GN 43/2020 Archiwum

Jesteśmy jak naczynia połączone

O przyjaźni z Bogiem i ludźmi, o poezji bez mędrkowania z ks. Antonim Gabrelem, salezjaninem, autorem wielu tomików wierszy i prozy, misjonarzem, dawnym duszpasterzem akademickim w Łodzi, rozmawia Agnieszka Małecka.

Agnieszka Małecka: W wierszu „Ksiądz”, czytamy, że kapłan ma odpowiadać na „oczekiwania aniołów i wielbłądów”, słowem wszystkich... A on chce po prostu „do domu razem z nimi biec”... Ksiądz-poeta – to trudna rola?

Ks. Antoni Gabrel: Nie poczuwam się jakoś specjalnie do bycia przewodnikiem, nie czuję się do tego uprawniony. Natomiast to, co piszę, to jest takie dzielenie się własnym doświadczeniem. Mam raczej taką świadomość, że ja się z nimi wychowywałem – z młodzieżą szkolną, czy ze studentami, gdy byłem ich duszpasterzem. Podobnie na misjach w Hondurasie – nie miałem takiego przekonania, że przyjechałem, by nagle nawracać świat. Kiedyś zapytano mnie tam, dlaczego nie mówię do młodych ludzi, że są biedni. Odpowiedziałem, że przecież oni o tym wiedzą i nie ma powodu, by ciągle ten fakt przypominać. Natomiast razem z nimi próbujemy jakoś żyć w tej rzeczywistości i znaleźć jakieś rozwiązania.

Czytając Księdza poezję, czuje się, że jej Autor kocha ludzi...

Nie mam powodu, by mieć do ludzi jakieś pretensje. Ja bym powiedział, że w ogóle nie doświadczyłem w życiu jakichś nieprzyjaznych gestów, ani tutaj, ani na misjach. W relacjach sprowadza się ta prawda do doświadczenia naczyń połączonych. Jeśli druga część zaczyna się napełniać octem i żółcią, to dzieje się coś niedobrego. Jeśli miałem raz nieprzyjemne wydarzenie, że ktoś mi ubliżył, to cenię to sobie jako przestrogę. Ja przebaczyłem dosyć szybko, ale widzę, że coś zostaje. Dlatego ostrzegam też innych, że to nie jest dobra droga. Nawet jeśli komuś ubliżyłem i mi wybaczy, to zostanie jakaś rdza, coś niedobrego, co narasta.

Ksiądz mówi, że nie czuje się mentorem. A jednak uczy Ksiądz wiary poprzez swoje wiersze.

Traktuję to jako część mojego powołania – na ambonie głoszę kazania, spowiadam w konfesjonale i piszę. Pisanie to wcale nie mała cząstka w moim życiu.

Uderzyły mnie słowa z wiersza „Twoja duma”: „Nie chwal się swoją niewiarą, to poważna choroba”. Napisane zostały 10 lat temu, a stają się coraz bardziej aktualne.

Myślę, że tak właśnie jest. Ja jestem pod wrażeniem tej trójki na Golgocie – Pan Jezus w środku i dwóch łobuzów po bokach. Jeden jeszcze zmądrzał, ale drugi w dalszym ciągu gra chojraka; jest dumny z tego, że był łobuzem. I w ten sposób przegrywa ostatnią szansę. To jest tragiczne, ale jest to też przestroga. Czytałem niedawno, że sakrament bierzmowania to pożegnanie młodego człowieka z Kościołem. Pomyślałem wtedy o swojej młodości, gdy też miałem jakieś opory i wątpliwości w wierze. Wtedy panowała propaganda socjalistyczna, która głosiła, że Kościół jest przeciwny zmianom społecznym. Zgłosiłem się z tym do jednego księdza, a on to zbagatelizował. Ja od tamtej pory wiem, że nie można traktować ludzkich wątpliwości jako czegoś niepoważnego, chociaż obiektywnie rzecz biorąc – mogą być drobne.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama