GN 45/2019 Archiwum

Zostaw empetrójkę

Co ze sobą wziąć w drogę? Co będzie zbędnym balastem? To pytania, które zadaje sobie każdy pątnik. Na szlaku okazuje się, jak niewiele nam potrzeba.

Pakowanie wszystkim przychodzi z trudem. O tym, czego nie pominąć, a co można zostawić w domu, najlepiej opowiadają zapaleni wędrowcy. Dla nich pielgrzymka to wyprawa na niezwykłe rekolekcje.

Czerwony but papieża

– Pamiętam swoją pierwszą pielgrzymkę, którą odbyłam w 1990 r. Nie wiedziałam, co ze sobą zabrać, ale na szczęście podpowiedziały mi koleżanki, które już wcześniej pielgrzymowały. Wymieniały, oczywiście, wygodne buty, dużo ubrań, pałatkę wojskową i wiele innych przydatnych rzeczy – opowiada Joanna Glinka, która szła na Jasną Górę pięć razy. Jak wspomina, plecak miała wypakowany po brzegi. Druga torba wypełniona była konserwami i pasztecikami, czyli standardowym jedzeniem, które wypełnia bagaż pątnika. Najwygodniejszymi butami, jakie wtedy zabrała, były espadryle. Jednak nie wytrzymały one codziennie przemierzanych kilometrów. – Buty nie wytrzymały i niestety się zniszczyły. Czułam, że piętami szoruję po asfalcie. Miałam strasznie poranione obie stopy. Zostały mi się tylko klapki. Gdy padał deszcz, spadały mi z nóg. Więc niektóre odcinki drogi szłam boso – mówi z uśmiechem pani Joanna. Na kolejnej pielgrzymce na jednym z postojów zostawiła czerwony kubek. W jej przypadku potwierdziło się powiedzenie: „Zostaw coś w danym miejscu, to tam wrócisz”. Na szlak wróciła rok później. Wtedy była to wyjątkowa pielgrzymka, zakończona Światowymi Dniami Młodzieży z Janem Pawłem II w Częstochowie. – Pamiętam pozamykane drogi, kiedy wracaliśmy z rodzicami i siostrą. Czekaliśmy na przejazd ojca świętego. Byliśmy bardzo blisko. Niezapomniana chwila, kiedy papież dostrzegł ten wiwatujący tłum ludzi. Zatrzymał się i wysiadł z samochodu, by nas pozdrowić. Najbardziej utkwił mi w pamięci jego czerwony but. To była pierwsza rzecz, zanim go całego zobaczyłam. Byłyśmy z siostrą bardzo blisko, więc doskonale go widziałyśmy – wspomina po latach pani Glinka.

Bez „czarnej koleżanki”

Planowanie pielgrzymki warto rozpocząć od sprawdzenia niezbędnych rzeczy, które towarzyszyć nam będą w czasie dziewięciodniowej wędrówki. Należy sprawdzić, czy mamy namiot, śpiwór, wygodny plecak, sandały, dobry płaszcz przeciwdeszczowy. Nie sposób zapomnieć o różańcu, ewentualnie Piśmie Świętym. Nie wszystko jednak jest potrzebne. – Nie powinno się przywiązywać jakoś specjalnie do telefonu, bo można bez niego przeżyć. Wystarczy, jeśli wyśle się SMS rodzinie, że wszystko jest w porządku. Na czas pielgrzymki rezygnuje się też z książki – radzi Monika Jaworska, pielgrzymująca 12. raz na Jasną Górę. – Nie polecam zabierania ze sobą empetrójki, bo pielgrzymka nie polega na tym, by iść ze słuchawkami na uszach. Grupa muzyczna zawsze stara się zapewnić atrakcje – dodaje Monika. Wśród dużej liczby rzeczy, z którymi można się rozstać w czasie trwania pielgrzymki, jest choćby kawa. Nieodłączny element dnia codziennego. – W moim przypadku na co dzień kawa to „czarna koleżanka”. Na pielgrzymce, choć jest serwowana przez kuchnię, potrafię bez niej przetrwać cały dzień na nogach – mówi Monika Jaworska. Dla wielu osób czas pielgrzymki to wyrzeczenie się korzystania z portali społecznościowych, które pochłaniają wolny czas. Można wytrzymać bez czytania codziennej prasy, oglądania ulubionych seriali, korzystania z komputera. A co ze względnym komfortem, w którym zwykle żyjemy na co dzień? – Myślę, że człowiek jest w stanie wytrzymać w każdych warunkach. To kwestia jedynie nastawienia i pozytywnego myślenia. Jak idzie się grupą, to jest wsparcie. Nawet mycie się w misce wody człowiekowi specjalnie nie przeszkadza, bo jest takie naturalne. W końcu robi to wokół ciebie jakieś tysiąc osób – śmieje się Monika. – To wszystko na pewno uczy jakiejś pokory, dzielenia się. Trzeba rozsądnie gospodarować wodą, by dla wszystkich starczyło – dodaje pątniczka. Poza rzeczami materialnymi, jak opowiadają doświadczeni pielgrzymi, bardzo ważne jest „wyposażenie duchowe” pątnika. Wrażliwość, gotowość do pomocy. Mimo różnych niespodzianek, pojawiających się w czasie pielgrzymki, właśnie ona pomaga zobaczyć w drugim człowieku brata, siostrę. – Pamiętam, jak na jednej z pielgrzymek ktoś przez pomyłkę wziął mój śpiwór. Nie jest to na pewno fajne uczucie, ale z drugiej strony nawet w takiej chwili pokazuje, że nie jest się samemu. Wtedy okazuje się, że ktoś ma dodatkowy koc, ktoś podzieli się cieplejszą bluzą. Czasem ta osoba z namiotu podzieli się swoim śpiworem. Warto zauważyć, że właśnie w takim momencie znajdzie się wiele życzliwych osób, które rekompensują tę stratę. Na pielgrzymce nie jesteśmy sami. Towarzyszą nam Maryja, Jezus i Duch Święty. Zatem, co jak co, ale na pielgrzymce ktoś zawsze przyjdzie z pomocą – mówi z uśmiechem Monika. I dodaje: – Jeśli mam wokół siebie ludzi, którzy mają te same wartości, to człowiek nie czuje się osamotniony w dzisiejszym świecie. Jest się bliżej Boga i nie zbacza się z drogi, którą prowadzi Pan. Więcej na: plock.gosc.pl.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama