• facebook
  • rss
  • Safari w lesie?

    Marek Szyperski

    |

    Gość Płocki 05/2017

    dodane 02.02.2017 00:00

    Wydawać by się mogło, że w czasach bezproblemowego dostępu do wszelkiego rodzaju wędlin i mięs kłusownictwo powinno zaniknąć. Nic bardziej mylnego – na północnym Mazowszu ten przestępczy proceder kwitnie w najlepsze.

    Jak się okazuje, kłusownictwo na tym terenie to rodzinna tradycja. Współcześni kłusownicy rozstawiają sidła, wnyki, potrzaski, bo tak robili ich ojcowie, dziadowie i pradziadowie. Daniel Nitowski, strażnik łowiecki z Wojskowego Koła Łowieckiego 191 Wkra, które opiekuje się terenem od granic Ciechanowa po Nowy Dwór Mazowiecki, uważa, że kłusownicy zwiększyli swoją aktywność.

    – Odkąd po raz pierwszy od 20 lat znaleźliśmy potrzask i odkąd coraz częściej znajdujemy druty, sidła, wnyki, w tym także na ptaki: sójki czy gołębie, zarząd koła zdecydował o wzmożonych kontrolach leśnych – mówi D. Nitowski. Każdy strażnik łowiecki patroluje przydzielony mu teren dwa razy w tygodniu. Raz na dwa, trzy tygodnie robi objazd wraz z łowczym, a raz w miesiącu do lasu wyruszają kilkuosobowe ekipy kontrolne. – Kłusownictwo się zmienia – uważa Daniel Nitowski. – Kiedyś polowano nielegalnie z biedy. Teraz pojawiło się kłusownictwo tzw. białych kołnierzyków. To ludzie, którzy kłusują za pomocą nielegalnie posiadanej broni. Traktują to jako sport, rodzaj safari. Kłusownictwo ma negatywny wpływ na gospodarkę łowiecką. Myśliwi dbają o zwierzynę, mają określone limity do odstrzału, a kłusownicy naruszają te plany. Przestępczy proceder nasila się przed świętami Bożego Narodzenia i Wielkanocą. Potrawy z dziczyzny są doskonałą ozdobą świątecznych stołów. – Przed ostatnim Bożym Narodzeniem znaleźliśmy dzika, który wpadł w sidła – opowiada Daniel Nitowski. – Niestety, nie udało się go uratować. Więcej szczęścia miał młody łoś, na którego natknął się 25 grudnia ubiegłego roku podczas leśnego spaceru Tadeusz Kamiński, podleśniczy z Leśnictwa Ościsłowo. Uwięzione we wnykach zwierzę bardzo hałasowało, dzięki czemu podleśniczy je usłyszał. „Niestety, jego gwałtowne ruchy powodowały też szybkie zaciskanie i plątanie się stalowej linki” – mogliśmy przeczytać w relacji Nadleśnictwa Ciechanów na jednym z portali społecznościowych. „Pan Tadeusz zadzwonił do kolegi z Wojskowego Koła Łowieckiego nr 301 Daniel, pana Jacka Borowego, który jest również weterynarzem w Opinogórze Górnej. Pan Jacek przybył na miejsce wraz z synem i jeszcze jednym myśliwym. Razem udało im się oswobodzić łoszaka, który do tego momentu, niestety, nie dawał już znaków życia. Jak udowodnił pan Jacek, nadzieja umiera ostatnia. Po wielu minutach reanimacji łoś odzyskał oddech i po dłuższej chwili oddalił się”. Jak mówi zastępca nadleśniczego Nadleśnictwa Ciechanów Tomasz Dróżdż, taka reanimacja miała miejsce po raz pierwszy. W ubiegłym roku leśnicy z ciechanowskiego nadleśnictwa, obejmującego lasy w powiatach: ciechanowskim, mławskim i płońskim, z kłusowniczych sideł uwolnili dzika i daniela. Gdyby nie ich pomoc, zwierzęta zginęłyby okrutną śmiercią. Kilka tygodni wcześniej leśnicy natrafili na zaplątanego w drut młodego daniela, który również może mówić o dużym szczęściu, bo uwiązł porożem. Gdyby stalowa pętla zacisnęła się mu na szyi, najprawdopodobniej udusiłby się w męczarniach. Leśnicy po ustaleniu dawki środka usypiającego ze służbami weterynaryjnymi uwolnili osłabione zwierzę. Cała akcja trwała niespełna godzinę, a jej sprawne przeprowadzenie umożliwiło danielowi szybki powrót na wolność. Wykonane z drutu wnyki to najczęstsze narzędzie używane przez kłusowników. – Zwierzak ginie w męczarniach, z pragnienia albo z głodu. Do tego, oczywiście, dochodzą stres i strach. To jedna z najokrutniejszych śmierci – mówi zastępca nadleśniczego Tomasz Drożdż. Złapane we wnyki zwierzę szarpie się, a każdy ruch powoduje, że pętla zaciska się coraz bardziej. Czasem zwierzę potrafi odgryź sobie nogę lub łapę, żeby się uwolnić. W ubiegłym roku ciechanowska policja zatrzymała tylko trzech kłusowników, bo ich proceder bardzo trudno udowodnić. Nie jest to jednak niemożliwe. Przykładem niech będzie udana ubiegłoroczna akcja pułtuskiej policji. Dyżurny Komendy Powiatowej Policji otrzymał zgłoszenie, że na nadnarwiańskich łąkach myśliwi próbują schwytać kłusownika. – Natychmiast na miejsce został wysłany patrol policji. Funkcjonariusze zatrzymali 59-letniego mężczyznę, który podczas ucieczki porzucił broń wraz z amunicją – opowiada rzeczniczka pułtuskiej policji Alicja Bobińska. – Ujęty mieszkaniec Pułtuska został przewieziony do komendy i trafił do policyjnego aresztu. Zarówno leśnicy, jak i policjanci podkreślają, że kłusownictwo nie zniknie z naszych lasów z dnia na dzień. Dlatego ważne są działania edukacyjne, by możliwie jak najszerzej uświadamiać, w jakich męczarniach giną zwierzęta schwytane w kłusownicze potrzaski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół