Nowy numer 43/2020 Archiwum

Żebyśmy spotkali się w niebie

Diecezjalne Zaduszki. Odeszli od nas w minionym roku. Jedni byli bardzo młodzi, choć szybko dojrzewali, inni byli już sędziwi i doświadczeni. Ich śmierć poruszyła serca wielu. W Dzień Zaduszny przywołujemy ich sylwetki i przesłanie, które nam pozostawili.

Świeże groby szczególnie bolą. My chcemy się zatrzymać przy niektórych z nich: tam, gdzie został pochowany młodziutki ksiądz w Skępem, sędziwy profesor w Winnicy czy wspaniała katechetka w Rokiciu. Szczególnie, jako redakcja „Gościa Płockiego”, zatrzymujemy się też przy grobie naszego nieodżałowanego Darka Świtalskiego – serdecznego przyjaciela, wytrawnego fotografa, zawsze dyspozycyjnego i chętnego do pomocy, człowieka o niegasnącym uśmiechu i dobrym sercu.

Wydaje mi się święty

To odchodzenie i śmierć wciąż porusza wielu. Nie milkną echa po świadectwie i testamencie, które pozostawił. Oto przykład: przed miesiącem ks. Stefan Cegłowski, proboszcz płockiej katedry, otrzymał taki list ze Śląska: „Moja prośba może wydawać się przedwczesna, gdyż ks. Piotr Błoński nie żyje dopiero dwa miesiące, a ja go znam tylko z internetu i z kazań na YouTube, ale wydaje mi się święty. Jego marzenie o spotkaniu z Panem przypomina marzenie św. Jana od Krzyża, wyrażone chociażby w pieśni: »Żyję, nie żyjąc w sobie«. Krótko mówiąc, chciałabym otrzymać jakąś relikwię po ks. Piotrze – obrazek prymicyjny, cokolwiek. Ten młody człowiek przeżył pełnię kapłaństwa w pół roku. Uczył umierać, a »kto nauczy ludzi umierać, ten nauczy ich żyć«”. Podobnie do redakcji „Gościa Płockiego” w wakacje zwrócili się księża pallotyni z Czech, którzy chcieli pisać o ks. Piotrze w wydawanym ogólnokrajowym piśmie katolickim przypominającym naszego „Rycerza Niepokalanej”. Obszerny, 4-stronicowy artykuł ukazał się w ostatnim numerze „Apostoł Bożego Miłosierdzia”. Po młodym księdzu nie zostało wiele materialnych pamiątek, ale może najbardziej wymowny jest krzyż, który często brał do ręki i przyciskał do piersi, gdy go bardzo bolało. Kto stanie w tych dniach nad grobem ks. Piotra, który zmarł 30 czerwca w wieku 26 lat, niech pamięta o słowach z jego testamentu: „Pierwszą moją prośbą jest, aby dzień mojej śmierci nie był w żaden sposób dniem rozpaczy i bólu. Bardzo pragnąłem tego dnia i jest on momentem, od którego rozpocznę swoje prawdziwe życie u boku naszego Ojca (…) wszystkich serdecznie żegnam i mówię: »Do zobaczenia w domu Ojca«. Za wszystko wszystkim dziękuję i obiecuję swoje orędownictwo w niebie u Najświętszego Pośrednika Jezusa Chrystusa”.

Biedni, misje, katecheza

O jej śmierci wielu dowiedziało się dopiero po pogrzebie. Wiele głosów, świadectw i wspomnień o siostrze służce Annie Klacie, wieloletniej katechetce, krążyło po Płocku. – Poznałem ją przed wielu laty, gdy pracowałem w kościele św. Jana Chrzciciela, a rektorem kościoła był ks. Mirosław Paciuszkiewicz (…) Od razu zauważyliśmy, że ma talent pedagogiczny, właściwe, ciepłe, serdeczne podejście do uczniów. I tak było przez wiele lat pracy katechetycznej – wspomina zmarłą siostrę ks. prof. Michał Grzybowski. – Oprócz katechizacji przygotowującej dzieci do Pierwszej i Generalnej Komunii św., s. Ania albo pani Ania – bo tak do niej często się zwracaliśmy – rozpoczęła i prowadziła katechizację przedszkolaków, co w tamtych czasach było nowością. A tych przedszkolaków przyprowadzali rodzice, ciocie, a często babcie i dziadkowie. Dziś, gdybyśmy chcieli policzyć, kto był wychowankiem i uczniem s. Ani, to byłyby ich setki, a może i tysiące, bo Płock wówczas szybko się rozrastał. Jako katechetka dostrzegała, które z dzieci wymaga pomocy, nawet i tej materialnej. I znów w cichy, spokojny, delikatny sposób, sama bądź przez innych, pomagała materialnie przez paczki odzieżowe czy żywnościowe. Wiele rodzin w Płocku i okolicy tego wsparcia doznało. Ale jej serce obejmowało i dostrzegało potrzeby tych, którzy pracowali na misjach. Ten zapał misyjny towarzyszył jej i potem, gdy przestała być katechetką, i w Rokiciu robiła kartki świąteczne albo kleiła wielkanocne pisanki dla misjonarzy. Nie próżnowała, choć nieraz narzekała na oczy – opowiada ks. prof. Grzybowski. Kto stanie w tych dniach nad grobem s. Anny, która zmarła 26 sierpnia w wieku 84 lat, niech pamięta o słowach, które ona wypowiedziała do swych uczniów na zakończenie pracy katechetycznej u św. Jana Chrzciciela: „Tak pragnę, abyście byli szczęśliwi i żebyśmy wszyscy spotkali się w niebie”.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama