Nowy numer 46/2018 Archiwum

Ostatnia lekcja o miłości

W pamięci i w sercu trzeba pozbierać to, co najważniejsze z powołania i zakonnej posługi sióstr Teresy Żbikowskiej i Edyty Figury.

Umocnieniem i pocieszeniem dla mnie jest fakt, że tego dnia rano, gdy zginęły nasze siostry, widziałam jedną z nich przystępującą do spowiedzi – mówi s. Marzena Gutowska, wikaria prowincji płockiej Zgromadzenia Sióstr Służek NMP Niepokalanej. Siostry służki zginęły w wypadku samochodowym w niedzielę 19 lutego tuż po 15.00, a więc w Godzinie Miłosierdzia. Z pewnością w chwili śmierci modliły się Koronką, skoro w ich dłoniach znaleziono różaniec.

Trzeba życie rozdawać...

Wśród zapisków s. Teresy zastanawia i wzrusza jedna kartka – zaproszenie na przyjęcie... Siostra jakby planuje urządzenie wielkiego przyjęcia, na które zaprasza wszystkich, których znała, spotkała, którzy byli dla niej ważni. I na końcu bardzo długiej listy osób dopisuje, że w razie konieczności lista może pomóc w powiadamianiu osób, które mogłyby przyjechać na jej pogrzeb. Zaproszenie na przyjęcie? Spotkanie z Oblubieńcem? I jeszcze jedna jej myśl: „Trzeba życie rozdawać, zanim zabierze je czas...”. – Była zdecydowana, nie miała wątpliwości co do swojego zakonnego powołania. Siostry służki i nasze zgromadzenie poznała dzięki katechetce s. Danucie Olkowskiej. Wspierałyśmy się razem, w problemach modliłyśmy się za siebie nawzajem. Była odważna i mówiła to, co uważała za słuszne. W tej jej postawie chodziło o to, aby relacje międzyludzkie, zwłaszcza we wspólnotach, w parafiach, w Kościele były prawdziwe, nigdy połowiczne czy fałszywe, nigdy za plecami – mówi s. Iwona Chojnacka z Pułtuska, która razem z s. Teresą Żbikowską wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Służek NMP Niepokalanej. – Dla niej nie tylko praca była ważna, ale i współpraca, i relacje między ludźmi. Chodziło jej o to, aby były serdeczność i wrażliwość między ludźmi. Była też duszą towarzystwa. Bardzo ceniła prostotę i normalność – opowiada s. Iwona. Siostra Teresa mimo krótkiego pobytu w Żurominie zyskała dużą sympatię dzieci i dorosłych. „Moje dzieci ją uwielbiały, uczyła je katechezy, miłości Boga i bliźniego, miłości do Zbawiciela, miłości do nauczycieli i jedności wspólnoty parafialnej. Wspaniała nauczycielka” – napisał o s. Teresie Witold Czarnomski na profilu facebookowym parafii św. Antoniego w Żurominie. Ciepłe słowo dodają także żuromińscy księża: – To była bardzo ciepła osoba. Miała wielkie i głębokie spojrzenie na otoczenie. Zawsze serdeczna i miła. Bardzo szybko poznawała dzieci, z którymi pracowała. Była niezwykle oddana swojej pracy – wspominają ks. proboszcz Kazimierz Kowalski i ks. Michał Fordubiński.

Z różańcem w górę

Jak zapamiętamy s. Edytę Figurę? Pochodziła z Radomia, z parafii katedralnej. – Była cichym nauczycielem życia, bardzo poważnie podchodziła do swego powołania i obowiązków – wspomina siostra służka Agnieszka Kłosińska, która razem z s. Edytą przez pewien czas pracowała w Skępem. Jak ją zapamięta? – Zawsze chodziła z różańcem w ręku. Gdy szła do szkoły albo wracała z katechezy modliła się za nauczycieli i dzieci. Ileż różańców wykonała własnoręcznie, włączając się w ten sposób w naszą zakonną inicjatywę: „Sercem ogarnąć serce”? Powtarzała, że ma nadzieję w ten sposób „przy okazji” osiągnąć niebo. Tworzyła dziecięce koła różańcowe, każdą katechezę zaczynała dziesiątkiem Różańca. Szczególnie troszczyła się o dzieci przygotowujące się do I Komunii św. – wspomina. – Jej wielkim, spełnionym pragnieniem była pielgrzymka do Ziemi Świętej, którą odbyła w tamtym roku, z okazji 25. rocznicy ślubów zakonnych. Jej niespełnionym pragnieniem było wejście na Rysy, ale teraz już patrzy na te Rysy „z góry” – uważa s. Agnieszka Oszczudłowska. Siostra niosła spontaniczną radość. Miała niesamowite poczucie humoru. Utrzymywała długoletnie przyjaźnie z osobami, które poznawała na kolejnych placówkach. Jednocześnie była skryta, nie lubiła o sobie mówić. Umiała słuchać. Jej mądrość wyrażała się w prostych, subtelnie udzielanych radach. Często na przykład powtarzała: „Nie martw się, życie jest piękne!” albo: „Pamiętaj, człowiek upada... wstaje... upada... wstaje..., a Pan Bóg kocha zawsze!” – dodaje s. Agnieszka Kłosińska. Jeszcze w połowie lutego s. Edyta pomagała w prowadzeniu rekolekcji dla dziewcząt w Kobyłce k. Warszawy. – W czasie jednego ze spotkań każda z uczestniczek i prowadzących miała określić, jak poczułaby się w niebie. Ona powiedziała wtedy: „Czekałabym na tych, których kocham”. Dalej trzeba było napisać słowo bądź sentencję, którą umieściłybyśmy na swoim nagrobku. Ona napisała jedno słowo: „Miłość”. Tydzień później tragicznie zginęła, a te słowa stały się jej testamentem – mówi ze wzruszeniem s. Agnieszka Oszczudłowska.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy