GN 43/2020 Archiwum

Za nim stała prawda

Gdy do podpisania otrzymał dokumentację pacjentki ze wskazaniem do aborcji dziecka, napisał: „Jako człowiek – odmawiam”.

Mało kto może dziś pamięta, że zmarły 12 lat temu prof. Włodzimierz Fijałkowski, lekarz ginekolog i znany obrońca życia, był absolwentem dawnego płockiego Liceum im. św. Stanisława Kostki. Twórca tzw. polskiego modelu Szkoły Rodzenia, propagator naturalnych metod planowania rodziny, ukończył Niższe Seminarium Duchowne 80 lat temu. Jaki jest duchowy i intelektualny depozyt profesora, o którym mówi się, że zmarł w opinii świętości?

– Prof. Włodzimierz Fijałkowski pozostawił nam szacunek dla każdego człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Szacunek dla życia ludzkiego, nawet tego bardzo kruchego, bardzo chorego, bardzo niepełnosprawnego. A także szacunek dla życia w każdej jego postaci. A zatem również dla życia, które reprezentuje ktoś, kto nie ma takich samych poglądów. Profesor bardzo szanował swoich tzw. wrogów światopoglądowych. On nie bał się dyskusji. Mówił jasno i spokojnie. Ja zawsze się dziwiłam temu, jak on potrafił się opanować. Mówił mi: „Za mną stoi prawda, ja się nie muszę niczego obawiać. Prawda się sama obroni. A że ludzie nie chcą prawdy, to już tak było dawniej; już Piłat obmył ręce”. Bardzo szanował tych, którzy mieli inne poglądy, nie obrażał się na nich. Podchodził, rozmawiał, starał się jednoczyć z nimi, ale do granic grzechu i sprzeniewierzenia się własnym poglądom. Tutaj był absolutnie stanowczy i bardzo jasno głosił swoje stanowisko – wspomina dziś prof. Dorota Kornas-Biela.

Była ona jednym z prelegentów podczas sympozjum zorganizowanego w siedzibie szkół katolickich w Sikorzu, poświęconego profesorowi. „Życie to dar” – motto bliskie Włodzimierzowi Fijałkowskiemu – stanowiło główne hasło konferencji, podczas której wspomnieniem o ojcu dzielił syn, Paweł Fijałkowski, najmłodszy z czwórki potomków profesora. – Dla mnie symbolicznym momentem było wydarzenie z czasu, gdy miałem 16 lat. Paliłem wtedy papierosy, a tata musiał sobie jakoś z tym poradzić. Walka nie przynosiła skutków. Pewnego dnia obudziłem się, a nad moim łóżkiem wisiała kartka, na której była ryba do góry brzuchem i napis: „Tylko zdechłe ryby płyną z prądem” – opowiadał, starając się wyjaśniać młodzieży, uczestniczącej w sympozjum, na czym polegał fenomen jego ojca – wielkiego obrońcy życia w czasach, gdy aborcja była całkowicie dopuszczalna.

– Przyszedł moment, gdy trzeba było odmówić aborcji, która była powszechna. Na karcie zdrowia pacjentki tato najpierw chce napisać: „jako lekarz odmawiam”, a po chwili wahania „jako katolik odmawiam”. Zastanawia się jednak, dlaczego właściwie jako lekarz, czy katolik. Dochodzi do wniosku, że nie; po prostu odmawia jako człowiek. Bez względu na to, kim jest, nie ma prawa decydować o życiu – wspominał podczas sympozjum Paweł Fijałkowski.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama