GN 45/2019 Archiwum

Obcy, znaczy swój?

Społeczeństwo. Dramat uchodźców jest wyzwaniem dla Europy i Kościoła, a także znakiem zapytania i chrześcijańskiego niepokoju. Warto się przyjrzeć, jak on wyglądał w przeszłości w naszej diecezji, bo w naszym regionie z tym problemem zmierzono się już między innymi 90 i 20 lat temu.

Przynajmniej dwukrotnie w najnowszej historii pojawili się uchodźcy na terenie diecezji płockiej: w czasie wojny polsko-bolszewickiej w 1920 r. i całkiem niedawno, w latach 90., gdy utworzono ośrodek dla nich w niewielkim Smoszewie n. Wisłą. Za każdym razem, jak i teraz, inne były okoliczności i różni byli ci, którzy przychodzili po pomoc. Czego tym razem może nas nauczyć historia?

Przychodzą ci nieszczęśliwi

Wśród listów pasterskich bł. abp. Antoniego Juliana Nowowiejskiego znajdujemy krótką „Odezwę do gospodarzy o przyjęcie pod dach rodaków uciekających przed wojskiem bolszewickim” z 19 lipca 1920 roku. Wtedy, w wyniku ofensywy bolszewickiej, ludność ze wschodnich Kresów kierowała się do centrum kraju, również na Mazowsze. Sytuacja musiała być naprawdę trudna, skoro biskup płocki pisał: „tysiące rodzin ucieka i szuka ocalenia życia pośród nas. Przerażeni, znękani, zostawiwszy cały swój majątek na pastwę wrogów wszelkiej wiary chrześcijańskiej, przychodzą ci nieszczęśliwi już do nas”. I dalej zwracał się bp Nowowiejski do swych wiernych: „Miłość chrześcijańska nakazuje, byśmy ich przyjęli z otwartymi rękami, dali przytułek i opiekę u siebie. Rząd ze swej strony zapomóg szczędzić nie będzie, ale nim nawet to nastąpi, my z pobudki miłości bliźniego, powinniśmy rodaków naszych, braci naszych Polaków z kresów ojczyzny naszej, uratować od głodu, od chorób, od zaguby zarówno starszych jak i dzieci, wszystkich rozmieścić po wsiach naszych. Niech w razie potrzeby w każdej parafii utworzy się komitet pod przewodnictwem ks. proboszcza, który by się zajął rozmieszczeniem nieszczęśliwych. Co dzisiaj ich spotkało, może nas spotkać jutro. Czego dziś oni od nas potrzebują, jutro my może będziemy od innych potrzebowali. Zresztą Pan Bóg za każdy kubek wody, podanej potrzebującemu, odpłaci swoją niezmierzoną nagrodą” – czytamy w odezwie biskupa z 1920 roku.

Mała parafia, wielka gościnność

Niewielkie Smoszewo stało się znane wiosną 1993 roku. Ministerstwo Spraw Zagranicznych wybrało tę miejscowość pod Zakroczymiem i utworzyło ośrodek dla uchodźców. Pisze o nim w swojej niedawno wydanej książce-wspomnieniach ks. Waldemar Nowak, emerytowany proboszcz tej parafii. „Pierwsza grupa przybyła do Smoszewa na wiosnę1993 roku i zamieszkała na pierwszym piętrze internatu głuchoniemych. Liczyła 53 osoby różnego wieku. Byli to Bośniacy. Była Wielkanoc. Nasi ludzie szli do kościoła i ze dziwieniem zobaczyli nieznanych ludzi robiących porządki, pranie, trzepanie dywanów. Wszystko się wyjaśniło po kilku dniach. Goście mieli swoje święto później. Uchodźcami z Bośni media jakby nie interesowały się. Ja też nie miałem z nimi kontaktów. Wszystko się zmieniło, gdy do Smoszewa zawitała jeszcze większa grupa uchodźców z Kosowa. Przedstawiciele telewizji, radia i prasy chcieli mieć z nimi kontakty – nie mogli. Zwracali się do mnie, abym im pomógł. Czasami udawało się. Później już nie było problemów z kontaktami. Do mnie ktoś zwrócił się z pytaniem: – Dlaczego wy, chrześcijanie, katolicy, tak życzliwie przyjmujecie wyznawców islamu? Odpowiedź była krótka: – To są ludzie, ludzie biedni, bez domu, rodziny, z dziećmi, takim Pan Jezus kazał pomagać. Napływały dary dla Kosowian. Ksiądz biskup Kamiński przysłał dary przez dyrektora Caritas ks. Jerzego Zająca. (...) Dzieci uchodźców zaczęły też chodzić do naszej, polskiej szkoły w Emolinku. Kiedyś wracając do Smoszewa, zabrałem dwie dziewczynki wracające ze szkoły. Zapytałem je o stopnie. Była klasówka z języka polskiego. Polka dostała niższy stopień od swojej koleżanki z Kosowa! Może inne kryteria pani zastosowała? Szczególnie zapamiętałem hojne, różnorodne dary przywiezione z Płocka od Klubu Inteligencji Katolickiej. Przywiozła je ówczesna pani prezes z mężem. Ta pomoc przedłużyła się na dalsze lata, aż do wyjazdu Kosowian ze Smoszewa”.

Muzułmanie w kościele

„Do Smoszewa przybywali uchodźcy z innych krajów objętych wojnami, rozruchami. Mieszkali tu uchodźcy ze Sri Lanki, z Iraku, z Afganistanu. Ostatnie lata mojego pobytu w Smoszewie to już tylko mieszkańcy Czeczenii. Na niedzielę 4 lipca 1999 r. zaprosiłem do kościoła na spotkanie ekumeniczne wszystkich naszych gości. Zaprosiłem też ks. Henryka Seweryniaka z Płocka. Uznał, że muzułmanie nie przyjdą do kościoła. Jednak przyszli. Widziałem pewną prawidłowość. Najstarsi wyznawcy islamu, a zarazem najgorliwsi stali daleko od ołtarza, w średnim wieku już bliżej, najmłodsi – dzieci w pierwszych szeregach, ławkach. Barierę językową łatwo pokonaliśmy. Wśród naszych gości byli ludzie nauki, artyści... Jeden z nich, trochę znający nasz język był tłumaczem. Lekcje we Mszy św. czytała pani z Ukrainy – wg zwyczaju prawosławnego na głowę miała zarzucony czarny welon. Spotkanie dopełniło się przed plebanią, gdzie w szczególności dzieci cieszyły się ze słodkich upominków. (...) Zgoda ujawniała się np. w niedzielę Świętej Rodziny, gdy do wspólnego zdjęcia naszych rodzin stawały też rodziny uchodźców. Przy adoracji Krzyża w Wielki Piątek też spotykaliśmy mieszkańców Sri Lanki – Cejlonu. (...) Ze wszystkich uchodźców najbardziej zapamiętałem panią Ritę i jej córeczkę. Pochodziła z Iraku. Był też i jej mąż, ale z nim tylko parę razy się spotkałem przy kościele. Zapamiętałem, że bardzo źle wyrażał się o ich przywódcy Saddamie Husjanie, że to przed nim uciekli z kraju. Pani Rita była osobą bardzo religijną. Bardzo! Na Msze św. przychodziła bardzo wcześnie, długo pozostawała w kościele, również po zakończeniu nabożeństwa. Nie umiałem się z nią dokładnie porozumieć. Pewnie była chrześcijanką nowo nawróconą – neofitką. Wyjechali do Danii. Kiedyś zabrałem po drodze młodego Białorusina. Jechał do pracy w Nowym Dworze – w restauracji. Bardzo źle mówił o swoim przywódcy – Łukaszence. Coraz więcej cudzoziemców zaczęło przyjeżdżać do pracy przy zbiorach owoców czerwonych. Byli to przeważnie Ukraińcy. Oni też przychodzili na Msze św. do naszego kościoła, przeważnie z rodzinami, u których byli zatrudnieni. Spotykałem ich także w maju przy figurkach. Wyróżniali się pięknym śpiewem swoich melodii” – pisze autor książki „Śladami czasu”. Na koniec swych wspomnień i spotkań z uchodźcami w Smoszewie ks. Nowak przytacza opinię, którą znalazł w tytule artykułu jednej z gazet: „W Smoszewie obcy – znaczy swój”.

Pytania o dziś i jutro

Oczywiście aktualna sytuacja jest nowa i wymaga analizy oraz szybkiej odpowiedzi również ze strony Kościoła. Pisze o tym na swym blogu ks. prof. Ireneusz Mroczkowski. „Dlaczego współczesna, niby zjednoczona Europa, jest bezradna wobec uciekinierów? Naraz okazuje się, że brak jej wspólnego języka w kwestii wartości podstawowych, egoizm narodowy odsłania nie tylko pustkę po chrześcijańskiej miłości bliźniego, ale i żenującą bezradność instytucji europejskich. Czy więc, kochani Europejczycy z Brukseli, słusznie robicie, za wszelką cenę wyrzekając się chrześcijańskich korzeni, zamiast wzmacniać nimi owe oświeceniowe? Czy naprawdę wierzycie, że płynącą z Krzyża miłość bliźniego można zastąpić działalnością wolontariacką i solidarnością posegmentowaną? No i wreszcie po co wyśmiewać ludzi sumienia, skoro dla nich prawda moralna nie jest płynna, obojętna i nijaka. To sumienie ostatecznie zobowiązuje do skutecznego i słusznego podjęcia takich działań, nad którymi prześlizgnie się wzruszenie, patos czy zbiorowe współczucie. Nie, nie chodzi tylko o zadawanie pytań. To byłoby zbyt łatwe wobec tragedii, jaką obserwujemy codziennie na ekranach telewizorów. Dlatego dobrze, że polscy biskupi nie milczą wobec tej tragedii, budząc nasze sumienia i – daj Boże – uruchomiając charytatywne struktury kościelne” – napisał ks. Mroczkowski.•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

  • Gość
    04.09.2016 19:09
    Gdzie mogę zakupić wyżej wymienioną książkę, gdzie te wspomnienia zostały ujęte? Przewertowałam cały internet i książka jakby nie istniała.... Bardzo mi zależy bo ksiądz Nowak to wspaniały człowiek i bardzo dobry kapłan.
    doceń 0

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama