Nowy numer 43/2020 Archiwum

Nie ma rzeczy niemożliwych

Spośród ponad 100 kandydatów z całej Polski do tytułu Miłosierny Samarytanin państwo Sobańscy z Płocka znaleźli się w ścisłym gronie laureatów. Od wielu lat Bogdan Sobański walczy o lepsze jutro osób niepełnosprawnych i wykluczonych.

Kiedy ktoś jest w Paryżu, fotografuje się zwykle przy wieży Eiffla; ja robiłem sobie zdjęcia przy toaletach dla niepełnosprawnych osób... – wspomina Bogdan Sobański, lekarz i społecznik. Ale to nie był dowód specyficznego poczucia humoru. Z tymi zdjęciami pukał potem do drzwi lokalnych urzędników, by pokazać, że można tak zadbać o te najprostsze, ale i konieczne potrzeby ludzi chorych, na wózkach inwalidzkich.

Przez lata doktor Sobański, lekarz medycyny pracy, angażował się w tworzenie stanowisk pracy chronionej, przyczynił się do powstania pierwszych Warsztatów Terapii Zajęciowej dla osób niepełnosprawnych w Płocku i, co ciekawe, pierwszych w Polsce podobnych warsztatów w zakładzie karnym. Wraz z żoną Janiną założył Związek Ludzi Dobrej Woli „Pomoc” i z wielką determinacją walczy o powstanie Centrum Pomocy Chorym im. Jana Pawła II w Sierpcu.

Gdy ich nominacja powędrowała do krakowskiego Wolontariatu św. Eliasza, który przyznaje co roku zaszczytny tytuł Miłosierny Samarytanin, państwo Sobańscy zebrali tak wiele głosów, że znaleźli się w ścisłym gronie laureatów w kategorii „pracownik służby zdrowia, dla którego pomoc chorym jest powołaniem, a nie tylko rutynowym wykonywaniem obowiązków”.

Pomoc bez granic

Taka pasja społecznikowska nie bierze się znikąd. – Moja babcia miała w Tuszynie pod Łodzią skład materiałów aptecznych. Była szczęśliwa, gdy mogła komuś pomóc i pomagała bardzo wielu ludziom – wspomina lata dzieciństwa pan Bogdan. – Później, gdy byłem w szkole, miałem przyjaciela, który zaczął chorować, ja się nim opiekowałem. Niestety, jako student odebrał sobie życie. Moim rodzicom amputowano kończyny dolne. Ogromny bagaż najprzeróżniejszych doświadczeń... – mówi lakonicznie laureat statuetki Miłosierny Samarytanin.

Po studiach – praca w Łowiczu, Szczytnie, Płocku i tworzenie miejsc pracy chronionej dla osób z inwalidztwem, powstałym w wyniku choroby lub wypadku. I wielka satysfakcja, gdy osobie wykluczonej z powodu niepełnosprawności udało się zapewnić miejsce godnej pracy. Pan Bogdan pamięta mężczyznę z kończynami praktycznie pozbawionymi palców – w Szczytnie zorganizował dla niego takie zajęcie, w którym posługiwał się jednym palcem.

W Płocku przyczynił się do powstania pierwszych Warsztatów Terapii Zajęciowych, by osoby niepełnosprawne nie były uwięzione we własnych czterech ścianach. Ma coś po swojej babci: spontanicznie pomaga czasem zupełnie obcym ludziom, wyrzuconym z różnych powodów na margines. Raz wziął pod opiekę do własnego mieszkania osobę chorą na SM, innym razem przenocował bezdomnego, który na krótki czas stracił wzrok. – Moja żona ma do mnie ogromną cierpliwość – przyznaje z uśmiechem lekarz.

Centrum z marzeń

To właśnie pani Janina jest przewodniczącą Związku Ludzi Dobrej Woli „Pomoc”. Małżeństwo razem zabiega o utworzenie Centrum Pomocy im. Jana Pawła II w Sierpcu, wraz z warsztatami terapii zajęciowej, których w tym mieście jeszcze nie ma. – To był zamysł Jana Nowakowskiego, prezesa Stowarzyszenia Chorych na Stwardnienie Rozsiane, Ich Opiekunów i Przyjaciół – przypomina Bogdan Sobański. – Pan Jan opowiadał mi kiedyś, w jakich okolicznościach dowiedział się o swojej chorobie. W szpitalu otrzymał jednocześnie dwie wiadomości: że choruje na SM i że papieżem został Polak. Po latach utworzył stowarzyszenie chorych na SM, ale jego pragnieniem było jeszcze stworzenie centrum im. Jana Pawła II dla osób chorych i niepełnosprawnych. Pana Jana nie ma już z nami, a ja próbuję zrealizować ten zamysł – dodaje lekarz społecznik. Gdy w Krakowie 8 kwietnia odbierał z żoną statuetkę Miłosiernego Samarytanina, powiedział, że to wyróżnienie należy się przede wszystkim panu Janowi. – Chciałem wyjaśnić, dlaczego, ale z emocji nie mogłem już powiedzieć więcej – wspomina.

Lekarz ma nadzieję, że wreszcie uda się wcielić marzenia w życie. W marcu złożył do urzędu miasta w Sierpcu 150 podpisów pod inicjatywą uchwałodawczą, dotyczącą utworzenia WTZ. W sumie udało mu się zebrać wśród mieszkańców ponad 2 tysiące podpisów, ale z powodu błędów formalnych zostały one odrzucone. Centrum miałoby powstać w budynku po dawnym kinie „Jutrzenka”, ale obecnie jest on w bardzo złym stanie. Pan Bogdan nie traci nadziei, mimo że jego zabiegi rozbijają się o mur obojętności.

– Nie wiem, czy się uda, ale wiem jedno. Jeśli tego nie będę robić, to na pewno się nie uda. A tu jest szansa. Uważam, że mamy ogromny potencjał intelektualny i ogromy potencjał dobrej woli w społeczeństwie. Z drugiej strony widzę brak wiary w to, że można coś zrobić, a ja wychodzę z założenia, że nie ma rzeczy niemożliwych – mówi laureat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama