Nowy numer 38/2018 Archiwum

U źródeł po prawdę

Ekumenizm. O trudnej historii, która zaczęła się w Płocku, i o liście w Watykanie, 
który wciąż czeka na odpowiedź, z autorem najnowszej książki „Święte Oficjum a mariawici” ks. prof. Henrykiem Seweryniakiem rozmawia ks. Włodzimierz Piętka.

Ks. Włodzimierz Piętka: We wstępie do swej najnowszej książki Ksiądz Profesor pisze, że od samego początku historia ta wzbudzała „ogromne dyskusje, napięcia i kontrowersje”. Dlaczego więc wracamy do historii aż z początku XX wieku?


Ks. prof. Henryk Seweryniak: W mojej książce rzeczywiście chodzi o wydarzenia z początku minionego wieku, a dokładniej o lata 1903–1906, kiedy to mariawici podejmowali starania o uznanie ze strony Stolicy Apostolskiej (zajmowała się tym ówczesna Kongregacja Świętego Oficjum). Do tej pory badacze opierali się zwykle na dość skąpych materiałach i spoglądali na początki mariawityzmu bądź przez pryzmat reform społecznych, prowadzonych przez pierwszych mariawitów, bądź tragicznych działań mariawickiego abp. Jana Kowalskiego w latach 20. i 30. ubiegłego wieku. Jeśli jednak chcemy poważnie myśleć o pierwszych latach mariawityzmu i próbach rozwiązywania tego, co przez całe lata nazywano „kwestią mariawicką”, to trzeba sięgnąć do bogatszych źródeł. A one istnieją – były zbierane w rzymskim Archiwum Kongregacji Nauki Wiary, dawnego Świętego Oficjum, a obecnie są już udostępniane.
Od lat jestem zaangażowany w dialog z braćmi mariawitami. Zawsze byłem przekonany, że dramatyczny podział, jaki dokonał się w Płocku, również tutaj może zostać zakończony. Często rozmawiałem o tym z niektórymi księżmi mariawickimi, którzy mnie odwiedzali w seminarium. Te rozmowy bywały niekiedy głębokie i wzruszające, bo ci księża, wchodząc w mury płockiego seminarium, byli również świadomi, że niejako wracają do miejsca, gdzie na samym początku mariawityzm spotkał się z wielkim zainteresowaniem (niektórzy pierwsi księża mariawiccy tutaj pracowali), a z drugiej strony, że właśnie tu tę sprawę od początku krytycznie badano. W rozmowach z nieżyjącymi już dzisiaj duchownymi mariawickimi, zwłaszcza bp. Romanem Nowakiem czy ks. Wawrzyńcem Rostworowskim, dochodziliśmy do wniosku, że jest to sprawa bolesna, po ludzku bardzo trudna do rozwiązania; że sami tego nie dokonamy i że tylko jeśli Duch Święty zechce i kiedy On zechce, ten podział ustanie. Musimy jednak naszymi ludzkimi siłami „pomagać Duchowi Świętemu” i współpracować z Nim przez zmierzanie do prawdy w miłości. Na tym fundamencie powstała Komisja Mieszana do spraw Dialogu Teologicznego pomiędzy Kościołem Katolickim i Kościołem Starokatolickim Mariawitów. I właśnie wtedy, na prośbę strony mariawickiej, podjęliśmy badania archiwaliów, przechowywanych w Stolicy Apostolskiej. Okazało się, że są tam przekazywane niemal wszystkie pisma, petycje, prośby, oświadczenia, decyzje związane z tą kwestią. Nie można ich pomiąć w naszym poszukiwaniu prawdy w miłości. I właśnie dlatego wracamy do tej historii.


Jak wyglądała wizyta w Watykanie, zwłaszcza kwerenda w archiwum Kongregacji Nauki Wiary?


To była jedna wielka „Boża przygoda”. Dzięki wsparciu prymasa kard. Glempa i innych biskupów, w Stolicy Apostolskiej pozytywnie odpowiedziano na prośbę naszej komisji. Jako jeden z pierwszych archiwalia badał w końcu lat 90. ks. Ryszard Kolczyński, studiujący wtedy w Rzymie nasz płocki ksiądz. On też dokonał wstępnego ich spisu. Już po samych tytułach tych licznych pism można było się domyślać, że mamy do czynienia z nieznanymi dotąd, niezwykle ciekawymi, zbiorami. Potem już sam, trzy razy, udawałem się do Rzymu i za każdym razem przez blisko tydzień spisywałem, tłumaczyłem i streszczałem te archiwalia. W uzyskaniu kolejnych pozwoleń bardzo wspomógł mnie bp Piotr Libera, a na miejscu kompetentną i braterską pomocą służył mi pracujący w kongregacji Polak – ks. Albert Warso. W sumie zbadałem około tysiąca dokumentów, zapisanych po polsku, łacinie, włosku i francusku. Była to bardzo żmudna i wyczerpująca praca, tym bardziej że w archiwum niczego nie wolno fotografować – mogłem jedynie przepisywać i streszczać. Mogłem też kupić fotokopie. Moja książka ma przede wszystkim charakter dokumentacyjny – przedstawiam w niej, tłumaczę i streszczam niemal wszystkie zachowane w Tabularium, czyli Archiwum Kongregacji Nauki Wiary, dokumenty dotyczące kwestii mariawickiej. Dodam, że nie bez wzruszenia brałem do ręki nieznane dotąd wskazania św. Piusa X, pisma bł. abp. Nowowiejskiego czy Marii Franciszki Kozłowskiej, ks. Adama Sapiehy, późniejszego legendarnego arcybiskupa Krakowa, czy ks. Jana Ziei. 


Co było największym zaskoczeniem i odkryciem w badaniu „kwestii mariawickiej” w Watykanie?


Przede wszystkim okazało się, że w Stolicy Apostolskiej bardzo dokładnie ją badano, czego dowodem są interwencje samego św. Piusa X, co najmniej kilka posiedzeń całej Kongregacji Świętego Oficjum w tej sprawie, a także nieznane dotąd badaczom, wielostronicowe druki wewnętrzne, publikowane przez konsultorów Świętego Oficjum dla papieża i kardynałów – członków tej kongregacji. Nieprawdziwe jest zatem dość rozpowszechnione twierdzenie, że Stolica Apostolska potępiła mariawitów bez głębszego zbadania sprawy. W tych drukach wewnętrznych, a potem także w samej antymariawickiej encyklice „Tribus circiter” z 1906 roku, wskazuje się błędy w tzw. objawieniach Marii Franciszki Kozłowskiej i relacji złożonej przez nią przed komisją, powołaną przez ówczesnego biskupa płockiego. Niezgodny z rzeczywistością jest zatem zarzut, że u podstaw potępienia nie znajdowały się żadne kwestie natury dogmatycznej. Okazało się także, że decydującego głosu w odrzuceniu mariawityzmu nie miał – jak dotąd twierdzono – biskup płocki Jerzy Szembek, bowiem najbardziej zabiegał o to arcybiskup warszawski Teofil Chościak-Popiel. Oczywiście, jak zawsze, warto było być może jeszcze rozmawiać, czekać. Tej cierpliwości obu stronom chyba zabrakło.


« 1 2 3 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma