Nowy numer 38/2018 Archiwum

Zawsze się dzielę…

W pokoju gościnnym u pani Stefanii Pepławskiej w Ciechanowie bł. Jan Paweł II uśmiecha się ze zdjęć na ścianie, z okładek książek i albumów. Są tak ustawione na regale, by widoczna była jego twarz.

W tym domu przywiązanie do przyszłego świętego przejawia się jednak nie tylko w wieszaniu jego podobizn. Ta więź sięga bardzo głęboko.

Zwykła, niezwykła rodzina

– Ja zawsze byłam optymistką, chciałam radośnie pójść za Chrystusem. Tego życia, mimo chorób, nie zamieniłabym na żadne inne. Zresztą, już go sobie nie wyobrażam bez cierpienia – opowiada pani Stefania, z którą po raz pierwszy rozmawialiśmy po beatyfikacji Jana Pawła II. Była ostatnim dzieckiem Apolonii i Stanisława Pepławskich z Chotumia, a jednocześnie jednym z trzech, które zapadło na postępujący zanik mięśni. Cała rodzina wiele przeszła. Nieuleczalna choroba trójki rodzeństwa: Stefci, Krzysia i Mieci, okupacja niemiecka, trudne czasy powojenne już w Ciechanowie. A jednak niewielkie mieszkanie Pepławskich było szczęśliwym domem. Znalazło się w nim miejsce dla Krysi Jastrzębskiej, dziewczynki, którą Pepławscy wzięli ze szkoły specjalnej dla niesłyszących w Gołotczyźnie. Dziś jest aniołem stróżem pani Stefanii. – Choć mieszkały tu trzy osoby na wózkach inwalidzkich, to zawsze było wiele radości. To był zawsze taki pogodny i otwarty dom. Tu dosłownie drzwi się nie zamykały – wspomina pani Ewa, żona Tadeusza Pepławskiego, bratanka pani Stefanii, emerytowana nauczycielka, która często odwiedza ciocię. – My tworzyliśmy taką jedność, więc ja nie potrafię wczuć się w sytuację osób w rodzinach, w których panuje niezgoda. Uważam, że nie ma miejsca na świecie na nieporozumienia, i tak bez tego jest ono trudne… – mówi pani Stefania. Ten dom był wyjątkowy także z innego powodu. Przez lata służył za miejsce spotkań i nabożeństw Apostolstwa Chorych w Ciechanowie. Zwornikiem tego środowiska był ukochany brat pani Stefanii, Krzysztof, który zmarł 15 lat temu. Przez lata fizycznie przykuty do wózka inwalidzkiego, duchowo i mentalnie był od niego wolny. Człowiek rozmaitych pasji, wielkiej wiary, serdeczny przyjaciel dla wielu i zagorzały apostoł trzeźwości. Kiedyś zapytany o ideał chrześcijanina, odpowiedział bez wahania: Jan Paweł II.

Prośby wysłuchane

Rodzeństwo Pepławskich o Janie Pawle II słyszało jeszcze wtedy, gdy był kardynałem i z zainteresowaniem czytało jego teksty. Stefania i Krzysztof, niedługo po wyborze Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową, za namową księdza proboszcza napisali do niego list. Doczekali się odpowiedzi z Watykanu. 12 czerwca w 1987 r. pani Stefania bierze udział w spotkaniu z ojcem świętym w katedrze gdańskiej i prosi go: „Ojcze święty, podziel się z nami swoim krzyżem”. I słyszy w odpowiedzi: „Zawsze się dzielę”. Ojciec święty gładzi ją po twarzy, podobnie jak wielu innych chorych na wózkach, ustawionych w szpalerze w świątyni. Pani Ewa, która była z nią wtedy, tak to wydarzenie wspomina: – Stałam za ciocią i patrzyłam, jak ona znalazła się twarzą w twarz z ojcem świętym. Czuło się to emanowanie dobra od niego. To było tak, jakby dotykał każdego z nas. Prośba pani Stefanii została wysłuchana, bo przed każdą ważną pielgrzymką Jana Pawła II w ich rodzinie, dziwnym zrządzeniem losu, zdarzały się jakieś trudności. A to ktoś ciężko zachorował, a to trafiał do szpitala. Pani Pepławska mówi o tym tak: – Gdy ojciec święty żył, my mogliśmy mu pomagać, modląc się i ofiarując swoje cierpienia. Teraz on może bardziej pomagać nam. Ostatnio przeszła ciężką operację; miała tracheotomię, groziło jej nawet usunięcie strun głosowych. Wierzy, że to modlitwa do bł. Jana Pawła II sprawiła, że do tego nie doszło.

Był jak biały anioł

Chcę wyrazić moje dziękczynienie ojcu świętemu bł. Janowi Pawłowi II za jego wielką miłość, jaką otaczał ludzi chorych i niepełnosprawnych. Wszyscy dobrze pamiętamy jego pielgrzymki aż po krańce ziemi, gdzie jako namiestnik Chrystusa niósł całemu światu naukę miłości. W tych pielgrzymkach nie mogło zabraknąć spotkania z chorymi, których zawsze ustawiano z wózkami jak najbliżej ojca świętego. On jak biały anioł pochylał się nad nimi, gładził po głowach i zapłakanych policzkach, przytulał, pocieszał, błogosławił, nazywając ich skarbem Kościoła. W czasie swojej pierwszej pielgrzymki do ojczyzny, na spotkaniu z chorymi w bazylice Mariackiej w Krakowie, powiedział: „Pamiętajcie, że chociaż nie mogę dotknąć każdego z was osobiście, to duchem i sercem jestem przy każdym z was, przy każdym łóżku i wózku inwalidzkim”. Ja wierzę, że jest także przy mnie, zwłaszcza w trudnych momentach mojego życia. Niezapomniany list do chorych „Salvifici doloris”, ustanowienie Dnia Chorego w święto Matki Bożej z Lourdes i inne upominki dla ludzi cierpiących, nikomu niepotrzebnych, również świadczy o jego trosce o najsłabszych. Teraz z drżeniem serca przeżywamy błogosławiony czas oczekiwania na to wielkie wydarzenie, jakim będzie kanonizacja. Świadectwo Stefani Pepławskiej

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma