Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wystarczy, że zaufamy

Świadectwo. Mija rok od śmierci wikariusza parafii katedralnej ks. Piotra Błońskiego. Pozostały wspomnienia i jego wielka lekcja o życiu i odchodzeniu.


Był zwyczajnym klerykiem i marzył o kapłaństwie. Gdy był na pierwszym roku studiów seminaryjnych, zapisał w swoim dzienniku duchowym: „Dziś w seminarium odbywają się obłóczyny, klerycy trzeciego roku przyjmą sutannę. Ile ja dałbym, by ją nosić. Jest to prawdziwy powód do dumy, zadowolenia i radości. Mam nadzieję, że czas szybko będzie mijał i już niedługo również ja będę mógł ją włożyć”. Marzenia się spełniły. Trochę inaczej, szybciej i po Bożemu.


Nie pytaj „dlaczego”


„Całe życie była mi bliska s. Faustyna” – wspominał ksiądz Piotr. „Urodziłem się 22 lutego, w rocznicę jej pierwszych objawień w Płocku. Zostałem ochrzczony w drugą niedzielę po Wielkanocy, która dzisiaj nazywa się Niedzielą Bożego Miłosierdzia. Moja parafia w Skępem jest pod tym wezwaniem.

Rekolekcje przed kandydaturą do święceń odprawiłem w Świnicach Warckich, w miejscu urodzenia Faustyny. Chciałbym przez to powiedzieć ludziom, że Bóg nigdy nas nie odtrąca, zawsze jest przy nas. Wystarczy, że mu zaufamy”.
– Lekcja od Piotra to było spokojne przyjmowanie tego, co Pan Bóg nam daje. W pokorze, cichości, bez większych pytań typu: „dlaczego”. A poprzez to wielkie zaufanie Bogu, niezależnie od tego, co się dzieje, czy jest bardzo dobrze, czy jest bardzo źle... W każdym przypadku tak samo powinniśmy ufać Pan Bogu i być stali – mówił Tomasz, jeden z seminarzystów, którzy pomagali choremu koledze w ostatnich miesiącach jego życia, przygotowując mu odpowiednie żywienie, bywali przy nim na co dzień i wspólnie z nim się modlili.


Ucieszyć się dzisiaj


Jak opowiada kleryk Tomasz, choroba ks. Piotra nauczyła go obcowania z ludźmi, którzy zmagają się z chorobą każdego dnia i doświadczają cierpienia na różny sposób. 
– Najbardziej utkwiło mi w pamięci jego chłodne podchodzenie do wszystkiego. To było roztropne, rozważne i przemyślane. Przyjmowanie ze spokojem, bez większych emocji tego, co staje nam na drodze – wspomina Tomasz. – Pamiętam, jak już w końcówce swojego życia w pokoju odprawiał Mszę św. Byliśmy tylko we dwóch. Piotr bardzo skupiony i pogrążony w Eucharystii. Już wtedy to mnie bardzo uderzyło i ta jego postawa jest we mnie do dziś – dodaje.
Ksiądz Piotr mniej czy bardziej świadomie pokazywał swoim kolegom, jak ustawiać swoją hierarchię wartości.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama