GN 43/2020 Archiwum

Uśmiech i torby pani senator

O dr Janinie Fetlińskiej i jej szkole, która kształci pielęgniarki i pielęgniarzy z dobrą wizją, z dziekan Bożeną Ostrowską i Małgorzatą Zagrobą z Wydziału Ochrony Zdrowia i Nauk Humanistycznych PWSZ w Ciechanowie rozmawia ks. Włodzimierz Piętka.

Ks. Włodzimierz Piętka: Pielęgniarstwo w Ciechanowie to żywy pomnik senator Janiny Fetlińskiej. I tak naprawdę, żeby ją dobrze zapamiętać i zrozumieć, trzeba mieć przed oczyma właśnie pielęgniarkę Janinę Fetlińską. Jaka ona była?

Bożena Ostrowska: Pielęgniarstwo było jej ukochanym dzieckiem. To naprawdę było jej powołanie i misja. Była ona naszym wieloletnim dyrektorem i menedżerem – najwspanialszym, jakiego mogłyśmy sobie wyobrazić. Jej odważne i innowacyjne myślenie w zakresie pielęgniarstwa szło tak daleko, że wielu było tym zdumionych. Dla niej pielęgniarka miała być osobą empatyczną, która reprezentuje samodzielny zawód, która wiele rzeczy wykonuje z własnej inicjatywy, bez zlecenia lekarza. Jest partnerem w zespole i swoje działania opiera na głęboko ugruntowanej wiedzy i umiejętnościach praktycznych.

I to właśnie dr Felińska jako pierwsza w ciechanowskim Instytucie Ochrony Zdrowia wprowadziła badanie fizykalne, zachęcała do zakładania gabinetów promocji zdrowia. Wtedy nikt o tym nie myślał, nikt tak nie promował etosu pielęgniarskiego, jak ona to robiła. Ona sama, jako pielęgniarka z prowincji, przetarła szlaki na wyższej uczelni i pokazała środowisku pielęgniarskiemu nowe horyzonty intelektualne i profesjonalne. Stworzyła Kolegium Pielęgniarek Rodzinnych, gabinety promocji zdrowia i badania fizykalne.

Byłyście Panie bliskimi współpracownikami pani senator. Jakie wspomnienie po sobie zostawiła?

Bożena Ostrowska: Ciągle ją widzę z wielkimi torbami, które dźwigała, a w nich wiele materiałów i dokumentów. Zawsze szła na czele. Nie pozwalała, abyśmy jej pomogły nieść te torby, bo wszystkie były dla niej ważne. Ciągle była czymś zajęta, czasami nawet niefrasobliwa. Kiedy jej o czymś przypominałyśmy, nigdy się nie obrażała. Często wyjeżdżała na spotkania i konferencje, ale ona myślała do przodu, bo dla nas zawsze przygotowała odpowiednią pracę na kolejny dzień. Nigdy nie była konfliktowa. Miała niegasnący uśmiech – to było jej lekarstwo na każdą sytuację.

Małgorzata Zagroba: Pani Fetlińska miała tę piękną cechę, że w pracy miała przed sobą drugą osobę. Zaraziła nas swoją wizją pielęgniarstwa, ale w jej realizacji pociągnęła nas za sobą i słuchała. Ona mnie przyjęła do pracy i promowała. Zachęcała nas, abyśmy kończyły kolejne specjalizacje, jakby wypychała pracownika do przodu. Była szefem promującym swych pracowników. Gdy jechałyśmy na konferencje czy szkolenia, dr Fetlińska była za nami, nas stawiała przed siebie, aby podkreślić wagę zespołu i jego pracę. Miała do nas ogromne zaufanie, towarzyszyła nam, ale stawiała też na samodzielność. Wiem, że odmawiała jakichś nagród czy zaszczytów, bo uważała, że nie są dla niej.

W jakim momencie zastała ją śmierć 10 kwietnia 2010 roku? Czy pozostawiła po sobie jakieś niedokończone projekty?

Małgorzata Zagroba: Wtedy przygotowywałyśmy kongres pielęgniarstwa i senator miała głosić referat. W przeddzień katastrofy przesłała mi go mejlem z prośbą o korektę. Zapisałam go na pulpicie komputera, ale już tego tekstu nie poprawiłam.

Chyba powinna niepokoić obecna sytuacja i pozycja pielęgniarki w systemie służby zdrowia, choćby w kontekście wyjazdu wielu osób do pracy za granicę. W jaki sposób idea senator Felińskiej i działania waszego wydziału tej sytuacji próbują zaradzić?

Bożena Ostrowska: Chcemy wpoić naszym studentom poczucie wartości pielęgniarki, bo przecież pomaganie drugiemu człowiekowi to jest coś najpiękniejszego, co może się nam przydarzyć. Uświadamiamy im ten etos. Oczywiście, praca z drugim człowiekiem – zwłaszcza chorym – jest trudna. Trzeba skonfrontować swoją osobowość z pacjentem. Często to właśnie na pielęgniarkę spada złość i zdenerwowanie. Ale z drugiej strony jest praca i perspektywa rozwoju dla pielęgniarek. Mówimy więc naszym studentom, że od ich wiedzy i profesjonalnej umiejętności będzie zależało, w jaki sposób będą ten zawód wykonywać w przyszłości. Wielu naszych absolwentów z powodzeniem dostaje się na uniwersytety medyczne i kontynuuje studia magisterskie. Bez problemu znajdują pracę w szpitalach i klinikach. Dodajmy, że nasi studenci pochodzą z różnych części Polski.

Małgorzata Zagroba: 10 lat temu opuścili nasze mury pierwsi absolwenci pielęgniarstwa. Ciekawe, że spośród nich jedynie dwie, trzy osoby wyjechały z Polski za pracą do innych krajów. Inni pozostali i znaleźli tu pracę.

Po raz 15. odbyła się konferencja naukowo-szkoleniowa na Wydziale Ochrony Zdrowia i Nauk Humanistycznych PWSZ w Ciechanowie. Do kogo był skierowany temat wykładów i warsztatów: „Pielęgniarka – dziecko – rodzina”?

Bożena Ostrowska: Zawsze skupiamy się na tematach aktualnych dla pielęgniarstwa. W tym roku mówiliśmy m.in. o relacjach z pacjentem roszczeniowym – takie przypadki wymagają szczególnej naszej uwagi i profesjonalnej opieki. Ale myśleliśmy również o nauczycielach i wychowawcach, stąd temat: „Dziecko z cukrzycą w środowisku nauczania i wychowania”. Stworzyliśmy interdyscyplinarny zespół, aby jak najszerzej i profesjonalnie potraktować ten temat.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama