodzony przez niego oddział rozbił tamtejsze więzienie UB, uwalniając 42 więzionych członków NSZ i Armii Krajowej. Walkę zbrojną przeciwko komunistom i wspierającym ich Sowietom „Rój” rozpoczął w oddziale Mariana Kraśniewskiego ps. „Burza”. Od jesieni 1946 r. działał już jako samodzielny dowódca oddziału w strukturach Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. W latach 1945–1956 nie było chyba na Północnym Mazowszu partyzanckiego dowódcy, który bardziej dałby się we znaki władzy ludowej i bardziej był przez nią znienawidzony i ścigany niż właśnie Mieczysław Dziemieszkiewicz. Oto kilka tylko przykładów akcji dokonanych w powiecie ciechanowskim, zapisanych w wydanej przez Instytut Pamięci Narodowej publikacji Jacka Pawłowicza, Leszka Żebrowskiego, Tomasza Łabuszewskiego i Kazimierza Krajewskiego „Kryptonim Orzeł – Warszawski Okręg Narodowego Zjednoczenia Wojskowego w dokumentach 1947–1954”. 24 września 1947 – Zielona: na odpuście i zabawie „Rój” wygłosił do zebranych okolicznościowe przemówienie. Partyzanci rozbroili dwóch milicjantów. 27 listopada 1947 – Gogole: patrol „Roja” zatrzymał dwa autobusy. Wykonano wyrok śmierci na ubeku z Ciechanowa. 16 marca 1948 – Gąsocin: partyzanci opanowali osadę, zdobyli broń, 150 tys. zł, zlikwidowali dwóch aktywistów komunistycznych współpracujących z Urzędem Bezpieczeństwa. 6 listopada 1949 r. – Gołotczyzna: na stacji kolejowej „Rój” zatrzymał pociąg, wygłosił przemówienie o konieczności walki z komunizmem, partyzanci rozdali ulotki, zastrzelili jednego ubeka i jednego oficera LWP. Działalność „Roja” i jego podkomendnych nie ograniczała się do powiatu ciechanowskiego. 15 stycznia 1951 r. zajęli bank spółdzielczy w Nasielsku” skąd zarekwirowali prawie 47 tys. zł. „Odsłaniając mundury, powiedzieli pracownikom: nie bójcie się, my jesteśmy z partyzantki (...), macie dzwonki alarmowe, więc możecie dzwonić. My będziemy w mieście jeszcze godzinę”. Rok wcześniej Mieczysław Dziemieszkiewicz zaplanował brawurową akcję porwania ówczesnego wiceministra obrony narodowej – późniejszego PRL-owskiego premiera Piotra Jaroszewicza. Miał go wymienić na partyzantów więzionych w ubeckich kazamatach. Oddział „Roja” zorganizował zasadzkę w powiecie garwolińskim, gdzie Jaroszewicz gościł u rodziny. Niestety, wcześniej wrócił do Warszawy.

Walka o dobre imię

Nic więc dziwnego, że bezpieka robiła wszystko, by dopaść „Roja”. W 1950 r. utworzono specjalną grupę operacyjną do akcji o kryptonimie „Zbiry”. W osaczaniu „Roja” i jego żołnierzy wzięło udział ponad 320 agentów i informatorów. Sieć zaciskała się coraz szczelniej. W lutym tegoż roku rozbity został jeden z patroli dowodzony przez Ildefonsa Żbikowskiego ps. „Tygrys”. Zginęło czterech partyzantów. „Pomimo że straszny wróg wszelkimi metodami stara się nas zniszczyć, my, ufni w moc Boską, idziemy naprzód…” – pisał w jednym z rozkazów. Zgubiła go miłość do dziewczyny ze wsi Szyszki. Kochał ją bardzo, chciał się żenić. Ubecy aresztowali jej rodziców, a ją zaszantażowali: jeśli wyda „Roja”, to rodzice wyjdą z więzienia. Dziewczyna uległa. 13 kwietnia 1951 r., gdy wróciła z Warszawy, dowiedziała się, że „Rój” i „Mazur” są u niej w domu. Na pożyczonym rowerze pojechała do UB w Gzach. Gospodarstwo otoczyła silna obława. Po kilku godzinach „Rój” i „Mazur” wyszli z kryjówki i próbowali się przebić. Nie dali rady – zginęli pod gradem kul. Do dziś nie wiemy, gdzie zostali pochowani. „Roja” ubecy próbowali pohańbić jeszcze po śmierci – założyli mu na głowę beret z trupią czaszką, sugerując w ten sposób faszystowskie przekonania. Przez cały okres PRL komuniści propagandowo, piórami m.in. usłużnych dziennikarzy, zohydzali sylwetkę Mieczysława Dziemieszkiewicza. „Bandyta”, „rabuś”, „sadysta”, „kryminalista” – nie oszczędzili mu chyba żadnych uwłaczających określeń. Dobre imię „Rojowi” przywróciła wolna Polska. 3 października 2007 r. prezydent RP Lech Kaczyński odznaczył go pośmiertnie Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Odrodzenia Polski. W Ciechanowie niedawno Rada Miasta nadała jego imię jednej z ulic na nowej pętli miejskiej. A w marcu tego roku Poczta Polska wydała znaczek z Mieczysławem Dziemieszkiewiczem i noszonym przez niego ryngrafem. Jest także film fabularny i serial telewizyjny „Historia »Roja«, czyli w ziemi lepiej słychać”.

Pobożni wyklęci

Wydanie znaczka z ryngrafem nie było przypadkowe. „Rój” był bardzo religijnym człowiekiem. – Mieczysław Dziemieszkiewicz „Rój” żył w rodzinie katolickiej. Podobnie jego żołnierze wywodzili się ze środowisk wyznających wiarę w Boga. Rzeczywistość konspiracyjna nie sprzyjała jednak podejmowaniu praktyk religijnych. Istniało bowiem realne zagrożenie stosowania represji ze strony aparatu bezpieczeństwa zarówno wobec partyzantów, jak również duchownych oraz ludności – opowiada dr Krzysztof Kacprzak, historyk specjalizujący się w historii podziemia antykomunistycznego na Północnym Mazowszu, były wiceprezydent Ciechanowa. – Wiadomo jednak, że przychodząc do jakiegoś gospodarza, niezłomni mówili: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”, modlili się przed posiłkami i po nich. Często odmawiali „Zdrowaś, Maryjo” i „Pod Twoją obronę”. Na piersiach nosili medaliki, w widocznym miejscu na mundurze przypinali ryngrafy z wizerunkiem Matki Bożej. Krzysztof Kacprzak dodaje, że w materiałach archiwalnych po Mieczysławie Dziemieszkiewiczu zachował się modlitewnik „Jezu, żyj we mnie przez Najświętszą Maryję Pannę i Tereskę świętą”. – Z kolei Władysław Grudziński „Pilot”, jeden z dowódców patrolu „Roja”, w swoim pamiętniku opisał święta Zmartwychwstania Pańskiego 1950 r., które wraz ze swym patrolem spędził u narzeczonej Anastazji Glinickiej w Popowie Borowym. Po powrocie z kościoła żołnierze i domownicy podzielili się święconką, złożyli sobie życzenia, odmówili modlitwę i zasiedli do stołu. Po uroczystym śniadaniu wspólnie śpiewali pieśni pobożne. To były ostatnie święta „Pilota”... – opowiada dr Kacprzak. – W jego pamiętniku zachowała się m.in. krótka modlitwa do Matki Bożej następującej treści: „Kto z Maryją, Ona z nim. Ona kocha swoje dziadki. Idźmy zawsze pod opiekę do Najświętszej naszej Matki”. I dalej: „Ażeby Bóg i Matka Przenajświętsza błogosławiła nadal w pracy i broniła od nieszczęść. Dzięki składam Tobie, Najświętsza Pani, za dotychczasową opiekę (...). Módlmy się do Najświętszego Ramienia Jezusowego, a prośby nasze zostaną wysłuchane. Boże, błogosław. Pilot”. „Rój” i „Mazur” zginęli wiosną 1951 r., w którym: utworzono Polską Akademię Nauk, otwarto Muzeum Żup Krakowskich w Wieliczce, powstało Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich, podpisano traktat paryski tworzący Europejską Wspólnotę Węgla i Stali, rozegrano pierwszy Mecz Gwiazd NBA, odbyła się pierwsza edycja konkursu Miss World... I tylko Rzeczypospolitej, o którą przez lata w nędzy i poniewierce walczyli wyklęci, już nie było.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama