Nowy numer 48/2020 Archiwum

Wielcy zapomniani

19 lutego po raz pierwszy był obchodzony Dzień Nauki Polskiej. Powody do świętowania mamy także w naszej diecezji.

Wśród znanych i ważnych postaci jest przede wszystkim Paweł Włodkowic z podpłockiego Brudzenia (ok. 1370-1436). Studiował w Pradze czeskiej, i w tamtejszych dokumentach został zapisany jako "kleryk wywodzący się z diecezji płockiej". To on zasłynął swym zaangażowaniem w obrady soboru w Konstancji, na którym omawiano kwestię praw narodów, w tym pogańskich, wojny sprawiedliwej oraz wiarołomności zakonu krzyżackiego. "Wiara jest cnotą teologiczną, dlatego szerzenie jej należy do teologów, a nie do wojowników". W innym miejscu dodawał: "Ten sposób jest z krzywdą bliźniego, a nie należy czynić rzeczy złych, aby wynikły dobre". Jego pisma stały się teoretyczną podstawą tolerancji w Koronie Polskiej, zamieszkałej przecież przez przedstawicieli różnych narodowości i religii.

Niemalże wiek później żył Erazm Ciołek, od 1503 do 1522 roku biskup płocki. Znał się z Kallimachem i innymi humanistami, zyskał uznanie papieży Aleksandra VI i Juliusza II oraz sympatię cesarza Maksymiliana, który nadał kapitule płockiej herb dawnych królów burgundzkich, dla uczczenia św. Zygmunta. To wydarzenie upamiętnia odzyskany przed kilkoma laty przez naszą diecezję obraz Jana Czesława Moniszuki. W rzędzie renesansowych polskich biskupów był postacią najbardziej wyrazistą, o swoistym obliczu, wielkim rozmachu i bujnym dorobku krótkiego życia, bo zmarł, mając zaledwie 49 lat. - Był dyplomatą o potężnej indywidualności człowieka renesansu, posiadał szerokie zainteresowania kulturalne. Był doskonałym retorem i stylistą, otoczył opieką uczonych, literatów i artystów - pisał o nim bp Stanisław Łempicki. Ale to, co pozostało najtrwalsze i najwartościowsze dla kultury polskiej po bp. Erazmie Ciołku, mimo jego nienasyconych ambicji i rozrzutności, m.in. w zabiegach o uzyskanie kapelusza kardynalskiego, był jeden z najpiękniej iluminowanych rękopisów polskich, tak zwany "Mszał Erazma Ciołka".

"Grzebski! Czy łacinnikiem, czy Grekiem cię zrobię, /Waham się, tak ci były znane mowy obie.
Lecz ty byłeś Sarmata w językach ćwiczony, /Umilkły przed twym głosem Greki i Auzony" - tak pisał o Stanisławie Grzepskim poeta Jan Kochanowski.

Jak samo nazwisko zdradza, tego wybitnego uczonego doby renesansu i autora pierwszej polskiej książki technicznej "Geometria to jest miernicka nauka po polsku krótko napisana z greckich i łacińskich ksiąg", należy łączyć z Grzebskiem k. Mławy. Stamtąd się wywodził i tam chętnie wracał, a nawet zajmował się prywatnym nauczaniem. Był związany przede wszystkim z Akademią Krakowską, gdzie wykładał na Wydziale Sztuk Wyzwolonych. Swemu przyjacielowi Stanisławowi Hozjuszowi zadedykował przekład z greki na łacinę poematów św. Grzegorza z Nazjanzu. We wstępie napisał m.in., że o wartości człowieka decyduje nie pochodzenie, a jego wartość moralna. Gdy zmarł w 1570 roku, jego przyjaciele, m.in. Jan Kochanowski, uczcili go elegiami i wierszami żałobnymi.

Przełom XV i XVI wieku to również postać Stanisława Górskiego, rodem z Góry k. Płocka. Pracował na dworze królewskim jako pisarz i notariusz publiczny. Spisywane przez niego akta charakteryzowały się pięknym, kaligraficznym pismem, co wyróżniało go spośród innych pisarzy i notariuszy. Był jednym z najbliższych współpracowników Piotra Tomickiego, biskupa krakowskiego. To Stanisław Górski najprawdopodobniej sprawił ozdobny tekst "Ewangeliarza Tomickiego".

Głównym dziełem Górskiego były tak zwane "Acta Tomiciana", w których zebrał ok. 100 tomów dokumentów oryginalnych i odpisów, które zaczął gromadzić od ok. 1535 roku. Dotyczą one zagadnień politycznych, kulturalnych, wyznaniowych i ówczesnego życia społecznego. Zebrał również tomy poświęcony wybitnym humanistycznym pisarzom, m.in. Dantyszkowi, Orzechowskiemu czy Kallimachowi. To wszystko zasługa Stanisława Górskiego z naszej podpłockiej Góry.

Również spod Płocka wywodził się Wawrzyniec Goślicki, herbu Grzymała, który zasłynął wydanym w 1568 roku w Wenecji dziełem: "De optimo senatore libri duo". Wyrażał w nim swe poglądy na temat ustroju państwowego. Dla Goślickiego tytułowy senator miał być człowiekiem idealnym, a tym samym senat miał składać się z ludzi o wykształceniu humanistycznym, mających wiedzę ekonomiczną, polityczną, dobrze znających prawo oraz mających ogólną znajomość stosunków społecznych w innych krajach. Postulował, aby król był wybierany przez senatorów, a senat miał być izbą, która równoważy rządy królewskie z jednej strony i anarchistyczne skłonności izby poselskiej z drugiej. Pisał, że każdy powinien ponosić odpowiedzialność za rządy, także król... - to tylko niektóre z postulatów Goślickiego, naszego ziomka. Warto dodać, że o wiele wcześniej niż Monteskiusz, Wawrzyniec Goślicki wskazywał, że państwo powinno opierać się na trzech typach władzy: ustawodawczej, sądowniczej i wykonawczej, co dość szczegółowo opisał w swym dziele. "De optimo senatore..." było wielokrotnie wznawiane i tłumaczone m.in. na angielski, już pod koniec XVI w.

Ostatnia jego wola znów dotyczy jego rodzinnej ziemi, bo choć zmarł jako biskup poznański, to jednak swą bibliotekę zapisał dominikanom płockim.

-------------------------

Tekst opracowano na podstawie trzytomowej publikacji „Służąc Bogu, służyli Polsce”, która w 2016 r. ukazała się nakładem Wydawnictwa Diecezjalnego w Sandomierzu.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama