Nowy numer 43/2020 Archiwum

Z kraju Arki Noego

Młodzi Ormianie są jedną z liczniejszych grup pielgrzymów, które chcą przyjechać do diecezji płockiej na Światowe Dni Młodzieży.

plock@gosc.pl Od górzystej, malowniczej Armenii dzieli nas kilka tysięcy kilometrów. Ten nieduży kraj, graniczący z Gruzją, Iranem, Turcją i Azerbejdżanem, jest jedną z republik postsowieckich, a jego trudne geopolityczne położenie zaważyło na historii, wyciskając na niej tragiczne piętno. Jednocześnie to starożytna ziemia, na której chrześcijaństwo obecne jest od ponad 1700 lat. Armenia to pierwsze państwo na świecie, które przyjęło wiarę w Chrystusa jako swoją oficjalną religię.

W herbie narodowym ma górę Ararat, na której, wedle przekazów biblijnych, miała osiąść Arka Noego po potopie, dziś znajdująca się jednak na terytorium Turcji. Jak przekonują pracujący tam duszpasterze, przywiązanie Ormian do wiary i Kościoła jest bardzo silne, wypisane w ich sercach. Z tego kraju chce przyjechać do nas ponad 300 młodych ludzi. Chcą podzielić się swoją wiarą, kulturą i oryginalną tradycją.

Poznać nieznany kawałek świata

W mieście Giumri, drugim co do wielkości po stołecznym Erywaniu, mieszkają ks. Rafał Krawczyk, pochodzący z naszej diecezji, i ks. Karnik Youssef z Syrii. Pracują w parafiach oddalonych od Giumri; ks. Rafał w peryferyjnie położonym i ubogim regionie Aszotska, gdzie jest 7 wiosek i 3 kościoły. W trochę lepszej kondycji materialnej jest parafia ks. Karnika. Od miesięcy duszpasterze intensywnie pracują z młodzieżą, która chce przyjechać na ŚDM do Polski. Jak mówi ks. Rafał Krawczyk, młodzi Ormianie liczą, że w Polsce spotkają wierzącą młodzież, że odkryją nowe horyzonty, że poznają ciekawy i nieznany im wcześniej kawałek świata. Z ks. Rafałem przyjedzie młodzież, która w większości angażuje się w życie parafii. – Jest to młodzież, która mieszka na wsi. Niektórzy jeszcze się uczą, inni pracują, ale przede wszystkim pochodzą z najuboższej części kraju. Ormianie nie znają bliżej naszego kraju. Staram się więc im opowiadać o swojej ojczyźnie – mówi ks. Rafał. Gdy przyjadą do nas, będzie można się z nimi porozumiewać po angielsku, część z nich mówi również po rosyjsku. – Moja parafia to armeńska katolicka wioska, która liczy 2500 osób. Wcześniej pracował tu charyzmatyczny ksiądz, który włożył w serca jej mieszkańców wiarę, dlatego są bardzo przywiązani do Kościoła. Staram się kontynuować jego misję, jak potrafię. Jednak jedna rzecz jest bardzo potrzebna w pracy duszpasterskiej; ksiądz musi być na miejscu, w parafii. Musi być wśród swoich ludzi, modlić się z nimi, pracować z nimi. Tak było wcześniej w przypadku mojej parafii, bo ksiądz był wśród tych ludzi, mieszkał tam – opowiada ks. Youssef. W Armenii rozpoczął swój 3. rok pracy. Urodził się i wychował w Syrii. Po święceniach w swojej ojczyźnie pracował jako ksiądz przez 10 lat; był tam jeszcze przez dwa lata po wybuchu wojny. Otrzymał pozwolenie od biskupa katolicko-ormiańskiego z Syrii na pracę duszpasterską w Armenii. Jacy są młodzi katolicy w Armenii? – Są przywiązani do wiary, mają dobre fundamenty. Na zachodzie Europy młodzi oddalili się od Kościoła, ale w Armenii jest inaczej. Uczestniczą w Mszach św. i nabożeństwach. Tutaj wiara ma głębokie podstawy, przekazywane od pokoleń – mówi ks. Karnik. Jest on głównym koordynatorem przygotowań do Światowych Dni Młodzieży w Ordynariacie Europy Wschodniej dla Ormian katolików, który obejmuje wszystkie kraje byłego Związku Radzieckiego.

Żyją ŚDM i papieżem

W Płocku możemy się spodziewać młodych z Armenii, Gruzji, możliwe że dołączą do nich też katolicy ormiańscy z Libanu, w sumie do 350 osób. Przyjadą tu ze swoją bogatą ormiańską tradycją i wiarą, jak zapewnia ks. Youssef. Przedsmak takiej wymiany mieli uczestnicy w czasie lipcowego Festiwalu Młodych naszej diecezji, gdy na jeden dzień przyjechała do Płocka Tereza Karapertyan, która od kilku lat mieszka i pracuje w Warszawie. – Myślę, że będzie bardzo ciekawie. Kiedy przyjadą tu Ormianie, nie tylko będą dawać coś z siebie, ale i coś otrzymają. To będzie taka duchowa i kulturowa wymiana – mówiła wtedy Tereza. Przywiezione przez nią bajecznie kolorowe i bogate stroje ludowe mieszkańców Zakaukazia biły na festiwalu rekordy popularności. – Zawsze w przypadku ŚDM ważna jest wymiana idei, tradycji między różnymi krajami. Oczywiście, głównym celem jest modlitwa, ale nawet ona może być polem wymiany różnych tradycji, umysłowości, mentalności. Armeńczycy myślą trochę inaczej niż młodzi ludzie w Polsce. Wszyscy razem mogą zrobić coś wyjątkowego – zapewnia ks. Karnik. Tam, na ziemi armeńskiej, przygotowania już trwają; grupa młodych ma za sobą trzy duże spotkania, podobne do naszego festiwalu. – W trakcie takich spotkań omawiane są idee ŚDM; wyjaśniamy, co jest naszym głównym celem wyjazdu do Krakowa. Przypominamy, że nie jest to wyjazd turystyczny, ale podstawowym celem tego spotkania jest modlitwa z papieżem Franciszkiem i wszystkimi młodymi ludźmi z całego świata – mówi ks. Karnik. – Mamy też takie duże spotkania młodych w Armenii. Problemem jest jednak to, że nie możemy spędzić z nimi wiele czasu, zwykle to tylko jeden dzień. W tym czasie uczestniczą w różnych zajęciach, warsztatach, dyskusjach, spotkaniach wokół Biblii. Chciałbym zorganizować coś w postaci 2-, 3-dniowego letniego obozu, ale na razie nie mamy takich możliwości finansowych – przyznaje duszpasterz. W tych dniach katolicy obrządku ormiańskiego przygotowują się jednocześnie do wizyty papieża Franciszka w ich ojczyźnie we wrześniu. – Ormianie czekają na ten historyczny moment. Szczególnie oczekują wspólnej modlitwy o pokój na świecie, w Armenii, w krajach arabskich jak Syria, Irak – mówi ks. Youssef.

Wołanie o pokój

Dla ks. Karnika modlitwa o pokój ma osobisty charakter. – Wojna w Syrii przyniosła ogromne zniszczenia i zagrożenia nie tylko w sensie materialnym, fizycznym, ale mam też na myśli ludzkie serca – mówi. – Przed wojną chrześcijanie, mimo że byli w Syrii w mniejszości, żyli w dobrych warunkach i mówię tu o wszystkich płaszczyznach życia. Na przykład gdy chrześcijanie chcieli zbudować jakiś kościół, nie wymagano pozwoleń. W tym względzie była całkowita wolność. Tylko w Syrii kościoły i szkoły parafialne nie płaciły za elektryczność i wodę. Chrześcijanie żyli w pokoju i jedności. Przed wybuchem wojny w 2011 r. nie było też podziałów między chrześcijanami i muzułmanami. Naprawdę żyli w prawdziwymi braterstwie. Wojna zmieniła wszystko, ale wszyscy są też jej ofiarami – mówi z naciskiem ks. Karnik, którego rodzina, podobnie jak większość syryjskich chrześcijan, musiała uciekać z kraju. – Europejskie kraje powinny mieć właściwy obraz rzeczywistej sytuacji w Syrii. W Europie oskarża się teraz o zamachy przede wszystkim Syryjczyków. Dlaczego? My jesteśmy takimi samymi ludźmi. Chcemy również żyć w pokoju, rozwijać się, pracować. Myślę, że to jest także zadanie Kościoła, by pokazywał prawdziwy obraz Syrii, jej mieszkańców, szczególnie chrześcijan – przekonuje duszpasterz z Armenii. Czego potrzebują dziś syryjscy chrześcijanie? – W Syrii nie było tak wielu biednych ludzi; teraz, oczywiście, potrzeba wszystkiego. Nie ma na przykład elektryczności, bo wszystko jest zniszczone. Ceny żywności bardzo wzrosły. Jeśli chcesz wypić wodę, musisz ją kupić. Trzeba kupić też generator prądu, bo nie ma elektryczności. Ale myślę, że jeszcze bardziej Syryjczykom potrzeba moralnego wsparcia. Nawet w czasie wojny chcą żyć, chcą pokazać, że są ludźmi wiary – mówi ks. Karnik. •

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama