Nowy numer 43/2020 Archiwum

Czarny rękaw Maryi

Świadectwo. „Niech Matka kapucynka pomodli się za najmłodszego pasjonistę, aby co nie sknocił i został świętym!” – prosił o. Bernard Kryszkiewicz starszą matkę Marię Pilecką. Gdyby żył, skończyłby 2 maja sto lat, ale Pan Bóg nie dał mu długiego życia. W tym roku przypada już 70. rocznica jego śmierci.

Był rok 1945. Po czteroletniej tułaczce wojennej z Suchowoli na Podlasiu wróciły do przasnyskiego klasztoru kapucynki. Wszystko było w nim zdewastowane i rozkradzione. Siostry czym prędzej przygotowały tymczasowy ołtarz w refektarzu, aby tam mogła być odprawiona Msza święta. Potem wybieliły i posprzątały pracownię klasztorną, aby stała się tymczasową kaplicą, w której miał być przechowywany Najświętszy Sakrament. To tam jednym z pierwszych odprawiających Mszę św. był o. Bernard Kryszkiewicz.

Stół bez serwety

W pomieszczeniach klasztornych wciąż panował nieopisany brud, biegało robactwo, szczury i myszy. Trzeba było zabrać się za wielkie porządki. Zdewastowane i okradzione zostały również kościół i klasztor pasjonistów. Oba kościoły w czasie okupacji niemieckiej zamienione były na spichlerze zboża. Gdy siostry wróciły do siebie pod koniec lutego 1945 r., ojców pasjonistów jeszcze nie było. Dopiero przed Wielkim Tygodniem 1945 r. przybył do Przasnysza z Rawy Mazowieckiej o. Bernard Kryszkiewicz jako przełożony z zadaniem uporządkowania klasztoru i zaprowadzenia w nim na nowo życia zakonnego. Zamieszkał wtedy na kapelanii u kapucynek. Co rano we wspomnianej kapliczce, urządzonej w pracowni, odprawiał Mszę św. u sióstr klauzurowych. Potem zjadał śniadanie w rozmównicy i szedł do pracy przy odgruzowywaniu i sprzątaniu kościoła oraz klasztoru pasjonistów. Siostry wspominały, że zadziwiał i budował je gorliwym praktykowaniem ubóstwa zakonnego. Pewnego razu, gdy kapucynki przygotowały mu skromny posiłek i stół nakryły serwetą, o. Bernard – zanim zasiadł do stołu – zdjął z niego serwetę, poskładał ją i, oddając jednej z sióstr, powiedział: „Jestem zakonnikiem, więc ta serweta jest tu zbyteczna”. W podziękowaniu za gościnność sióstr ofiarowywał im to, co tylko mógł: masło, smalec, chleb itp. Robił to w taki sposób, żeby nawet siostry nie wiedziały, że to od niego: dzwonił do furty, a gdy furtianka otwierała drzwi (koła jeszcze nie było, bowiem w czasie wojny zostało zdemolowane), ukazywała się tylko wyciągnięta ręka podająca pakunek i słowa: „To od Matki Bożej” (ponieważ kilka dni wcześniej siostry pomalowały i odnowiły pasjonistom dużą figurę Matki Bożej). Siostry domyślały się, kim jest darczyńca, tylko po czarnym rękawie od habitu... W pamięci sióstr o. Bernard pozostał kapłanem i zakonnikiem „nieprzeciętnej miary”.

Słowo Boże przez kratę

W Wielki Czwartek 1945 roku po Mszy św. mniszki kapucynki mogły posłuchać pierwszego kazania, które wygłosił do nich o. Bernard. „Przemawiał na temat modlitwy – wspominała w zapiskach s. Maria Kolumba Goebel, kapucynka. – Zaczęłyśmy z uwagą, a następnie z coraz większym zajęciem i natężeniem słuchać. (...) Ojciec Bernard był pierwszym zakonnikiem, który nam tę usługę oddał. I być może to ta okoliczność przyczyniła się jeszcze bardziej do tego, że słowa ojca uczyniły na mnie tak silne przeżycie i pozostawiły w pamięci wdzięczne, nigdy nie zapomniane wrażenie...”. 2 kwietnia 1945 r. – w drugi dzień Wielkanocy, a jednocześnie w 4. rocznicę deportacji mniszek przasnyskich do obozu koncentracyjnego w Działdowie –poświęcony został odnowiony klasztor. Siostry zebrały się w pracowni-kaplicy, do której poproszono ks. dziekana Józefa Piekuta, ks. wikarego Kazimierza Gwiazdę, o. Bernarda Kryszkiewicza oraz siostry szarytki pracujące wówczas w przasnyskim szpitalu. „Nim księża wyszli z klasztoru, o. Bernard zatrzymał się na chwilę na korytarzu i rzekł do starszej matki Marii Franciszki Pileckiej stojącej w gronie sióstr: »Niech [Czcigodna] Matka kapucynka pomodli się za najmłodszego pasjonistę, aby co nie sknocił i został świętym!«. Na to matka Franciszka, również prosząc o modlitwę, odpowiedziała, że jest bardzo wdzięczna ojcu za krótką naukę wygłoszoną po Mszy św. w Wielki Czwartek w naszej kaplicy. Ojciec nic nie odpowiedział, ale od tej pory już codziennie po Mszy św. miałyśmy garść słowa Bożego”. Ojciec Bernard wygłaszał więc siostrom kilkuminutowe nauki, których bardzo oczekiwały. „Były to prawdziwe uczty duchowe – wspominała s. Kolumba – Choć tak króciutko trwające, bo zaledwie kilkanaście dni. Potem, gdy przybył kapelan ks. Szczepan Soszyński, chociaż cieszyłyśmy się, że mamy swojego księdza, jednak z żalem myślałyśmy, że ojciec Bernard już nie przyjdzie i nic nam nie powie. Pan Jezus nas jednak pocieszył, bo później, gdy już była wyremontowana rozmównica, ojciec, dowiedziawszy się, że tak się nam podobają jego przemówienia, jeszcze parę razy przez kratę głosił nam słowo Boże, zawsze z radością przez nas witany i słuchany”.

Ojcze Bernardzie! Ty śpisz?

Gdy mniszki kapucynki dowiedziały się o nagłej i ciężkiej chorobie o. Bernarda, martwiły się bardzo i modliły o jego zdrowie. „Pan Jezus jednak uważał, że kwiat ten jest już dostatecznie piękny dla Jego ogrodu, więc pośpieszył go zerwać” – wspominała s. Maria Kolumba. Natomiast inna siostra, s. Maria Honorata Szwarc, w 1959 roku napisała: „Śmierć ojca Bernarda Kryszkiewicza była dla nas ogromnym przeżyciem. Trudno było uwierzyć, że odszedł od nas. O ile był nam bliski za życia, to jeszcze bardziej bliski stał się po śmierci. Coś nas mocno z nim związało... Niech Bóg będzie uwielbiony przez sługę swego ojca Bernarda”. Ojciec Bernard odszedł do nieba 7 lipca 1945 r. w Przasnyszu – 70 lat temu. Pogrzeb świątobliwego i młodego pasjonisty stał się wielką manifestacją żałobną. Kościół pasjonistów był po brzegi wypełniony wiernymi, a trumnę zmarłego obrzucono białymi liliami. Uczestniczący w pogrzebie nie mieli wątpliwości, że żegnają świętego. Kazanie na Mszy św. pogrzebowej wygłosił dziekan przasnyski ks. prałat Józef Piekut. Wzruszony prałat wołał: „Ojcze Bernardzie! Ty śpisz? Patrz, ludzie czekają przy konfesjonale. Ojcze Bernardzie! Ty śpisz? A oto żądni słuchania słowa Bożego wiernie stoją pod amboną! Ojcze Bernardzie! Trzeba jechać do chorych, a Ty nie śpieszysz!? Tak, Bóg cię powołał do siebie. Widocznie dość już twoich trudów... Żył krótko, ale czasów wiele przeżył – jak mówi Pismo Święte...”. Przy jego grobie w kruchcie kościoła pasjonistów znajduje się figura Matki Bożej i napis: „Matko Pięknej Miłości, pamiętaj, że jestem Twój”. Artykuł opracowano na podstawie Kronik Klarysek Kapucynek w Przasnyszu i książki Józefa Muniaka „Świątobliwe życie o. Bernarda od Matki Pięknej Miłości, pasjonisty”, mps, Kraków 1965.

Myśli ojca Bernarda

„Jak najwięcej promieniować ciepłem, miłością, usłużnością, radością. Niech bliźni czuje, wyraźnie czuje, że się go kocha. Słowami o tym jak najmniej, czynami jak najwięcej”. „Nie czekać, aż ktoś przyjdzie do mnie z kłopotem, ale samemu iść, okazać pragnienie służenia pomocą i pomagać”. „Za wszelką cenę niezmordowanie ułatwiać życie innym. Dawać z siebie wszystko, dla siebie nie żądać niczego: ani wdzięczności, ani zrozumienia, ani oceny”.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama