Nowy numer 26/2022 Archiwum

Co się stało z kolędą?

Pandemia wymusiła na księżach szukanie nowych sposobów docierania do wiernych i nowych form wizyty duszpasterskiej. Czy to się udaje?

− Każdy dom jest inny, i czasem jest to zmiana o 180 stopni. Podczas kolędy zwoje mózgowe każdego księdza muszą działać na najwyższych obrotach… To dość wyczerpujące, trzeba być cały czas uważnym i słuchającym. A rozmowy niekoniecznie są na tematy religijne. Ludzie pytają na przykład, co myślę o pandemii. Jestem tu stosunkowo krótko, ale widzę już, jak dużym autorytetem cieszy się ksiądz w społeczności wiejskiej, jak bardzo parafianie interesują się jego opinią w takiej czy innej kwestii. Staram się otwarcie mówić, co myślę na dany temat, jednak podkreślam, że każdy ma prawo mieć własną opinię − mówi proboszcz parafii w Janowie, który przez 10 lat był misjonarzem w Peru. Próbował przeszczepić tradycje wizyty duszpasterskiej na grunt swojej misji. W Peru wizyty były krótsze, tylko z błogosławieństwem domu, wszyscy jednak − od katolików, przez protestantów, mormonów, po niewierzących chętnie brali od niego misyjne kalendarze.

− Uświadamiam sobie coraz bardziej, że kolęda jest ciekawym narzędziem ewangelizacji, który mamy w Polsce, aby pozostawić nie tylko dobre wrażenie, lecz także dobre słowa − mówi. Według byłego misjonarza wizyta duszpasterska bywa jedynym momentem kontaktu niektórych mieszkańców danej parafii z księdzem i Kościołem. Ma na myśli tych, którzy uważają się za wierzących, jednak ich postawa nie wyraża się w praktyce, choćby w uczestnictwie we Mszach św.

Duszpasterzom kolęda pozwalała zwykle na dodatkowy ogląd stanu parafii, więc niełatwo jest tym księżom, którzy objęli placówki niedługo przed wybuchem pandemii lub w jej trakcie. „Po trzech latach pracy w parafii chciałbym w końcu poznać moich parafian – bo znam jedynie 70 proc. – i zorientować się, ile osób mieszkających na naszym terenie rzeczywiście związanych jest z parafią w Bielsku” − napisał ks. Jerzy Zdunkiewicz, proboszcz parafii w Bielsku k. Płocka, w ogłoszeniach na jej fanpage’u.

Kolęda „plus”

Doświadczenie niektórych księży pokazuje, że część wiernych tęskni do normalnej „przedpandemicznej” wizyty duszpasterskiej. − Moi parafianie pytali mnie, czy w tym roku to już ostatnia „taka” kolęda. „Czy za rok będzie normalnie?” Odpowiadałem, że chętnie wrócę do tradycyjnej formuły… Nic nie zastąpi bowiem sytuacji, kiedy kapłan idzie do domów, gdzie ma możliwość spotkania, rozmowy, nawiązania relacji. To jest skarb w tradycji naszego Kościoła, który trzeba pielęgnować i nie zatracić go! − przekonuje ks. Maciej Jastrzębski, proboszcz niewielkiej parafii pw. św. Stanisława BM w Strzygach k. Rypina. Parafianie w Strzygach niemal w 80 proc. uczestniczyli w takiej czy innej formie kolędy hybrydowej, czasem w obu jednocześnie. − Są rodziny, które przyszły na Msze kolędowe, ale też zapraszają na kolędę do domu, aby spotkać się, pogadać, pobiesiadować. To miłe, tym bardziej że w tym roku mamy długi karnawał, więc możemy się pocieszyć spotkaniem z człowiekiem, bliskością, śpiewem, rozmową, kolędą. Dziękuję za to! Podczas tych wizyt czuję potrzebę spotkania − zauważa ks. Jastrzębski. Jego zdaniem Msza kolędowa ma sens, bo wymaga od ludzi wysiłku pójścia do kościoła. − Był to sprawdzian przywiązania do parafii, Kościoła i odpowiedzialności za sprawy nie tylko duchowe, lecz także materialnie − zauważa. Podczas takich Mszy w Strzygach wierni otrzymywali błogosławieństwo relikwiami św. Rocha − świętego broniącego od zarazy, który jest tu w tym znaku obecny od ponad roku.

W czasie wciąż trwającej pandemii nie brakuje przedsięwzięć okołokolędowych, mających rekompensować deficyty kontaktów międzyludzkich i normalnego życia, które dotykają wspólnot parafialnych. Ciekawym pomysłem były dwa „ogniska kolędowe” zorganizowane w styczniu w parafii św. Mikołaja w Nowym Duninowie, w której właściwa kolęda planowana jest na okres po Wielkanocy. Z kolei w parafii Biała k. Płocka, gdzie odbywały się Msze kolędowe, wierni byli świadkami i uczestnikami niecodziennego wydarzenia. − Ponieważ przed świętami zamknięto szkoły i skierowano dzieci na nauczanie zdalne, nie było możliwe dalsze przygotowanie do akcji kolędników misyjnych. Było nam szkoda poniesionego trudu, dlatego postanowiliśmy zorganizować tę akcję, ale w inny sposób. Z pomocą strażaków jeździliśmy przez kolejne miejscowości, śpiewając kolędy przez megafon. Ludzie wychodzili nam na spotkanie i śpiewali z nami, a później spotkaliśmy się w remizie na wspólnej kolędzie. Odzew był bardzo pozytywny; ludzie chętnie włączyli się w tę akcję – opowiada ks. prał. Rafał Krawczyk, który duszpastersko wspiera w parafii ks. proboszcza Zbigniewa Kanieckiego.

We wspomnianych Strzygach proboszcz zatroszczył się o swoisty bonus kolędowy. − Kocham góry i górali! Dlatego gdy dowiedziałem się, że w niedalekim Ośrodku Chopinowskim w Szafarni ma odbyć się kolędowanie po góralsku, i to w dniu zakończenia kolędy w mojej parafii, zadzwoniłem do dawnego parafianina, Bartka Kozłowskiego, dyrektora administracyjnego w tej instytucji, z pytaniem, czy są jeszcze bilety. „Zostały wykupione” – odpowiedział Bartek. Usłyszałem jednak, że gdybym zebrał 20 osób, to górale zagrają i zaśpiewają. Uruchomiłem więc wszelkie kanały, aby zorganizować drugi koncert na zakończenie kolędy w parafii. W ciągu doby zgłosiło się 50 osób z parafii Strzygi. Okazało się, że moi parafianie stanowią większość uczestników tego kolędowania po góralsku w Szafarni, a pozostali to głównie parafianie z mojej poprzedniej parafii w Dulsku − cieszy się duszpasterz.

Nie tylko obrazek

Można się zastanawiać, co zostanie z tej kolejnej pandemicznej kolędy. W dosłownym rozumieniu będą to różne obrazki i pamiątki, które duszpasterze przekazują parafianom po Mszach kolędowych czy podczas wizyty w domach. Coraz częściej księża szukają jednak czegoś niebanalnego.

W płockiej parafii Świętego Krzyża wizyta duszpasterska była na przykład okazją do przekazania ulotek z hasłem: „Adoruj Chrystusa w drugim człowieku”, uwrażliwiających na osoby samotne i zniechęcone życiem. – Wydaliśmy też obrazek z wystawionym w naszym kościele Najświętszym Sakramentem i propozycją adoracji duchowej, zwłaszcza dla osób chorych i nie mogących przybyć do kościoła. Ta forma modlitwy ułatwi im również przyjęcie Komunii duchowej – wyjaśnia proboszcz ks. Jacek Gołębiowski.

Z kolei w Daniszewie ks. proboszcz Andrzej Konwerski ofiarował rodzinom oprawiony obraz Matki Bożej czczonej w kościele parafialnym. Wizerunek ten został niedawno ozdobiony wotywnymi sukienkami. Duszpasterz chciał, aby Matka Boża Daniszewska mogła się znaleźć w każdym domu i rodzinie.

– W tym roku zamiast obrazków zostawiałem książeczki kolędowe, które przygotował ks. Zbigniew Paweł Maciejewski z Winnicy. Jedna dotyczyła Eucharystii, druga była zatytułowana „Jak pomóc dziecku wierzyć?” − mówi ks. Paweł Sprusiński z Janowa.

Z kolei płoccy salezjanie na Stanisławówce przygotowali dla parafian praktyczne kalendarze ścienne z oznaczonymi świętami oraz długopisy z budującymi cytatami, np. „Bóg jest dobry… zawsze”.•

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama