• facebook
  • rss
  • Procesja zmartwychwstała

    ks. Włodzimierz Piętka

    |

    Gość Płocki 18/2014

    dodane 01.05.2014 00:00

    Gdy biły rezurekcyjne dzwony na Farskiej górze, kościół opasała armia ludzi niosących trofea wiary: chorągwie, feretrony, figury i sztandary – łącznie ponad 120 osób. Urzekająca tradycja, która wciąż ewangelizuje.

    Tak jest w ciechanowskiej farze. – Stare chorągwie i feretrony mówią o historii miasta i bogatej tradycji parafii, o cechach i wspólnotach, które przed laty fundowały poszczególne elementy do naszej procesji. Gdy dziś przywracamy im dawny blask, chcemy zainteresować nimi parafian. Potrzeba jednak czasu i zachęty, aby piękna w zabytki procesja stała się żywa przez ludzi w nią zaangażowanych – mówi ks. Zbigniew Adamkowski, proboszcz parafii św. Józefa.

    Od zawsze blisko asysty

    – Ta przygoda zaczęła się w domu rodzinnym i w parafii – opowiada ks. Jarosław Szumański, wikariusz w farze. – Zawsze byłem blisko asysty i procesji, bo służyłem do Mszy św. Podobnie moi bracia byli ministrantami, moja mama i babcia należały do asysty procesyjnej. Gdy zostałem księdzem, pomyślałem, że to jest mój sposób na kontakt z ludźmi, aby ich jednoczyć i formować przez taką tradycyjną formę jak asysta procesyjna – mówi ks. Jarosław. Podobnie mówi o sobie s. Łucja Pater, pasjonistka. Pochodzi z parafii Lipie w archidiecezji warszawskiej. – Od zawsze byłam blisko procesji. Od dziecka występowałam w niej w ludowych strojach krakowskich. Tańczyłam też w zespole ludowym. Ponieważ uczę katechezy w szkole podstawowej, wśród moich uczniów szukam kandydatów do asysty – mówi s. Łucja. Siostra pasjonistka szyje i haftuje. Wiele chorągwi i procesyjnych poduszek oraz stroje krakowskie i łowickie zostały przez nią odnowione bądź wykonane.

    Wiara niesiona na ramionach

    – To są często bardzo ciekawe zabytki, choć pochowane, ulotne i rzadko pokazywane – opowiada ks. Szumański. Przy wsparciu swych kolejnych proboszczów w Lipowcu Kościelnym, Gąbinie, pułtuskiej bazylice i ciechanowskiej farze oraz krawców, rzeźbiarzy, malarzy i wolontariuszy odnawiał kolejne elementy procesyjnego korowodu. Szukał też ludzi, którzy zaopiekowaliby się nimi i tworzyli asystę. W farze zaplecze procesji jest bardzo bogate. Jest tu 9 starych dużych chorągwi, 4 sztandary i 5 feretronów. Najstarsza chorągiew pochodzi z 1928 roku i była ufundowana przez zakon franciszkanów świeckich. – Znalazłem przedwojenną fotografię, na której charakterystycznie ubrane tercjarki otaczają swój sztandar w czasie procesji – mówi ks. Jarosław. Ewenementem tej parafii jest fakt, że procesja chodzi tu praktycznie co miesiąc: w miesiącach zimowych wewnątrz kościoła, a latem wokół świątyni. – Warto zwrócić uwagę na feretrony. Mają one charakterystyczne wieżyczki, bo są stylizowane na ołtarze z tego kościoła. Liczą ponad 100 lat i wywodzą się z tego samego warsztatu rzeźbiarskiego. Z uwagi na tytuł maryjny kościoła kilka chorągwi przedstawia obrazy, symbole i napisy odnoszące się do Maryi. Poduszki noszą dzieci, ubrane w stroje ludowe z regionów: krakowskiego, łowickiego, kurpiowskiego, warmińskiego i lubelskiego. Większość z przedmiotów noszonych w procesji została odnowiona przez ostatnie dwa lata.

    Swoista armia Pana

    – Asysta uczy odpowiedzialności i punktualności, bo gdy nie ma jednej czy dwóch osób, trudno jest nieść obraz czy figurę. Uczy czynnego udziału, nie na zasadzie widza, ale tego, który jest współodpowiedzialny za wspólne dzieło – mówi ks. Szumański. Jak mówi, w asyście nie chodzi o folklor i przebieranie się w kolorowe stroje, ale o to, aby dorośli i dzieci spotkali się przy kościele. – Dzieci mają spotkania formacyjne i modlitewne, adorowały Pana Jezusa w grobie, wkrótce zostanie dla nich zorganizowana wycieczka. Był czas, że szukaliśmy ludzi do asysty, a dziś to ludzie nas szukają. Zaangażowały się całe rodziny: ojcowie niosą chorągwie, matki obrazy, a dzieci ubrane w ludowe stroje poduszki – mówi s. Łucja. W ubieraniu się w ludowe stroje też jest odniesienie do tradycji miejsca. Zachowały się bowiem zdjęcia z lat 40., na których widnieją dziewczęta z asysty parafialnej ubrane w stroje krakowskie. Teraz wracają do tego zwyczaju. – Czasami w kościele szukamy nowych form docierania do ludzi, a zaniedbujemy dobre i sprawdzone przez wieki zwyczaje. Udział w asyście procesyjnej uczy zaangażowania w życie parafii. W naszej 120-osobowej grupie są dzieci od 4. roku życia, młodzi małżonkowie oraz osoby starsze, nawet 70-latkowie – opowiada ks. Szumański.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół