• facebook
  • rss
  • Dobre cztery ściany

    Agnieszka Otłowska

    |

    Gość Płocki 41/2015

    dodane 08.10.2015 00:00

    – Czy pani nas lubi? Czy pani nas kocha? – pytają czasami dzieci, a wtedy człowieka aż w gardle ściska...


    Przychodzę codziennie. Jest tu bardzo fajnie. Odrabiam lekcje, gram z kolegami w piłkę... – mówi Kacper, jeden z chłopców korzystających ze świetlicy. – Jest mi tu dobrze, jak w domu. Mogę się lepiej skupić, gdy odrabiam lekcje i mogę się spotkać z koleżankami – dodaje Patrycja.


    Dzieci potrafią nieraz bardzo zaskoczyć. – Zdarza się tak, że dziecko przyjdzie się przytulić i powie mi: kocham panią. Często wywołuje to u nas, pedagogów, po prostu ludzkie wzruszenie – mówi Elżbieta Roszkiewicz, pedagog i terapeuta od 13 lat pracująca w makowskiej świetlicy. – Bywają u nas również „perełki”, bo mieliśmy trzy siostry, które poszły na studia. Choć pochodziły z rodziny dysfunkcyjnej, umiały przekroczyć siebie i z powodzeniem kontynuować naukę. To było dla nas budujące – akcentuje pani Elżbieta.


    Czas dla dziecka


    Do świetlicy przychodzi codziennie 23 dzieci. Jest to stała grupa. – Podczas wakacji niekiedy jest ich nawet do 35 – mówi E. Roszkiewicz. Jak sama nazwa wskazuje, świetlica powinna też prowadzić terapię. Na czym ona polega? – Prowadzimy m.in. zajęcia plastyczne, ale również zajęcia z uświadamiania naszym małym podopiecznym, że coś potrafią, mogą chcieć i rozwijać talenty. My pomagamy im odkryć dobro i możliwości. Chodzi o to, aby wzrosła w nich samoocena i aby miały więcej wiary w siebie – mówi Elżbieta Roszkiewicz. – Staramy się w czasie prowadzonych zajęć wyjaśniać dziecku, co jest dobre, a co złe, jak powinny się zachowywać. Przygotowujemy do resocjalizacji, do życia w normalnym środowisku – zwraca uwagę terapeuta.
Czas spędzają bardzo różnie. Codziennie po szkole spotykają się na zajęciach, wspólnych posiłkach i zabawach. Znajdują również czas, by odrobić zadaną pracę domową. W piątki jest czas nieco luźniejszy, kiedy mogą korzystać z sali komputerowej, bawić się lub wyjechać na wycieczkę. Do świetlicy przychodzą różne dzieci. – Wśród nich są te z problemami wychowawczymi, mające trudności w nauce, a także dzieci z problemami dysfunkcyjnymi – mówi pani Ela. – Są też podopieczni, z którymi czasem trzeba więcej popracować i rozmawiać. Niektórzy z nich mają problemy w szkole, wtedy my na bieżąco utrzymujemy kontakt z pedagogiem. Czasem nie jest łatwo, ale udaje się – mówi z zadowoleniem pani Elżbieta.


    „Świetliki” w nowym miejscu


    Świetlica działa od 1988 roku. Początkowo było to ognisko w Miejskim Domu Kultury, z czasem przekształciło się w świetlicę środowiskową, a następnie w placówkę socjoterapeutyczną. Od kilku miesięcy dzieci ze świetlicy przychodzą do nowej siedziby. Znajduje się ona w Osiedlowym Domu Kultury. Jest tu znacznie więcej miejsca niż w poprzednim budynku, gdzie warunki nie pozwalały na spokojną pracę. Wcześniej dzieci miały do dyspozycji 80 mkw, teraz 142 mkw. Do funkcjonowania brakowało im już tylko nazwy, którą wymyśliła jedna z dziewczynek, Patrycja.
Na parterze znajdują się, m.in. biuro, łazienki, kuchnia i główna świetlica, gdzie dzieci odrabiają lekcję, a także grają w tenisa stołowego. W holu rozłożone są piłkarzyki. Na piętrze zaś znajdują się sale dydaktyczne. Są sala komputerowa i sala do zajęć plastycznych. – Staraliśmy się o powiększenie naszego metrażu, bo przychodzi do nas coraz więcej dzieci i chcieliśmy im zapewnić godziwe warunki – mówi Elżbieta Roszkiewicz.


    Co mówi ten uśmiech?


    Co mówią same dzieci o tym miejscu? – Jest tutaj taki ciepły klimat. Jak w domu. Możemy bawić się, pomagać pani przygotować posiłki, rozmawiamy, śmiejemy się. Przebywamy ze sobą każdego dnia, gdy nam dobrze i gdy nam źle – opowiada Zuzia Stasiak. Każde dziecko znajduje tutaj swoje miejsce i ma wyznaczoną funkcję. – Ja jestem odpowiedzialna za naszą gazetkę. Zapisujemy w niej choćby wspomnienia z wycieczki, rysujemy, wklejamy pamiątki. Notujemy wszystko to, co ma miejsce w naszej świetlicy lub jej dotyczy. Niekiedy opisujemy w niej również pory roku, tak jak teraz będę opisywała nadchodzącą jesień – dzieli się Patrycja. – Ja na przykład cieszę się, że co roku możemy wyjechać na 10-dniową wycieczkę. Ostatnio byliśmy w Lidzbarku. Poprzednio w Krynicy Morskiej. Trzy razy udało się nam wyjechać w góry i wspinać na szczyty – opowiada Paulina Stępkowska.
– Dzieci przychodzą tutaj bardzo chętnie. Niektóre z nich mówią, że to dla nich taki drugi dom. W czasie wspólnego odrabiania lekcji, staramy się im wiele rzeczy wyjaśnić, wytłumaczyć – mówi Ela Roszkiewicz.
Wdzięczni są również rodzice, którzy z różnych powodów posyłają dziecko do świetlicy.
– Na koniec roku zdarza się, że jedna z mam przynosi nam kwiaty, aby podziękować za opiekę, wychowanie i naukę. To jest dla nas bardzo budujące. Człowiek ma wtedy świadomość, że warto to robić, warto jest z tymi dziećmi przebywać i je wychowywać – mówi pani Ela.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół