Nowy numer 48/2020 Archiwum

Życie się pisze

Taką dokumentację dziejów rodziny chciałby mieć każdy. – Pamięć szybko ucieka, a to, co utrwalone, pozostaje na dłużej – mówi Dominik Kędzierski ze Szwelic k. Makowa Mazowieckiego.

Pan Dominik spisuje rodzinne wspomnienia. Pokazuje okazałą kronikę. Swoją pasję tłumaczy wprost: – Trzeba znać swoje korzenie i przekazać wspomnienia potomkom – mówi.

Dom, drzewo i ludzie

Rodzinną kronikę zaczął pisać kilka lat temu. Odnotowuje w niej każdą ważną uroczystość, wspólne wyjazdy i ciekawe historie. Księgę otwiera wpis: „Kiedy sięgasz pamięcią wstecz i otwierasz album swych wspomnień, przywołujesz chwile, które są twoją własnością. One wciąż żyją w tobie, a ty w nich. Udajesz się w podróż z dzieciństwa twej duszy. By powrócił czyjś uśmiech, który pamiętasz do dziś. Spracowane ręce ojca, zatroskana twarz matki. Rodzinne spotkania i uroczystości. Krajobraz niezapomniany, spacer w deszczu. Drzewa, które posadziłeś. Dom, który budowałeś. Tylu ludzi, których kiedyś spotkałeś. Spojrzenie drogich ci oczu i to jest twoje szczęście – Rodzina!”. Dzięki kronice poznajemy przede wszystkim koleje losu pana Dominika. Jako młody człowiek wyjechał na Śląsk, gdzie podjął pracę w kopalni. – Pracy w górnictwie nie szło pokochać. Była ciężka i niebezpieczna, ale dawała satysfakcję, utrzymanie i godne życie – opowiada pan Dominik. Była trudna, ale dawała okazję do przemyśleń. – Pracując pod ziemią, zrozumiałem wielkość i potęgę przyrody, że do niej trzeba mieć respekt. To ugruntowało moją wiarę w Boga – wspomina. Codziennie, wychodząc do kopalni, wspominał słowa swojej matki, które nieustannie przebiegały mu przez głowę: „Zamiast bezsensownie tracić czas, pomódl się!”. – Miałem do pracy zaledwie 15 minut pieszo przez las. Codziennie w tym czasie odmawiałem dziesięć zdrowasiek. Dla mnie wiara w Boga była rytuałem, który porządkuje życie. Człowiek potrzebuje odniesienia do jakiejkolwiek wartości, bo tylko wtedy ma ono sens – przekonuje pan Dominik. Matce też poświęca część wspomnień w swej kronice. – Była skromną kobietą, ale dawała mi siłę i moc, aby sprostać w życiu niełatwym sytuacjom, uczyła uczciwości i dobroci. Była dla mnie przykładem wielkiej siły woli – napisał.

Rodzina jest ciekawa

Po 25 latach pracy na Śląsku i przejściu na emeryturę wrócił do swych Szwelic. – Wiedziałem, że na emeryturze będę miał dużo czasu wolnego, i myślałem, jak można go dobrze zagospodarować. Ponieważ w domu mieliśmy wiele starych rodzinnych zdjęć, postanowiłem je dobrze wykorzystać. Zacząłem pisać, a dzieci poparły ten pomysł. Na początku była to forma pamiętnika, na luźnych kartach. Kiedy z biegiem czasu przybywało mi stron, postanowiłem pisać już w oprawionej księdze – tłumaczy. – Wiele z tych opowieści przekazali mi rodzice. Dodatkowo zapisywałem wszystkie wspomnienia przy rodzinnych spotkaniach czy uroczystościach. I tak rok za rokiem staram się opisywać historię naszego rodu, aż po stan obecny – dodaje. Zapisuje np. narodziny wnuczków, uzupełnia je fotografiami i aktami urodzenia. – Mam nadzieję, że pałeczkę po mnie przejmie ktoś inny z rodziny i będzie dalej dokumentował nasze dzieje. Pamięć dość szybko ucieka, a zapis na papierze pozostaje czytelny na długo. Zdaję sobie sprawę, że kiedyś te karty pożółkną, a fotografie wyblakną, ale zostanie w nich sentyment. Z pewnością nasza kronika rodzinna będzie kopalnią wiedzy dla naszych wnuków i prawnuków. Wierzę, że będzie przydatna kolejnym pokoleniom – przekonuje D. Kędzierski. Pan Dominik prowadzi również kronikę wsi. Znajdują się w niej fotografie i wycinki z gazet. Są tam również zapiski z życia parafii. – Moja kronika służyć ma jednak najpierw parafii, ale także ludziom tu mieszkającym. Wspomnienia ulatują i zacierają się, zmieniają się proboszczowie i odchodzą kolejne pokolenia parafian, natomiast zapis w kronice pozostaje – dodaje.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama