GN 43/2020 Archiwum

Śpiewasz: „Bóg się rodzi”, ale czy w to naprawdę wierzysz?

Ojciec Marcin Kowalewski, klaretyn i proboszcz parafii św. Maksymiliana Marii Kolbego w Płocku, o Bożym Narodzeniu z ogniem i o sprawach od świąt ważniejszych.

ks. Włodzimierz Piętka: Co pozostało dla Ojca niezapomniane z Wigilii z dzieciństwa?

O. Marcin Kowalewski: Zapamiętałem, że mieliśmy zawsze dwie wigilie, bo najpierw jechaliśmy do rodziny taty, a potem mamy. Wspominam tamten pośpiech, aby zdążyć od jednych do drugich, jak jechaliśmy przez miasto zaśnieżonymi pustymi ulicami. A gdy już kończyła się wieczerza, był aniołek i prezenty. Rodzice wtedy kazali nam iść umyć ręce i akurat był dzwonek do drzwi, a gdy wracaliśmy do pokoju, czekały już na nas podarunki. Pamiętam, że gdy miałem 7 lat i zostałem ministrantem, to pod choinkę dostałem komżę. Bardzo się z tego prezentu ucieszyłem.

Gdy wstąpiłem do zakonu, charakter wigilii zmienił się z rodzinnego na wspólnotowy. Na przykład w Łodzi zapraszaliśmy do stołu naszych samotnych parafian. Nie tylko zapraszaliśmy ich, ale jechaliśmy po nich do ich domów, aby jak najbardziej im usłużyć w tym dniu.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama