Nowy numer 44/2020 Archiwum

Nierozpoznany błogosławiony

Przez północne Mazowsze szedł pielgrzym... Jedni widzieli w nim żebraka, inni – zakonnika, jeszcze inni myśleli, że to Żyd, bo miał długą brodę. A był to o. Honorat Koźmiński z Zakroczymia.

To nie było łatwe, bo władze carskie celowo skierowały kapucynów i o. Honorata z Warszawy do Zakroczymia, aby ten klasztor stał się miejscem odosobnienia i skutecznie uniemożliwił im kontakty ze światem. Ojciec Honorat chciał jednak spotkać się z mniszkami, które od 1871 r. zamieszkały w Przasnyszu, i pomóc im w rozwiązaniu zaistniałych problemów. Mimo trudnej sytuacji w zakroczymskim klasztorze, o. Honoratowi udało się jednak uzyskać pozwolenie na wyprawę do Przasnysza.

Kartka z podróży

Wyruszył z Zakroczymia na początku kwietnia 1872 r. – jak zwykle kapucyńskim zwyczajem – pieszo. Gdy dotarł na miejsce do swoich duchowych córek, wysłał do o. Prokopa Leszczyńskiego, który był jego kierownikiem duchowym, list następującej treści: „Stanąłem szczęśliwie w Przasnyszu i pierwszą chwilę wolną obracam do opisania Przewielebnemu i Najdroższemu Ojcu memu miłej mojej podróży. Zawsze bywa ona dla mnie rekolekcjami i używaniem swobody duchowej, a szczególnie teraz. Nawet fizycznie nie tylko utrudzenia w niej nie doznałem, ale była mi ona przyjemną. Zapewne pora wiosenna, mniejsze upały i pogoda przyczyniły się do tego. (...) Nocleg miałem w Chrzczynnie u państwa Baranowskich, sąsiadów i przyjaciół ks. Dynakowskiego, o parę wiorst od Nasielska. (...) Gotowano mi furmankę na rano, nie chciano się żegnać, idąc spać, i zaręczono, że raniej wstaną ode mnie i nie puszczą, alem się wymknął dobrze przed wschodem słońca. (...) Gdym wchodził do Winnicy, spotkali mnie jacyś parafianie ks. Dynakowskiego, jadący do Pułtuska, i prosili, abym siadł z nimi. Spełniając przeto wolę Ojca, przejechałem z nimi blisko 2 mile i w Pułtusku miałem Mszę św. Zaraz mnie zakrystianin pytał, czy to nie o. Honorat, bo słyszał coś (...) o mnie i skakał przede mną, jak przed jakimś świętym. Z Pułtuska zmyliłem trochę drogi i po nocy już prawie zaszedłem do Karniewa, o 3 mile od Przasnysza. Zarekomendowałem się [u rodziny jednej z kapucynek] jako ks. Koźmiński. (...) Też wysłuchać musiałem wielkich pochwał dla naszych sióstr przasnyskich. Wystaw sobie, ojcze – mówili – to już nie dosyć, że ojciec i matka ich widzieć nie może, ale sam nawet spowiednik i ksiądz, który im co dzień Komunię św. daje, żadnej jeszcze nie widział. Jak to one tam robią, to ja nie wiem, dość, że tak jest z pewnością, a co za zaparcie, pokuty itd. Słuchałem z otwartą gębą, podziwiając to wszystko. (...) Rano, wyszedłszy stamtąd, uczułem się trochę znużony i na nogi osłabiony. (...) Napiłem się potem wody lourdzkiej i dziwna rzecz, mój Ojcze, ustąpiła mi zaraz mała gorączka i tak się orzeźwiony uczułem, że z największą pociechą i bez najmniejszego umęczenia, prędko (...) tę drogę odbyłem. I nazajutrz, po przebudzeniu, najmniejszego znużenia ani bólu nóg, którego zwykle doświadczam przez parę dni, nie czuję, tak że to bez cudownej Boskiej mocy być nie mogło. Wchodząc do Przasnysza, zrobiłem z siebie spectaculum [widowisko] niemałe. Naprzód spotkało mnie jakichś dwóch panów na koniach, których zapytałem, którędy najbliżej do kościoła bernardyńskiego. Ci z wielkim uszanowaniem ofiarowali mi się towarzyszyć i doprowadzić mnie. Czereda ludzi zebrała się wokoło nas, bo prowadzili mnie przez sam środek miasta. Jak się później dowiedziałem, byli przekonani, że mnie aresztowano i że konwojują do powiatu. Ale gdy się oddalili, wskazawszy mi drogę, nowe widowisko: gromada chłopaków – podobno sławnych tutaj ze swawoli, których zawsze pełno na ulicach, a nawet w ogrodzie matek – zebrała się dokoła mnie, gwiżdżąc, klaszcząc rękami, skacząc przede mną i za mną, pukając mi przed uszami z papierowych pudełek i wołając: »Żydzie, Żydzie!«. Jakieś panienki ciągnęły mnie: »Żydzie, pójdź tu, dostaniesz kawałek chleba!«. Inne panny postrojone na balkonie parterowym poszczuły mnie pieskiem, który mnie złapał za habit. I w takiej paradzie przez długą bardzo i szeroką ulicę szedłem, chwaląc Boga za wszystko i kręciłem się dokoła klasztoru tam i z powrotem, bo mi błędnie pokazywano przejście. Ale za to dzisiaj wszyscy od małego do wielkiego kłaniają mi się nisko, a niektórzy płaczą podobno, widząc mnie boso i pragną wstąpić do takiego surowego zakonu. Na wsiach też mnie zaczepiali chłopi i dziwowali się, że nie widzieli i nie słyszeli jeszcze o tak ostrym zakonie. Spowiednicy tutejsi matek są bardzo zacni księża, nad moje spodziewanie, i niezmiernie dla nich przychylni. Niech Ojciec będzie łaskaw zakomunikować te wiadomości o moim przybyciu do Przasnysza Ojcu gwardianowi, którego ręce całuję”.

Kolejki do spowiedzi i za małe buty

Ojciec Honorat w Przasnyszu głosił nauki dla sióstr, które odprawiały rekolekcje, uczestniczył w obrzędzie odnowienia przez nie ślubów i przewodniczył kapitule wyborów. Podobnie jak w Łowiczu siostry obrały na swoją generalną przełożoną – poprzez złożenie własnoręcznie pisanych oświadczeń – Najświętszą Maryję Pannę Niepokalanie Poczętą. Akt ten został też podpisany przez ojca Honorata. Na kapitule wyborów przełożoną ponownie została wybrana m. Maria Izabella Lebenstein, a radnymi siostry: Maria Agnieszka, Maria Klara, Maria Róża i Maria Feliksa. Przedpołudnia o. Honorat spędzał w kościele farnym, słuchając spowiedzi, a jego konfesjonał był oblężony przez przystępujących do sakramentu pokuty. Na Mszach św. przez niego sprawowanych w kościele kapucynek zbierały się tłumy ludzi. 18 maja o. Koźmiński poświęcił oleje św. Feliksa, którymi namaszczał dzieci i chorych. O zajęciach w Przasnyszu ojciec Honorat pisał w liście z 17 kwietnia 1872 r. do Zofii z Potkańskich Gliszczyńskiej (1842–1927) w Nowym Dworze Mazowieckim, tercjarki i swojej penitentki: „Dopiero w Przasnyszu znalazłem chwilę do odpisania Pani. (...) Zdaje się, że o rekolekcjach w Przasnyszu myśleć nie można. W klasztorze, jak już mówiłem, siostry nikogo nigdy nie przyjmują, ani blisko klasztoru nie ma nigdzie stosownego miejsca, tylko liczne chatki. Czasu mam mniej jeszcze jak w domu, do południa słucham spowiedzi w parafii, a po południu miewam konferencje z siostrami, co mogłoby i uwagę zwrócić, bo już żandarmi pytali się, co tu robię”. Wizyta o. Koźmińskiego w 1872 r. nie była ostatnią, bo 12 lat później fundator po raz drugi zawitał do Przasnysza na 8 dni. Z Zakroczymia wyruszył na początku stycznia i ponownie chciał całą trasę pokonać pieszo. Jednak przełożeni polecili mu skorzystać z pociągu, co też uczynił. Jedynie tam, gdzie nie było kolei, zabierał się przygodnymi furmankami lub szedł na piechotę. Jak zwykle ojciec Honorat służył siostrom pomocą duchową, spowiadał je, doradzał w problemach, wygłaszał konferencje rekolekcyjne. Z tej wizyty w archiwum w Przasnyszu zachowała się tylko jedna zabawna wzmianka: „Mamy stare buty, o których śp. m. Izabella, przełożona nasza, mówiła, że są Ojca. Ojciec przyszedł w nich, ale były za ciasne, więc je zostawił, a wziął inne, większe”. W butach tych w latach 30. XX w. chodziła siostra pracująca w ogrodzie i cieplarni. Wspomnienie o kolejnej wizycie ojca Koźmińskiego w Przasnyszu zachowało się w zapiskach m. Szczęsnej Maszewskiej: „Wprawdzie o. Honorat, po przewiezieniu ojców do Nowego Miasta nad Pilicą w 1892 roku (...) już więcej u nas nie był, jednak z Zakroczymia do Nowego Miasta sam o. Honorat poszedł pieszo, incognito [zachowując anonimowość], umknął przed pożegnaniem z ludźmi, ale szedł na Przasnysz i tutaj wstąpił do naszego klasztorku i ostatni raz widział się z matkami”. Ostatecznie więc w klasztorze przasnyskich kapucynek przetrwało wspomnienie o trzykrotnych odwiedzinach o. Honorata oraz o niezwykłej estymie, z jaką odnosiły się siostry do fundatora zgromadzenia.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama