• facebook
  • rss
  • Filozof na pustyni

    dodane 05.07.2012 00:15

    – Długo nie rozumiałem słów Jana Pawła II, który mówił: „Afryka jest nadzieją świata”. Teraz sam poznałem ich sens, bo Afryka nie straciła smaku życia – mówi dr Kazimierz Szałata, filozof, wykładowca, laureat prestiżowej nagrody Akademii Francuskiej, w rozmowie z Agnieszką Kocznur.

    Agnieszka Kocznur: Jak to się stało, że etyk i filozof jeżdżący z wykładami po świecie, autor licznych książek i publikacji naukowych tak bardzo zaangażował się w pomoc misyjną dla krajów Afryki i Azji?

    Kazimierz Szałata: – W czasie moich filozoficznych poszukiwań, zupełnie przypadkowo – chociaż w życiu przypadków nie ma – zetknąłem się z postacią Raoula Follereau, wielkiego chrześcijanina i filozofa XX w., który był niesłychanie wnikliwym myślicielem, jednak nie wybrał kariery uniwersyteckiej, choć w swoim życiu wielokrotnie zabierał głos na największych uniwersytetach świata. Rozumiał, za Arystotelesem, że filozofia jest nie tylko nauką, ale czymś znacznie więcej – prowadzi dalej niż wiedza, aż na wyżyny mądrości. Dobrze bowiem wiemy, że niekoniecznie człowiek, który ma wiedzę, jest człowiekiem mądrym. Follereau był kimś, kto miał odwagę powiedzieć, że otoczy opieką trędowatych rozrzuconych po całym świecie, choć wiedział, że jest ich około 25 mln. I ten śmiały plan powiódł się, bo miał on w sobie sokratejską mądrość, połączoną z pokorą i z odwagą. Miał to, co Jan Paweł II nazywał wyobraźnią miłosierdzia, której przez całe stulecia brakowało ludziom, przez co zamiast wspierać, pielęgnować i leczyć – wyrzucano trędowatych na odludne wyspy i ustronne miejsca pustynne. Raoula Follereau nie poznałem osobiście, ale na początku lat 90. ubiegłego stulecia spotkałem w Genewie jego duchowego syna André Récipona, od którego otrzymałem misję stworzenia ruchu Follereau w Europie Centralnej.

    Czego nam brakuje, aby faktycznie pomóc najbiedniejszym, a nie tylko szczerze im współczuć?

    – Brakuje nam tego, co na poziomie teologicznym nazywamy nawróceniem. Brakuje nam realizmu Dobrego Samarytanina, który dostrzegł potrzebującego pomocy i zatrzymał się przy nim, choć inni przechodzili obok zapatrzeni w siebie.

    Follereau mówił: „brak w nas miejsca dla tych, którzy nas potrzebują, za to wszyscy mamy dużo czasu dla tych, których my potrzebujemy. Jeśli ktoś potrzebuje od ciebie pomocy, to on jest najważniejszy w twoim życiu. Bo posyłając biednego, Jezus Chrystus przychodzi z pomocą, by cię uleczyć z trądu egoizmu, relatywizmu moralnego, zapatrzenia w siebie”. Oczywiście nie pomożemy wszystkim trędowatym na świecie, nie wyleczymy wszystkich dzieci z choroby głodowej, ale gdyby każdy z nas (a są nas miliony) pomógł tylko jednemu człowiekowi w potrzebie, to dzieci nie umierałyby z głodu. My bardzo szybko się rozgrzeszamy i usprawiedliwiamy. Mamy złudną wizję, że pewnego dnia odkryjemy leki na AIDS, na raka i będziemy żyli długo i szczęśliwie, a tymczasem mamy skuteczne leki na trąd. Specjalny zestaw antybiotyków, który kosztuje około 30 zł, na dodatek dziś jest dystrybuowany za darmo. Ale trędowaci żyją w krajach, gdzie nie ma systemu opieki zdrowotnej, gdzie dzieci nie mają szans nigdy w życiu spotkać lekarza. Tam na szczęście docierają misjonarze. Wszyscy chcemy zrobić coś dobrego, ale często nie wierzymy w swoją skuteczność.

    Na wystawie zdjęć, z którą Pan przyjechał do Płocka, widać uśmiechnięte twarze biednych i chorych dzieci. Mimo dramatycznej sytuacji są pełne nadziei i radości...

    – Przez długi czas, patrząc na trędowatych, chorych na AIDS, na umierających z głodu, nie rozumiałem słów Jana Pawła II, który mówił, że Afryka jest nadzieją świata, jest nadzieją Kościoła. Dziś doskonale wiem, co miał na myśli Ojciec Święty. Otóż Afryka nie straciła smaku życia. My wszyscy nauczyliśmy się narzekać i nie umiemy radować się życiem. Cieszą nas tylko sytuacje, jakość życia, jeżeli mamy dobry samochód, a jeszcze bardziej – jeśli nasz samochód jest lepszy niż sąsiada. Gdy mamy gorszy, to jesteśmy nieszczęśliwi. Kiedyś poznałem historię pewnego chłopaka z Warszawy, który chciał popełnić samobójstwo, bo w wieku 28 lat wyłysiał. W Afryce ludzie niczego nie posiadają, chorują, głodują, ale nikt z tego powodu nie chce umierać. Nikt nigdy nie słyszał, żeby trędowaty, który traci wzrok, nogi czy ręce, myślał o samobójstwie. Mam ciągle w pamięci obraz pewnego trędowatego z Nyamey, który pełzał po ziemi na czworaka, wzbijając tumany kurzu.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół