Nowy numer 44/2020 Archiwum

Boża terapia i profilaktyka

Przasnyskie ognisko Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar świętowało drugą rocznicę swego powstania.

Po raz trzeci w parafii św. Wojciecha w Przasnyszu modlono się w intencji małżeństw i rodzin. Mszę św. dziękczynną za wszelkie łaski, jakie spłynęły na przasnyskie ognisko przez ostatni rok odprawił jego opiekun duchowy ks. proboszcz Andrzej Maciejewski. - Polecamy wszystkich małżonków, a w sposób szczególny tych którzy przeżywają kryzys – zachęcał do wspólnej modlitwy ks. Andrzej.

- Mamy za co dziękować, to był wspaniały rok dla naszego ogniska, wiele wspaniałych inicjatyw, rekolekcji, wyjazdów, uroczystości, w których braliśmy udział ubogacając siebie, a także innych swoim doświadczeniem – wyjaśnia Katarzyna Goś – Góralczyk, lider przasnyskiego ogniska Sychar. - Do naszego ogniska trafiają poszukujące wsparcia i pomocy osoby nie tylko z naszej parafii, czy miasta, ale też z Ciechanowa, Mławy, Szczytna, Żuromina i Ostrołęki.

- Każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania – przypomniał podczas Eucharystii ks. Andrzej Maciejewski. - Moc sakramentalnego małżeństwa jest tak wielka, że potrafi przezwyciężyć najróżniejsze przeszkody. To bohaterstwo trwać w wierności przysiędze małżeńskiej niezależnie od tego, co czyni współmałżonek.

Na każdej Mszy św. można było wysłuchać poruszającego świadectwa Magdaleny Miłkowskiej z Gdańska. Bardzo przeżyła kryzys swojego małżeństwa. - Myślałam, że świat mi się zawalił, grunt usunął mi się spod nóg. – zwierzała się Magdalena. - Tak naprawdę nie wiedziałam, co to jest sakrament małżeństwa. Nie wiedziałam, że od dnia, kiedy ślubowałam mojemu mężowi, jestem dla innych mężczyzna ogrodem zamknionym i źródłem zapieczętowanym. Czyli jestem tylko i wyłącznie mojego męża, bo jemu przysięgałam przy ołtarzu. Od przysięgi sakramentalnej nie ma żadnych odstępstw, żaden człowiek nie może tego rozdzielić. To przysięga na całe życie, aż do śmierci. Ale bez pomocy Pana Boga to się nie uda. Myślałam, że Bóg nie jest potrzebny w moim małżeństwie, że mi tylko mój mąż. Chodziłam kiedyś do kościoła, ale byłam taką niedzielną katoliczką. Cieszę się, że Pan Bóg otworzył mi oczy w tak młodym wieku. Do wspólnoty Sychar trafiają ludzie z coraz krótszym stażem małżeńskim, liczonym nawet w miesiącach. Te małżeństwa są do uratowania, tylko, że do tego potrzeba wola ludzka - moje "chcę" do Pana Boga. Dzięki temu, że powiedziałam: "chcę" Panu Bogu, stoję tu przed wami i mogłam uciec kiedy było naprawdę źle. Nie wiem kiedy by to się skończyło, gdybym nie miała wiary, gdybym nie miała czego się złapać. Bo złapałam się wtedy Boga i za to będę Mu dozgonnie wdzięczna. Każde sakramentalne małżeństwo jest do uratowania. W naszej wspólnocie mamy bardzo dużo tego przykładów, małżeństw, które mogłoby się wydawać, że nie są kompletnie do uratowania, gdzie małżonkowie wracają po kilku, kilkunastu, a nawet 20 latach. W naszej wspólnocie mówi się, że to ja mam się nawrócić. Nie mam wpływu na drugiego człowieka, na jego decyzje. Bóg dał każdemu człowiekowi wolność i to od nas tak naprawdę zależy, jak z tej wolności skorzystamy. Jestem Mu wdzięczna, że przyprowadził mnie do siebie, że mogę się cieszyć już tu na ziemi szczęściem z Nim i z drugim człowiekiem. Bo tak naprawdę relacja z Panem Bogiem odzwierciedla moje relacje z drugim człowiekiem. Ja tych relacji nie miałam. Pan Bóg mnie uczy co to jest miłość, przysięga małżeńska, zachowanie wierności. Często w dzisiejszym świecie czuję się tak, jakbym była pierwszą chrześcijanką, prześladowaną przez ten świat, który mnie nie rozumie. Ale przecież Chrystus zapowiedział, że jeśli pójdziemy jego drogą to będziemy prześladowani, ale będziemy też szczęśliwi.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama