Nowy numer 48/2020 Archiwum

Koło ze smakiem

Pączek pączkowi nierówny. Swój sposób na ten obowiązkowy przysmak, związany z końcem karnawału, mają gospodynie w Tłuchowie.

Strażniczki tradycji

Gablota wisząca w urzędzie gminy w Tłuchowie, gdzie przechowują swoje nagrody i dyplomy, aż się ugina od tych odznaczeń. Które najważniejsze? Jest i wspomniany certyfikat z Ministerstwa Rolnictwa Rozwoju Wsi, jest i „Perła 2013” za danie regionalne, są dyplomy w konkursach gminnych, wojewódzkich – za gotowanie i za wieńce dożynkowe. Ale oskarową rangę dla tłuchowskich gospodyń ma bez wątpienia „Klucz do Polskiej Spiżarni 2013”. Można pomyśleć, że te trofea przychodzą im łatwo i trochę jak deszcz spadają z nieba. Na takie przypuszczenie panie z koła reagują ze śmiechem, ale nie potwierdzają. Bo gotowanie to dla nich może mniejszy stres niż dla bohaterów kulinarnych programów telewizyjnych, ale urobić się trzeba po łokcie. Kiedy brały udział w jednym z odcinków programu „Kawa czy herbata” upiekły 1000 pączków, a pani Grażyna na bieżąco zrobiła ich 200. Koło w Tłuchowie skupia obecnie 25 pań, które nie tylko są znakomitymi gospodyniami, ale realizują się też w dziedzinie rękodzielnictwa – przygotowują wspaniałe wieńce dożynkowe w nowoczesnym stylu, malują, wyplatają kosze, uczą się florystyki. Jego początek, a właściwie reaktywacja, związany jest z konkursem „Zagroda wiejska przyjazna dla środowiska”; jego uczestniczki stworzyły trzon tej grupy. Czy szukają młodszych następczyń? Na razie nie mają na to czasu, ale sporadycznie, na prośbę dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury, prowadzą warsztaty kulinarne dla dzieci. W ostatnich, które odbyły się na początku lutego, dość nieoczekiwanie wzięło udział czworo studentów z Azerbejdżanu i Turkmenistanu. Trudno powiedzieć, czy zasmakowali w polskiej kuchni, ale dla dzieci te warsztaty – z wyrobu pierogów z twarogiem i cynamonem – były wielką atrakcją. Największe marzenie gospodyń z KGW „Jagna”? Mieć swoją stałą siedzibę w gminie. – Nam ludzie przekazują wiele rzeczy, dawne sprzęty codziennego użytku, np. stary magiel, serwety, obrusy. Miałybyśmy gdzie je pokazywać. Mogłybyśmy też organizować tam dni związane z konkretnym produktem lub potrawą – mówi Joanna Sosińska. Nazwałyby ją Izbą Tradycji, bo tam mogłyby pokazywać i kultywować tradycję kuchni i rzemiosła dobrzyńskiego.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama