Nowy numer 49/2022 Archiwum

Ciechanów. Do tej kaplicy idzie się przez świadectwo

Coraz bliżej do powstania kaplicy wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu w Ciechanowie.

Trwają misje w ciechanowskich parafiach, w czasie których głoszone są kazania i świadectwa o tym, jak ważna jest adoracja w życiu wierzącego człowieka.

O powstającym dziele napisał także biskup Szymon Stułkowski w swym pierwszym liście pasterskim do wiernych diecezji płockiej:

Cieszę się, że na początku nowego roku duszpasterskiego będę mógł otworzyć w Ciechanowie pierwszą na terenie naszej diecezji kaplicę wieczystej adoracji Najświętszego Sakramentu. To inicjatywa oddolna ludzi świeckich, którzy wraz z kapłanami podjęli się przygotowania tego pięknego dzieła. Od dnia 8 grudnia br. w Ciechanowie dzień i noc będzie trwała modlitwa przed Jezusem Eucharystycznym. Proszę, pamiętajcie o mnie modląc się w tym miejscu, ale i wszędzie, gdzie się modlicie, w naszej diecezji i poza nią.

Na liście zadeklarowanych, aby w tygodniu podjąć jedną godzinę modlitwy i czuwania przed Jezusem eucharystycznym, podjęło już 300 osób, ale wciąż są wolne miejsca w grafiku. W niedzielę 13 listopada do podjęcia tego duchowego dzieła zachęcała w parafii pw. Matki Bożej Fatimskiej w Ciechanowie Marta Przybyła z Poznania. Niegdyś zwolenniczka aborcji i eutanazji, zafascynowana okultyzmem i spirytyzmem, przeżyła nawrócenie i dziś jeździ po Polsce dzieląc się swoim świadectwem.

- Byłam ochrzczona i przyjęłam Pierwszą Komunię św., ale to nie było z wiary. Żyłam w przeświadczeniu, że dobro jest słabe, zresztą dla wiary nie było oparcia w mojej rodzinie. Przez lata byłam zwolenniczką aborcji i eutanazji – opowiadała kościele pw. św. Jana Pawła II w Ciechanowie.

Mówiła, że przez 23 lata nie była w kościele, aż pewnego dnia rodzina jej partnera zaprosiła ją na Mszę św. i adorację. - Wydawało mi się, że to jest jakaś kolejna "katolicka szopka". Ale tam zrozumiałam, właśnie w chwili adoracji, że znalazłam brakujący, centralny element mojego życia. Poczułam się tam chciana, akceptowana i kochana. Drugi, ważny moment w moim życiu duchowym to odkrycie Maryi. Może, gdy siedzisz w kościelnej ławce, to wydaje ci się, że potrzebujesz nawrócenia. Ale każdy z nas musi położyć biedę mojego serca przed Bogiem - wyznała.

Opowiadała, jak Pan Bóg dawał pociągnął ją do najtrudniejszych miejsc na ziemi: do hospicjum, szpitala, zakładu poprawczego czy więzienia. – Tam zrozumiałam, że na chwałę Boga można zmieniać pampersy, ocierać ślinę z ust, odwiedzać chorych, czuwać przy umierających. Oddanie Matce Bożej oczyszcza moje intencje i mnie "filtruje", uczy prawdziwego ofiarowania. Pan Bóg bardzo mi podniósł poprzeczkę w życiu. Nawet w chorobie mojej mamy widziałam wielkie cuda, pokój jej serca i odnalezioną wiarę. Gdy do niej szłam, to najpierw prosiłam: "Jezu, napromieniuj mnie sobą".

W swym świadectwie nawiązała do rodzącego się dzieła kaplicy wieczystej adoracji w Ciechanowie. - Oddasz godzinę czasu Jezusowi, który to czas przecież do ciebie nie należy. Wtedy Jezus będzie stopniowo napełniał twoje serce wielkim pokojem. Nie bójcie się takiej deklaracji, niech od obaw większa będzie wielkoduszność - zachęcała.

Świadectwu Marty Przybyła towarzyszyła wystawa i film o cudach eucharystycznych.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy