Nowy numer 43/2020 Archiwum

Uśmiech pielgrzyma

Dlaczego pątnicy, których bolą nogi, są radośni? Ten sekret zna ten, kto poszedł pieszo do Czarnej Madonny.

Opieszej pielgrzymce mówi się, że są to rekolekcje w drodze. Oczywiście, towarzyszy im wielki wysiłek fizyczny, ale też ogromny ładunek dobrego humoru. Bo uśmiech i dobry humor są doskonałym wsparciem na pątniczym szlaku. Większość pielgrzymkowego dnia zajmują modlitwy, pieśni religijne i konferencje. Od czasu do czasu, w charakterze przerywników, pojawiają się też inne piosenki, żarty i dowcipy. Zdarzają się też różne zabawne sytuacje.

Humor życiem pisany

Jeden z księży pyta idącą obok dziewczynę: A siostra dlaczego nie śpiewa? – No bo ja jestem z innej grupy – odpowiada. Idąca na czele grupa zostawiła daleko w tyle resztę pielgrzymki, chcąc jak najszybciej dotrzeć na nocleg. Na rozdrożu, w środku rozległego lasu, zdecydowali się nie czekać na miejscowego przewodnika i poszli dalej, wybierając drogę według własnego uznania. W efekcie zabłądzili i nie tylko nie doszli na nocleg jako pierwsi, ale ich poszukiwania trwały do późna w nocy. Ale na dobre pielgrzymkowy humor rozkwita na dłuższych postojach. Związane są z tym liczne zwyczaje. Jednym z nich jest „kąpanie” nowicjuszy i … księży. Jedni i drudzy muszą się mieć na baczności podczas postojów nad rzekami czy stawami. Wystarczy chwila nieuwagi, np. mała drzemka, i porwany znienacka przez grupę dobrze znanych sprawców delikwent może wylądować w wodzie – oczywiście płytkiej. Innym zwyczajem jest budowanie żywych wież, składających się ze stojących jeden na drugim pielgrzymów. Powstające w ten sposób „budowle” imponują niekiedy swymi rozmiarami. Na postojach bardzo popularna, także wśród księży, była kiedyś gra w „czujniki”. Dwaj uczestnicy stawali zwróceni do siebie plecami. Wygrywał ten, kto zmusił przeciwnika do oderwania stóp od ziemi, posługując się tylko… tą częścią ciała, gdzie plecy tracą swą szlachetną nazwę. Zdarzały się nawet „czujnikowe” turnieje np. między przewodnikami grup. Śmiechu i wesołości było przy tym co nie miara.

A gdy zapada noc

Po dojściu na nocleg to się dopiero działo… W pewnej wsi, gdzie nocowali pielgrzymi, był zwyczaj, że młoda para w noc poślubną spała w pościeli, w której wcześniej spał ksiądz idący na pielgrzymkę. Miało to zapewnić pomyślność nowożeńcom. Gospodyni, której córka miała wkrótce wyjść za mąż, zaścieliła więc łóżko najlepszą pościelą i wyszła zaprosić na nocleg jakiegoś księdza. Jakie było jej zdziwienie i gniew, gdy zastała w łóżku dwójkę świeckich pielgrzymów. Do obowiązków porządkowych należy sprawdzanie czy nie ma noclegów koedukacyjnych. Podczas jednej z takich kontroli, nocujący w namiocie z dziewczyną chłopak tłumaczył: – Ale żadnej koedukacji jeszcze nie było. Innym razem w analogicznej sytuacji po pytaniu porządkowego: – A dlaczego w namiocie jest brat z siostrą? – wewnątrz namiotu rozległo się ściszone: – Kaśka, on myśli, że ty jesteś moją siostrą. (A przecież na pielgrzymce wszyscy się do siebie zwracają „siostro”, „bracie”). Zdarzało się, że w niewielkim namiocie musiało, wobec braku innego schronienia, nocować zdecydowanie więcej osób niż zaplanował producent. Podczas takiego spania „na śledzia” można było doświadczyć doprawdy „odmiennych stanów świadomości”. Z jednej strony wiem, że leżę niewygodnie w przepełnionym namiocie. Czasem jednak przysypiam i śni mi się, że idę w pielgrzymce. W rezultacie postanawiam: na najbliższym postoju… odwrócę się na drugi bok.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama