Nowy numer 44/2020 Archiwum

Silny Bóg i łaskawa Matka

Słowa o Czarnej Madonnie z Jasnej Góry, która „...słynie cudami na cały ten świat”, nie są tylko pieśnią przeszłości. Gdzie przechodzi Maryja, drżą i zmieniają się serca. Tak jest teraz u nas!

Gdy dwa tygodnie temu obraz nawiedzenia przybył do parafii św. Marcina w Gostyninie, na łamach parafialnego pisma przypomniano mieszkańcom miasta historię sparaliżowanego człowieka, który w 1929 r. „deski zostawił na Jasnej Górze, a do Gostynina wrócił wraz z pielgrzymami na własnych nogach”.

Uzdrowienie 53-letniego Michała Bartosiaka zostało dobrze udokumentowane w jasnogórskich kronikach. Gdy 40 lat temu Misje św. przed peregrynacją obrazu w Gostyninie prowadził o. Melchior Królik, paulin, i opowiadał o tym cudzie, zdarzenie to potwierdziło 53 naocznych świadków, którzy złożyli zeznania, wyrażając gotowość potwierdzenia przysięgą, że osobiście widywali Michała Bartosiaka jako kalekę czołgającego się na deskach, a potem widzieli go chodzącego na własnych nogach po powrocie z Jasnej Góry. Był on postrachem mieszkańców przytułku dla starców i kalek w Gostyninie, a jako zdeklarowany socjalista szydził z wiary i wszczynał awantury. Było tak do pewnego dnia w kwietniu 1929 r., gdy postanowił całkowicie zmienić swoje życie. W czerwcu poprosił, aby mógł pojechać do Częstochowy. Zaczął pościć dwa razy w tygodniu o chlebie i wodzie, i wszystkim powtarzał, że ma mocną nadzieję, że wróci zdrowy. Był poranek 14 sierpnia, gdy Michał Bartosiak po podróży z Gostynina pociągiem do Częstochowy na swojej desce doczołgał się do bram Jasnej Góry. Jak mówili świadkowie, w czasie pierwszej Mszy płakał i modlił się. Rozpoczęła się druga Msza. I w czasie przeistoczenia nagle ciałem sparaliżowanego pielgrzyma wstrząsnął dreszcz, a bezwładne nogi przeszyły jakby ogniste strzały. Natychmiast wstał, został uzdrowiony. Następnie pod przysięgą złożył świadectwo o swoim uzdrowieniu. Zaświadczył to również ks. Gracjan Matysiak z Kostrzynia Wielkopolskiego, który odprawiał właśnie tę Mszę w kaplicy cudownego obrazu. Uzdrowiony opowiadał wszystkim o otrzymanej łasce. „Na wieść o cudzie, wszyscy kalecy wybierają się do Częstochowy, a nawet Żydzi biją się w piersi, mówiąc: »Silny Bóg katolicki!«” – pisała s. Irena Nestorowiczówna, która pracowała w Gostyninie. A dziś... w każdej parafii przy obrazie Matki Bożej płonie kaganek wiary – znak nawiedzenia w diecezji płockiej, a ojcowie paulini ustawiają pustą stągiew, aby napełniła się wotami i kartkami z modlitwą. Jak sami zaświadczają, doba nawiedzenia jest czasem cudów i Bożej mocy. Na podstawie: o. Melchior Królik, Cuda i łaski zdziałane za przyczyną Matki Bożej dawniej i dziś, Paulinarum, Częstochowa – Jasna Góra 2006.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama