Nowy numer 44/2020 Archiwum

Udany przepis na młodość

Do Czerwińska n. Wisłą przyjechali ministranci i schole z całej diecezji.

Organizatorzy I Diecezjalnej Pielgrzymki Liturgicznej Służby Ołtarza mówią o 2 tys. uczestników. W czasie wspólnej modlitwy uczestnikom pielgrzymki towarzyszyły relikwie bł. José Sánchez del Río i hasło: „Viva Cristo Rey!”. Bp Mirosław Milewski w czasie homilii zwrócił uwagę, że takie święto służby liturgicznej zachęca ministrantów do dalszej służby.

– Wierność Jezusowi zawsze kosztuje! Wy także musicie udowadniać swoją wierność. Pewnie czasami słyszycie nieprzyjemne komentarze czy żarty z waszego zaangażowania w życie Kościoła. Pamiętajcie jednak, że jako uczniowie Pana Jezusa musicie odważnie dawać świadectwo swojej wiary. Wiedzcie, że każdy wasz dobry czyn, szlachetny gest, każda wasza uczciwość przynosi i będzie przynosić plon obfity – w waszej szkole, w waszych rodzinach i zwłaszcza w waszym życiu. To jest wasze wyznanie wiary! Może gdy służycie przy ołtarzu, ktoś z was zobaczy, że życie kapłańskie czy zakonne jest ciekawe i potrzebne. Dziękuję wam, że – mówiąc językiem Ewangelii – „tracicie wasze życie dla Jezusa”. Pozostańcie wierni Jezusowi – zwracał się do młodych bp Milewski.

Pierwsza gorliwość

– Zostałem ministrantem, gdy miałem 8 lat, czyli kilka miesięcy po przyjęciu I Komunii św. – mówi Dominik Krzykowiecki z parafii św. Anny w Serocku. – Jest to już 15. rok mojej służby przy ołtarzu. Wciąż pamiętam, jak byłem kandydatem i miałem przyjąć komżę i pelerynkę – wspomina Dominik. – Bycie ministrantem kojarzy mi się przede wszystkim z gorliwą służbą Panu Bogu przy ołtarzu. Staram się o tym pamiętać również poza murami kościoła. Każdy ksiądz opiekun, który zajmował się naszą grupą, uczulał nas na to, że ministrant to osoba mająca dawać przykład swoimi czynami; że ministrantem jest się wszędzie – opowiada Dominik. – To mi pomaga kształtować wiele dobrych cech: pobożność, sumienność i odpowiedzialność. Z ministrantów wyrasta potem wielu księży. Dziś wiem, że także na ministrantach spoczywa wielka odpowiedzialność za piękno liturgii – uważa Dominik. Jak przyznaje, w trudnych chwilach pomagają mu słowa, które wypowiada zawsze przed służbą przy ołtarzu: „Proszę Cię, Jezu, daj mi siłę, bym po każdym upadku mógł na nowo chodzić po Twoich śladach”. – Na początku było to podejście bardzo dziecinne – wspomina Mateusz Rosiak z parafii św. Józefa w Płocku, który jest ministrantem od 9 lat. – Nie rozumiałem do końca, co to znaczy. Świadoma posługa zaczęła się, gdy byłem w gimnazjum. Miałem wiele pytań o wiarę, jednak wtedy odkryłem grupę oazową. To w niej uświadomiłem sobie, że wiara nie jest czymś wmówionym na siłę, czy bezmyślnie przyjętym, ale powinna być przyjęciem Bożego działania w moim życiu. Bycie ministrantem jest dla mnie przybliżaniem się do Pana Boga przez posługę przy ołtarzu. Dzięki temu mogę zbliżyć się do Niego i poznać Go jeszcze bliżej. Zdarza się, że czasem koledzy śmieją ze mnie, ale ja nie przejmuję się tą krytyką. Staram się w ogóle nie zwracać na to uwagi, ale iść dalej, bo wiem, że służę Bogu i moja postawa ma być świadectwem katolika, który głosi Dobrą Nowinę. Idę z Panem w codzienność i wiem, że mogę nieść Go innym, a szczególnie tym, którzy go nie przyjmują – dodaje. Mateuszowi pomagają słowa animatorki, która kiedyś powiedziała do niego: „Nie mów ludziom o Jezusie, kiedy nie chcą, ale żyj tak, aby się o Niego pytali”. – Z perspektywy czasu dostrzegam, że to właśnie ministrantura zmieniła moje życie. Zacząłem patrzeć na życie z zupełnie innej perspektywy i za to powołanie do liturgicznej służby dziękuję Bogu – mówi Mateusz.

Szukanie powołania

Dla wielu ministrantów, których spotkaliśmy w Czerwińsku, służba przy ołtarzu to coś wielkiego i wyjątkowego. – Kiedy staję przy ołtarzu, czuję, że uczestniczę w czymś niezwykłym – mówi Piotr Osipowicz, ministrant z parafii Miłosierdzia Bożego w Gostyninie. – Znam swoją rolę i zadanie posługi. Wiem, komu służę. Myślę, że każdy z młodych chłopców, przyglądając się tej służbie, odnajdzie swoje powołanie, aby trwać i służyć Bogu przy ołtarzu – dodaje Piotr. Ale ministrantura to nie tylko obecność w kościele i cotygodniowe zbiórki. To również rajdy, wspólne ogniska i wyjazdy. Jednym słowem: to łączenie modlitwy z młodością, radością i przyjaźnią – bardzo dobra i sprawdzona synteza i udany przepis na młodość.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama